ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Pendragon
Love Over Fear
(2020, album studyjny)

01. Everything - 5:58
02. Starfish And The Moon - 3:26
03. Truth And Lies - 8:21
04. 360 Degrees - 5:34
05. Soul And The Sea - 5:23
06. Eternal Light - 8:09
07. Water - 8:55
08. Whirlwind - 5:08
09. Who Really Are We? - 8:38
10. Afraid Of Everything - 5:30

Czas całkowity - 1:05:02

- Nick Barrett - wokal, gitara
- Clive Nolan - instrumenty klawiszowe
- Peter Gee - gitara basowa
- Jan Vincent Velazco - perkusja
oraz:
- Zoe Devenish - skrzypce, dodatkowy wokal
- Julian Baker - saksofon (8)

 

Wyświetlony 1143 razy
Inne albumy wykonawcy: « Masquerade 20

2 komentarzy

  • Link do komentarza Gabriel Koleński niedziela, 05 kwiecień 2020 17:36 napisane przez Gabriel Koleński

    Myślę, że nie będzie przesadą, gdy napiszę, że najnowszy album Pendragon, „Love Over Fear” to jedna z najbardziej wyczekiwanych płyt roku, jeśli chodzi o rock neoprogresywny. Zespół Nicka Barretta to jeden z tych, które najbardziej kojarzą się z tym gatunkiem, a każda kolejna płyta jest wydarzeniem, nawet jeśli nie spełnia oczekiwań wszystkich. Jeśli chcecie się dowiedzieć, czy spełniła moje, zapraszam do lektury.
    Solówka gitarowa, która pojawia się na początku „Everything”, brzmi jak z najlepszych lat grupy. Muzycznie utwór jest piękny, baśniowy, ale śpiew Barretta jest spokojniejszy, trochę zduszony. Czas zaczyna odciskać swe piętno na jego głosie. „Starfish and the Moon” otwiera cykl utworów spokojnych, w dużej mierze akustycznych, których znajdziemy kilka na „Love Over Fear”. Głos i pianino, krótka solówka na gitarze i kolejna zwrotka, trochę bogatsza o dodatkowe klawisze w tle. Jest ładnie i uroczo, ale chciałoby się trochę więcej. Początek „Truth and Lies” jest również oszczędny i delikatny, tym razem oparty na gitarze akustycznej. Utwór trochę usypia, bo bardzo długo się rozwija. Za to, gdy to już się stanie, wchodzi jedna z najlepszych solówek gitarowych na płycie – rozbudowana, wielowątkowa, stanowi preludium do emocjonalnego zakończenia. Takich momentów na krążku mogłoby być nieco więcej. Kolejna kompozycja jest ogromnym zaskoczeniem, ale jak najbardziej pozytywnym, ponieważ dowodzi, że lider grupy wciąż ma ochotę na niesztampowe eksperymenty. Chyba nikt nie spodziewał się, że Pendragon nagra kiedykolwiek skoczny kawałek w folkowym klimacie, wzbogacony o rozbrajające partie mandoliny i skrzypiec. „Soul and the Sea” również nie przypomina niczego, co zespół stworzył do tej pory, za to brzmi jakby stworzyła go …Anathema. Wrażenie to potęgują skrzypce, które nadają mu lekko symfonicznego sznytu. Dynamiczny i przestrzenny „Eternal Light” to kolejny z moich faworytów. Może melodia jest prosta, ale przyjemna, do tego majestatyczne klawisze w tle i mnóstwo smaczków aranżacyjnych, w tym fantastyczne solówki gitarowe. Niepokojący, trochę mroczny nastrój w „Water” budzi skojarzenia z klimatem „Men Who Climb Mountains”. Tu uwagę zwracają przede wszystkim świetny refren i piękne solówki gitarowe, zwłaszcza ta dłuższa. Niestety, gdy Barrett pod koniec próbuje śpiewać mocniej, słychać, że nie do końca mu to wychodzi. „Whirlwind” skonstruowany jest podobnie jak „Starfish and the Moon”, tylko, że zamiast solówki gitarowej jest saksofon. Jest w tej kompozycji coś niepokojącego, awangardowego, chłodne brzmienie jest dojmujące. Mocny, dynamiczny i wyjątkowo gitarowy „Who Really Are We?” mógłby spokojnie znaleźć się na „Pure”, co tylko świadczy o tym, że Nick Barrett lubi czasem nawiązywać do własnej twórczości. Album zamyka początkowo wyciszony „Afraid of Everything”, który później robi się mocniejszy i iskrzy ładnymi pasażami klawiszowymi.
    Nie ukrywam, że Pendragon to jeden z najważniejszych dla mnie zespołów z nurtu klasycznego neoproga. Jednak, mój osobisty stosunek do kapeli nie przesłania mi obiektywnego spojrzenia na ich muzykę, choć wywołuje określone emocje. Po pierwszym przesłuchaniu „Love Over Fear” byłem zwyczajnie rozczarowany. Album był promowany jako powrót do stylu najlepszych dokonań Pendragon, ale brakuje trochę energii, którą miały „The World”, „Window Of Life” czy „The Masquerade Overture”. Po wielu kolejnych przesłuchaniach okazało się, że nowe dzieło Nicka Barretta i spółki ma swój czar i wartość, ale dość długo się do nich dochodzi. To jest urok muzyki progresywnej. Niewiele odsłania z początku, ale coraz więcej wraz z dłuższym obcowaniem. Odnoszę wrażenie, że Barrett chciał zadowolić wszystkich, dlatego stworzył album, który przekrojowo czerpie z każdego okresu twórczości zespołu, ale dostarcza też kilku nowych, niekiedy zaskakujących doznań. Osobiście, nie wszystkie pomysły mnie przekonują, ale doceniam zapał lidera i cieszę się, że ten album powstał.
    Gabriel Koleński

  • Link do komentarza Bartek Chocholski niedziela, 26 styczeń 2020 15:05 napisane przez Bartek Chocholski

    Pre-order złożony na początku roku zaowocował niespodzianką w postaci paczki z UK, pozostawionej u mnie przez Panią listonoszkę kilka dni temu. Bardzo miłą niespodzianką, ponieważ pierwsze wysyłki miały nastąpić dopiero w lutym. Przyjrzyjmy się temu... małemu dziełu sztuki? Płyta wydana jest pięknie. Oprócz tekstów itd. otrzymaliśmy album ozdobiony zdjęciami i ilustracjami akwarelowymi wykonanymi przez Liz Saddington. Oprócz standardowego materiału wydanie deluxe zawiera wersję akustyczną oraz instrumentalną, przez co w otrzymujemy łącznie 3 kompakty. Jedyne do czego można się przyczepić to cena oraz sposób umieszczenia nośników. Spoczywają na "guzikach" wykonanych z gąbki, przez co rysują się od samego wyciągania i ...wypadają :(. Mam nadzieję, że w przyszłości Panowie zdecydują się na standardowe wydania z plastikowymi trejami. W tekście skupię nie na albumie właściwym.
    Zaczyna się żywiołowo, staroszkolnie brzmiącymi klawiszami i werblami. Everything. Zaczynam się czerwienić, od dawna tak nie brzmieli. Po ok. minucie lekko zwalniają i wchodzi dobrze znany i lubiany Pendragon. Świetnie skrojone solo gitarowe i Nick zaczyna:
    "Cocon cradle throws out its butterfly
    Leaves behind its old life struggling To Fly""
    Bardzo klasyczny, melodyjny i typowy dla zespołu numer, bez specjalnych udziwnień i zaskoczeń. Myślę, że na takie przywitanie słuchacze czekali prawie 20 lat i znajdą tu wszystko, za co pokochali tychsympatycznych Anglików.
    Starfish And The Moon to delikatny i przepiękny utwór oparty na klawiszach. Nick Barrett tak łagodnie i ciepło nie śpiewał chyba nigdy, a jego solo płytnące od 1:27...
    Ehh no trzeba to po prostu usłyszeć. Wyszedł jeden z najładniejszych i paradoksalnie najkrótszych utworów Pendragon (3:37).
    Mam problem z Truth And Lies. Słyszę w nim wyraźnie Wisdom Of Solomon, słyszę też melodię Come Home Jack i przez to odbiór mam pogorszony. Nie wiem czy to zamierzony zabieg, czy zmęczenie materiału. Tak czy inaczej utwór broni się swą różnorodnością oraz pięknymi, nafaszerowanymi emocjami solówkami i woakalami Nicka. Pomimo kilkakrotnego uczucia deja vu jest to jak najbardziej udany kawał solidnego melodyjnego rock na najwyższym poziomie.
    360 Degrees będzie dla wielu niespodzianką, ponieważ brzmi bardzo prosto i ...folkowo. Jest zupełnie inny od reszty. Wesoły, skoczny, rozrywkowy, na skrzypcach... Hmmm.
    W Soul And The Sea wraca stara melancholia, która wcześniej trzymała nas za rękę. Przyjemny dodatek stanowią kolejne partie skrzypiec zagrane przez Zoe Devenish
    Numer niepojąco się rozkręca wybuchając niespodziewanie w połowie emocjami człowieka, który to wszystko reżyseruje. Świetnie.
    Eternal Light ma wiele płaszczyzn. Zaczyna się popowo i swobodnie wystrzeliwując po około minucie czymś w rodzaju refrenu spod znaku Oasis.Na szczęście im dalej w las, tym bardziej pasjonująco i niepozornie zapowiadająca się piosenka zostaje przekształcona w kolejny świetny utwór.
    Water z początku przypomina mi niektóre utwory z poprzedniej płyty. Spokój, tajemnica i kameralność podsycone momentami odrobiną jazzu i saksofonem z nocnych, zadymionych klubów pełnych surowo prawdziwych, ale i przekolorozywanych historii. No i ten specyficzny groove nie pozwalający nie pobujać trochę głową przy refrenie.
    " I go to the water
    When The Wold Is At My Door"
    Finał należy do Nicka Barreta, który udowadnia, że na podwórku rockowym ciężko znaleźć drugiego tak sprawnego i utalentowanego gitarzystę.
    W Whirlwind po raz kolejny spływa na nas delikatność i zmysłowość, słychać pobrzmiewający saksofon i delikatne pady. Nick wyręcza tu Clive`a Nolana samodzielnie rejestrując główne partie klawiszowe. Całość zdaje się być bardzo osobistym, niekoniecznie porywającym za sobą rzesze odbiorców utworem.
    Pierwsze minuty Who Really Are We? przenoszą nas w czasy Pure i Passion. Perkusja wysunięta na pierwszy plan po chwili wchodzi w fuzję z agresywnymi akordami klawiszowymi. Później kolejne mistrzowskie solówki i wszechobecna gitara akustyczna. Pięknie, następnie niespokojnie, progresywnie. Końcówka numeru należy, moim zdaniem, do najbardziej udanych w całej karierze zespołu. Ciarki. Panie Barrett, potrafi Pan to robić jak nikt inny.
    Ostatni na płycie Afraid Of Everything jest smutny i optymistyczny jednocześnie. Niespecjalnie zagmatwany, lekki i żegnający się grzecznie, ładnie oraz z klasą.
    Mnie osobiście kojarzy się z ostatnim albumem Riverside, za sprawą dźwięków płynących spod palców Pana Nolana.
    Koniec. Trwało to 64 minuty. 64 cholernie miło spędzone minuty z zespołem niewątpliwie posiadającym bardzo utalentowanego i oryginalnego lidera, dzięki któremu ta machina nadal funkcjonuje sprawnie i rzetelnie. Każdy kto kiedykolwiek za cokolwiek pokochał ten zespół nie powinien mieć powodów by być zawiedzionym nowym albumem. Ludziom, którzy do tej pory nie mieli okazji zetknąć się z ich muzyką szczerze polecam nadrobienie zaległości.
    4,5/5
    Bart Chocholski

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version