ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Savatage
Dead Winter Dead
(1995, album studyjny)

1. Overture  (1:49)
2. Sarajevo (2:26)
3. This Is The Time (5:39)
4. I Am (4:32)
5. Starlight (5:38)
6. Doesn't Matter Anyway (3:47)
7. This Isn't What We Meant (4:12)
8. Mozart and Madness  (5:01)
9. Memory (Dead Winter Dead Intro)  (1:18)
10. Dead Winter Dead (4:16)
11. One Child (5:13)
12. Christmas Eve (Sarajevo 12/24)  (3:12)
13. Not What You See (5:03)

Czas całkowity: 52:06
- Zak Stevens  (vocals)
- Al Pitrelli  (guitar)
- Chris Caffery  (guitar)
- Jon Oliva  (vocals, keyboards)
- Johnny Lee - Middleton (bass)
- Jeff Plate  (drums)
Wyświetlony 5217 razy
Inne albumy wykonawcy: « Gutter Ballet Sirens »

1 komentarz

  • Link do komentarza Mateusz Stypułkowski niedziela, 26 kwiecień 2009 19:26 napisane przez Mateusz Stypułkowski

    'Dead Winter Dead' to naprawdę ważne wydarzenie w historii Savatage. Jeszcze nigdy wcześniej muzycy nie nagrali płyty tak mocno przepełnionej symfoniką. Co ciekawsze, schematy jakie tu utworzyli, będą powtarzane jeszcze przez kilka następnych lat ich działalności.
    O ile na wcześniejszych dokonaniach utrzymywano równowagę pomiędzy ciężkimi, hardrockowymi zagrywkami i symfonicznym klimatem, tyle tutaj pogwałcono tę zasadę. Operowy nastrój towarzyszy nam praktycznie w każdym utworze. Jedynie dwie, może trzy utwory mają jeszcze trochę tej 'zadziorności', co kiedyś.
    Najlepszym przykładem takich zmian są utwory instrumentalne (aż 4, jeśli dobrze pamiętam). Muszę przyznać, że zostały one wykonane wyśmienicie. 'Mozart And Madness' oraz 'Christmas Eve' to chyba najlepsze utwory jakich mamy okazję tu posłuchać. Ciekawie wypada też 'Memory', bedący mini-przeróbką IX Symfonii Bethoveena.
    Po raz pierwszy mamy też okazję posłuchać dwóch wokalistów. Jon Oliva w dwóch utworach ponownie chwyta za mikrofon. Styl śpiewania jest oczywiście inny niż u Stevensa, dzięki czemu obaj panowie dosyć dobrze się uzupełniają. Niestety, brakuję mi tych 'krzykliwych' technik, którymi operował drugi ze wspomnianych tu panów, na poprzednich dokonaniach. Na 'Dead Winter Dead' Stevens postanowił używać tylko mocnego, nieco pompatycznego głosu. Trochę szkoda.
    Gra pozostałych muzyków nie wymaga komentarza, ponieważ nie jest to nic, czego nie słyszelibyśmy wcześniej. Niestety, wraz ze stratą Crissa Olivy zespół utracił chyba trochę tej mocy, z której wcześniej słynął.
    Poza tą jedną wadą płycie nie można zarzucić nic więcej. Profesjonalna technika i wirtuozeria muzyków to ich najlepsze znaki rozpoznawcze, a 'Dead Winter Dead' jest tego najlepszym przykładem. Pozycja może nie obowiązkowa, ale warta uwagi.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version