ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Leprous
Coal
(2014, album studyjny)

Coal
Oceń ten artykuł
(5 głosów)

 

01. Foe - 5:17
02. Chronic - 7:19
03. Coal - 6:50
04. The Cloak - 4:09
05. The Valley - 8:59
06. Salt - 4:30
07. Echo - 9:41
08. Contaminate Me - 9:04

Czas całkowity - 55:49

- Einar Solberg - wokal, instrumenty klawiszowe
- Tor Oddmund Suhrke - gitara, dodatkowy wokal
- Øystein Landsverk - gitara, dodatkowy wokal
- Rein T. Blomquist - gitara basowa
- Tobias Ørnes Andersen - perkusja

 

Wyświetlony 2610 razy

Media

Inne albumy wykonawcy: « Aeolia The Congregation »

1 komentarz

  • Link do komentarza Bartek Musielak niedziela, 27 kwiecień 2014 15:46 napisane przez Bartek Musielak

    Zróbmy coś szalonego - tak prawdopodobnie kiedyś pomyślał Einar Solberg zakładając zespół Leprous. To tak półżartem, ale przymiotnik "szalone" w różnych odmianach i połączeniach mógłby służyć za synonim dla nazwy tego norweskiego zespołu. Rzadko spotyka się tak świeże spojrzenie na muzykę metalową. Spektrum zainteresowań muzyków Leprous obejmuje nie tylko metal, rock, ale też awangardę, jazz, fusion, operę, muzykę poważną. Wymieniać i wymieniać! Pierwszy mój kontakt z tą formacją, będący od razu dość sporym (pozytywnym) szokiem, nastąpił po premierze albumu "Bilateral" z 2011 roku. Krążek uderzył mnie swoim niesamowitym klimatem oraz świetnym pomysłem na to, jak wpleść awangardę i specyficzny humor w muzykę metalową. Humor przejawia się już w dość dziwacznej okładce albumu. Ale nie będę się tutaj rozpisywał o tym krążku, napiszę za to słów kilka o wydanym w 2013 roku "Coal".

    Leprous istnieje na scenie parę ładnych lat. W skład zespołu wchodzi pięciu muzyków o trudnych, skandynawskich imionach i nazwiskach (których Wam oszczędzę), w konfiguracji dość standardowej: dwóch gitarzystów udzielających się również wokalnie, wokalista grający na klawiszach, bas i perkusja. Ale o jednym nazwisku należy wspomnieć i myślę, że jest ono dość znaczące w historii zespołu Leprous. Otóż mam na myśli nijakiego Ihshana. Dla niewtajemniczonych: to jeden z pionierów black metalu, lider legendarnej dla tego gatunku grupy Emperor, jednak z powodzeniem nagrywający również solowo. Dodatkowo Ihsahn tworzy również ze swoją żoną (Ihriel) projekt pod nazwą Peccatum. Natomiast wspomniana pani ma brata, o którym już pisałem, jest to Einar Solberg - wokalista Leprous. No i tak koligacji rodzinnych koniec, ale wracając do sednum: Ihsahn chętnie pomaga kapeli swojego szwagra, dodatkowo udzielając się czasami na jego albumach wokalnie.

    Nie inaczej jest na "Coal". Dość wrzaskliwy i charakterystyczny głos lidera Emperor usłyszymy w utworze "Contaminate Me", choć tam to on bardziej wygłasza jakąś przedziwną mowę lub krzyczy, zamiast śpiewu. Tak czy inaczej pomocna dłoń ustawionego już w światku muzyka z pewnością dla Leprous była znacząca. Z czym więc to się je? - zapytacie. Ano trudno jednoznacznie odpowiedzieć, bo to potrawa o tyle smakowita co dość specyficzna i prawdopodobnie, a nawet na pewno, nie wszystkim będzie smakować. Zależy kto co lubi, wiadomo. "Coal" to mieszanina metalu, awangardy, muzyki poważnej i wielu innych gatunków, podana w progresywnym sosie.

    Trudno mi porównać do czegokolwiek muzykę Leprous, bo jest w niej tyle różnych dziwnych i ciekawych rozwiązań, ile tylko awangarda może zaproponować. Styl zwany metalem awangardowym od jakiegoś czasu przewija się tu i ówdzie (np. świetna kapela UnExpect). Przychodzi mi jednak na myśl porównanie z odnoszącym ostatnio spore sukcesy zespołem Haken. Jest jakiś pierwiastek wspólny między tymi kapelami. W spokojniejszych momentach usłyszeć można też skandynawską nutę a'la Pain Of Salvation.

    Na "Coal" pan Einar i spółka serwują nam mieszaninę dziwactw z utworami bardzo rytmicznymi i normalnymi. Pierwszym szalonym kąskiem jest rozpoczynający krążek "Foe", w którym linia wokalu ciągnie się w rytm jednostajnego uderzenia perkusji i gitary. Z początku jest głośno i dość dziwnie, ale wszystko kończy się spokojnymi, wspólnymi wokalizami wszystkich mających głos (czyli aż trzech osób). Spokojnych fragmentów na płycie jest jeszcze więcej, choćby przepiękna balladka "The Cloak" czy świetnie zaaranżowany, nieco operowy utwór "Salt". Ale to jedyne chwile oddechu bo cała reszta to już szalona metalowa jazda. Nie są to jednak na pewno proste kompozycje zbudowane na jednym riffie ciągnącym się przez 5 minut. Nie nie, tutaj właśnie pojawia się pierwiastek progresywny. Kompozycje są raczej długie, przeważnie około 7-10 minut, rozbudowane, wielowątkowe i co najważniejsze - ciekawe. Na pierwszy plan przy obrazie całości rzuca się utwór "Chronic", obfitujący w bardzo mocne fragmenty, żonglujący nastrojami, zmienny niczym obraz w kalejdoskopie. Innym bardzo mocnym punktem jest wspomniany już w związku z Ihsahnem "Contaminate Me". Niektóre riffy przywodzą na myśl połamańce spod znaku Meshuggah, dodatkowo utwór ma niesamowicie schizofreniczne zakończenie. Tutaj mógł się sprawdzić tylko szaleńczy wokal Ihsahna.

    Ocenić jednoznacznie ten album jest wybitnie trudno. Za klimat dałbym z pewnością ocenę przewyższającą skalę co najmniej dwukrotnie, bo klimat jaki tworzy Leprous jest unikatowy w takim stopniu, że jak raz posłuchacie to później nie pomylicie tego zespołu z żadnym innym. Za warstwę muzyczną też można dać spokojnie najwyższą notę, jednak czegoś mi w tym albumie brakuje. Trudno to jednoznacznie określić, ale jest to coś co było bardzo wyczuwalne na poprzednim krążku, czyli na "Bilateral". Chodzi mi tutaj o pewną lekkość w podejściu do muzyki, o pewien dystans i humor, którego nie wyczuwam już w takim stopniu na "Coal". Materiał na tym albumie jest mocniejszy, bardziej agresywny, brutalniejszy, choć nadal utrzymany w określonej stylistyce. Zazwyczaj dojrzałość jest uważana za atut muzyki, jednak w tym wypadku cóż - dla mnie to malutki minus bo Leprous delikatnie przystopował się w swoim szaleństwie. Brak tej dziecinnej, naiwnej lekkości. Jest to jednak album, który powinien znać każdy kto interesuje się rockiem progresywnym. Leprous kroczy w bardzo dobrym kierunku serwując nam dwa świetne albumy z rzędu. Jeśli utrzymają poziom na kolejnym krążku - wróżę tej kapeli, przy odrobinie szczęścia, same sukcesy. Bo już rozpychają się między wielkimi metalu progresywnego, choć póki co dosyć nieśmiało.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version