ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Fates Warning
Darkness In A Different Light
(2013, album studyjny)

Darkness In A Different Light
Oceń ten artykuł
(20 głosów)

01. One Thousand Fires
02. Firefly
03. Desire
04. Falling
05. I Am
06. Lighthouse
07. Into the Black
08. Kneel and Obey
09. O Chloroform
10. And Yet It Moves

Bonus:
01. Firefly (Extended)
02. Falling Further
03. One (live)
04. Life In Still Water (live)

Line-up:


Ray Alder / vocals
Jim Matheos / guitar, production
Frank Aresti / guitar
Joey Vera / bass
Bobby Jarzombek / drums

Wyświetlony 3702 razy

Media

1 komentarz

  • Link do komentarza Łukasz 'Geralt' Jakubiak wtorek, 01 październik 2013 01:54 napisane przez Łukasz 'Geralt' Jakubiak

    „Kiedy zaglądasz do jaskini, z początku widzisz bardzo niewiele. Ale kiedy przyzwyczajasz się do ciemności, widzisz coraz więcej. A jeśli odważysz się zostać tam wystarczająco długo, w końcu zobaczysz wszystko” – Nicola Morgan

    Zatem zajrzeliśmy, weszliśmy prosto w głąb jaskini… Na początku niewiele widzimy, ale sporo czujemy. Chłód powoduje gęsią skórkę, zewsząd otaczają nas szepty – nieokreślone, ale wystarczająco głośne, by wywołać w nas uczucie osaczenia i strachu. Z każdym krokiem stajemy się coraz bardziej pewni, a wszelkie zjawy nabierają materialnego charakteru… Większość z nich okazuje się być naszą imaginacją, a niektóre są po prostu naturalną częścią jaskini. Zaczynamy się oswajać, poznawać życie w ciemności. Wielokrotnie upadamy, ale w końcu uczymy się pewnych schematów i - w konsekwencji - popadamy w rutynę. Okiełznaliśmy mrok, zrozumieliśmy go, a skutkiem tego jest nasza samotność. To czego się wcześniej obawialiśmy podstępem zabiera naszą rzeczywistość. Czy nie powinniśmy teraz uciec?

    „Istnieją takie miejsca, które trzeba i można oglądać jedynie w ciemnościach” – Carlos Ruíz Zafón, z powieści „Cień wiatru”.

    Tym razem pozwoliłem sobie na wyjątkowo długi wstęp do recenzji. Chciałem dzięki temu oddać atmosferę najnowszego krążka Fates Warning, który jest pewnego rodzaju duchową podróżą po naszych wewnętrznych lękach i każdy utwór konsekwentnie wizualizuje to, co jest głęboko w nas ukrywane. Emocjonalny wydźwięk od zawsze odgrywał bardzo ważną rolę w ich muzyce i na przełomie wielu lat prezentowali to w różnoraki sposób. Mieliśmy zatem poetycką prezencję ludzkiego cierpienia w postaci „A Pleasant Shade Of Gray”, społeczne dysonanse na „Disconnected”, czy obnażanie egzystencjalizmu na „Perfect Symmetry”, a jak jest tym razem? Po dziesięciu latach panowie po raz kolejny chwytają nas za serce. Robią to niezwykle subtelnie, ale tym razem starają się do nas dotrzeć z jeszcze większą siłą - najwidoczniej to skutek ich długiego odpoczynku.

    Początek „One Thousand Fires” to mocne uderzenie. Potężny, iście thrashowy riff doskonale uzupełnia się z pięknymi, akustycznymi melodiami oraz niezawodnym wokalem Raya Aldera. Całość spaja energiczne, gitarowe solo. Singlowy „Firefly” to już podróż w bardziej przebojowe formy, przywodzące na myśl zasłużonego „Parallels”. Melodyjne akordy i wpadający w ucho refren idealnie budują emocjonalną konwencję utworu. Nieco tajemniczy „Desire” (kapitalne, gitarowe tło) niesie za sobą niepewność, ale też niespełnione pożądanie, co bezbłędnie podkreśla druga część utworu (bardzo „głośna” interpretacja wokalna Raya). W poważny nastrój wprowadza nas króciutka, akustyczna ballada w postaci „Falling”, która zwiastuje zmianę atmosfery krążka na znacznie bardziej poważną. „I Am” to kolejny singiel, który mogliśmy usłyszeć przed premierą płyty – świetny wstęp na basie (niezastąpiony Joey Vera) szybko zostaje wsparty gitarowymi wariacjami Jima Matheosa oraz Franka Arestiego. Utwór na początku może wydawać się nieco zbyt melodyjny, ale w wokalu Raya można odczuć masę agresji i determinacji, co doskonale kontrastuje z klimatem utworu. „Lighthouse” to obok „River Wide Ocean Deep” jedna z najbardziej mrocznych i przygnębiających kompozycji Fates Warning. Powolne, akustyczne akordy świetnie budują dramaturgię, by w końcowych fragmentach ożywić utwór i wprowadzić nas w trans. Dalej czeka na nas energiczny „Into The Black”, który jest popisem Bobby’ego Jarzombka. Masa zmian tempa, zaskakujących rytmicznych ewolucji, ale też bardzo estetycznych melodii, które podkreślają przestrzeń w kawałku. Nieco senny (w pozytywnym znaczeniu) „Kneel And Obey” zaskakuje grunge’ową konwencją w zwrotce. Melodia płynie bardzo powoli, by w partiach solowych przejść do energicznych, heavy metalowych form. Dalej czeka na nas „O Chloroform”, który porywa nas nie tylko hard rockową energią (gitarowe smaczki robią wrażanie), ale też jazzową tonacją w punkcie kulminacyjnym – świetny, bardzo przemyślany utwór. Zwieńczeniem krążka jest rozbudowany „And Yet It Moves”, który jest zdecydowanie najlepszym numerem na płycie. Znajdziemy na nim neoklasyczne wariacje, masę rozbudowanych partii instrumentalnych (z uwzględnieniem genialnej gitarowej solówki na końcu), a także sporo dynamicznych, metalowych odniesień… To bezapelacyjnie godny następca „Still Remains”.

    W edycji dwupłytowej znalazło się miejsce dla kilku, bonusowych utworów. Pierwszym z nich jest rozszerzona wersja „Firefly” z kapitalnym, emocjonalnym zakończeniem. Kolejną niespodzianką okazał się „Falling Further”, który jest bardziej dynamiczną i dłuższą wersją „Falling”. Na dokładkę panowie przygotowali dla nas koncertowe wykonania ich sztandarowych utworów: „One” oraz „Life In Still Water” – obydwa naprawdę świetne.

    „Są tacy, co nie potrzebują nocy. Ciemność promieniuje z nich” – Stanisław Jerzy Lec

    Panowie z Fates Warning są w kapitalnej formie i pomimo zmian jakie przeszli w ciągu tych kilku lat brzmią naprawdę świetnie. Po odejściu Marka Zondera miejsce perkusisty przejął Bobby Jarzombek, który współpracował wcześniej m.in. z Robem Halfordem oraz Sebastianem Bachem, a także uczestniczył przy tworzeniu materiału Arch/Matheos. Jego technika gry jest zupełnie inna i pod kątem groove’u nie przebija Zondera, ale nadrabia wszechstronną prezencją oraz dyscypliną przy komponowaniu swoich partii. Poza tym, na nowym krążku miło było ponownie usłyszeć Franka Arestiego, który po raz ostatni zagrał na albumie „Inside Out”.

    „Darkness In A Different Light” może okazać się dla wielu z nas niezwykłym, bardzo osobistym przeżyciem. Każdy z utworów prezentuje nam nieco inną atmosferę, ale przy tym album – jako całość - nie traci swojego kompozycyjnego porządku – wszystko doskonale ze sobą kontrastuje i nie pozostawia żadnych, poważnych luk. Na szczerą i niezwykle emocjonalną wymowę krążka wpłynęły dwa aspekty. Pierwszym z nich jest umiejętne wyręczanie się melodiami – utwory pomimo technicznego przepychu mają w sobie masę przestrzeni, co jest zasługą świetnego zrozumienia muzyków na płaszczyźnie harmonicznej. Drugą kwestią jest warstwa liryczna, która po raz kolejny zaskakuje - a nawet przeraża - swoją autentycznością. Wszystkie te aspekty powodują, że muzycy pragną być bliżej naszych lęków i problemów. Ponownie tworzą emocjonalną więź ze słuchaczami, choć tym razem wydaje się być znacznie silniejsza. Dlaczego? To jest tak jak z przyjacielem, z którym spotykasz się po latach i widząc go mówisz: „Dobrze Cię widzieć”. „Darkness In A Different Light” to dzieło kompletne i koniec końców bardzo potrzebne - zarówno dla fanów zespołu, jak i światka prog metalowego. To pierwsze jest zrozumiałe, ale czemu płyta okazuje się być tak istotna dla ogółu? Panowie z Fates Warning udowodnili, że nie trzeba odkrywać nowych płaszczyzn, by stworzyć coś artystycznie wartościowego. Czasami wystarczy pozostać wiernym swojemu dziedzictwu, tym bardziej jeśli jest się prekursorem gatunku.

    Po odkryciu ciemnych zakątków naszej jaskini powinniśmy ją opuścić. Już nas nie przytłacza, nie wywołuje przerażenia… To odkryty teren, który teraz doskonale znamy i najwyższy czas porzucić naszą ukrytą samotnię. Nikt jednak nie powiedział, że wyjście będzie proste… Ścieżek jest wiele, a wszystkie są bardzo zawiłe. Którą z nich wybierzemy? Wszystko zależy od nas, od tego jak poznaliśmy naszą ciemność i w jakim świetle ją umieściliśmy…

    5/5

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version