ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Haken
The Mountain
(2013, album studyjny)

The Mountain
Oceń ten artykuł
(29 głosów)

1. The Path
2. Atlas Stone
3. Cockroach King
4. In Memoriam
5. Because It´s There
6. Falling Back to Earth
7. As Death Embraces
8. Pareidolia
9. Somebody

Line-up:
Ross Jennings
/ vocals
Charles Griffiths / guitars
Raymond Hearne / drums
Richard Henshall / keyboard and guitar
Thomas MacLean / bass
Diego Tejeida / keyboards

Wyświetlony 4951 razy

Media

Inne albumy wykonawcy: « Aquarius Restoration »

2 komentarzy

  • Link do komentarza Krzysztof Baran piątek, 25 październik 2013 22:01 napisane przez Krzysztof Baran

    Dość dziwne czasy nastały w rocku progresywnym. Większość zespołów dąży ku idealnej technice, a nawet (nie bójmy się tego określenia, bo taka jest prawda) ku przesadnemu chełpieniu się swymi umiejętnościami. W dodatku popartymi rozmaitymi bajerami postępującej do przodu technologii która często gra trochę sama, za artystę... Krótko mówiąc wiele zespołów idzie w moc i „naparzanie” na instrumentach, gubiąc gdzieś smak tej muzyki, melodię i wszechobecnego ducha artyzmu. Czasem to sobie nawet myślę, że niektóre z tych zespołów nie grają już muzyki o charakterze rocka progresywnego, uciekając gdzieś hen daleko poprzez te swoje dziwaczne zabiegi.

    Na szczęście istnieją takie zespoły jak Haken. Od kilku lat są na siłę wciskani pomiędzy te wszystkie super techniczno – bajerancko - naparzające zespoły z kanonów tzw. prog - metalu, gdzie prym wiedzie zespół o nazwie na literki „D” i „T” i... ku mojej wielkiej radości w ogóle tam nie pasują. Żeby od razu zadać kłam uogólnieniu mych słów, nie wszystko co zwie się dziś progmetalem jest do luftu. Na szczęście są jeszcze oryginalni wykonawcy którzy próbują zrobić coś innego niż ogół. Ale Haken to nie jest prog - metal. Haken to wszystko! I prog, i metal, i art, i hard, i rock. Ot taka sobie definicyjka, która mi się ciśnie do niniejszej recenzji.

    Najnowszy album „The Mountain” to bodaj najbardziej dojrzałe dzieło zespołu z Londynu. Trzecia już płyta Haken to muzyka wyważona idealnie pośród tych wszystkich stylistycznych labiryntów. Brzmiąca nowocześnie, chwilami bardzo technicznie ale na szczęście z dużą dozą zarówno artyzmu, progresywnego zamieszania jak i melodii a nawet symfonicznego rozmachu wyraźnie zaczerpniętego z muzycznej studni lat 70-tych, kiedy to prym wiedli Yes, E.L.P. czy Genesis. Zwłaszcza Ci pierwsi odciskają wyraźne piętno na muzyce Haken. Jeśli chodzi o techniczną stronę ich kompozycji na albumie „The Mountain” to wskazałbym nie panów z amerykańskiego teatrzyku marzeń (z którym wielu chce na siłę ich porównać) a bardziej z King Crimson i U.K! A dlaczego? Wsłuchajcie się w... perkusję. Może i rzadko się zdarza by płytę oceniać po sposobie gry perkusisty, ale w tym nielicznym przypadku gra Raymonda Hearne bardzo mi przypomina sposób gry Billa Bruforda, perkusyjnego mistrza z tamtych odległych czasów o którym czasem dziś się zapomina. Świetna i naturalna gra basu! Thomas MacLean gra niezwykłe partie, często schylając się ku elementom avant-progowym, co momentami „ujazzowia” muzykę. Celowo rozpocząłem od przedstawienia sekcji rytmicznej, bo gra ona znakomicie nie hałasując a niosąc muzykę, serwowaną przez kolejnych członków zespołu. Richard Henshall na swych keyboardach gra jak Eddie Jobson za starych, dobrych czasów. Charlie Griffiths z kolei maluje na swym wiośle gitarowe zagrywki a’la Allan Holdsworth (czyli Pan Wirtuoz Gitary od którego uczyli się dzisiejsi techniczni tzw. wymiatacze progmetalowi). Na deser pozostawiam wokal. Ten to kolejny majstersztyk! Ross Jennings ma w swym głosie coś z Jona Andresona oraz Trevora Horna. Potrafi swym głosem czarować, tworząc niesamowity wokalny teatr.

    Jak to w przypadku bardzo dobrych płyt nie chcę opisywać kolejnych utworów. Dzieje się w nich tak wiele (wspaniałości zresztą) że ciężko to opisać słowami. Zresztą zrobił to świetnie Geralt w swoim tekście o tej płycie. Napiszę zatem krótkie, zwiewne ale myślę, że trafne zdanie – płyta której posłuchać powinien każdy fan dobrego proga. Muzyka pełna techniki ale i melodii. Muzyka pełna zawiłości, ale i prostoty. Wreszcie muzyka autentyczna, nie robiona po raz kolejny na siłę, ale po to by sprawić radość samemu sobie i jej odbiorcom!

    Brawo Haken!

    5/5

    Krzysiek „Jester” Baran

  • Link do komentarza Łukasz 'Geralt' Jakubiak czwartek, 22 sierpień 2013 00:32 napisane przez Łukasz 'Geralt' Jakubiak

    W 2010 roku wyszedł premierowy krążek Brytyjczyków z Haken i był czymś naprawdę rewolucyjnym. „Aquarius” łączył wszystko to, co najlepsze w metalu progresywnym z bardzo spokojnym, lekko nostalgicznym klimatem przywodzącym na myśl klasyków rocka neoprogresywnego. To był nie tylko mocny debiut, ale też niezwykła podróż po różnych, muzycznych płaszczyznach, co w znacznym stopniu odsłaniało wiele, wspaniałych pomysłów, które kryły się w głowach muzyków… Jak się potem okazało, nie wszystkie zostały wdrożone. Ich następny album – „Visions” nie tylko rozwijał wiele, wcześniejszych konceptów, ale przenosił nas także w nieco bardziej rozbudowane, progresywne formy, które pomimo swojego przepychu nie mogły wydostać się z naszej świadomości. Po dwóch latach ukazało się ich kolejne dzieło, zatytułowane „The Mountain”.

    Na wstępie czeka na nas piękne, akustyczne intro w postaci „The Path”. Delikatny wokal Rossa Jenningsa uwzniośla finezyjne, klawiszowe akordy Diega Tejeidy i w takiej też formie przechodzą do następnego utworu – „Atlas Stone”. Numer zauroczył mnie swobodną, rockową formą w klimacie Yes oraz Deep Purple uzupełnioną kapitalnymi, wokalnymi interpretacjami (wielbiciele scatu będą mile zaskoczeni). Dalej usłyszymy potężny, psychodeliczny wstęp zwiastujący nadejście „Cockroach Kinga”, który w późniejszych fragmentach przeradza się w odważną, głosową wariację a capella. To także popis uzdolnionych instrumentalistów – rewelacyjne gitarowe riffy w wykonaniu Charliego Griffithsa doskonale współgrają z jazzowymi, klawiszowymi melodiami, a całość uzupełnia imponująca sekcja rytmiczna Toma MacLeana (bas) oraz Raymonda Hearne’a (perkusja). „In Memoriam” rozpoczyna się szybkim pianinem, by potem przerodzić się w dynamiczną, progresywną kompozycję przypominającą chwilami dokonania naszego rodzimego Riverside. Pierwsza połowa „Because It's There” to powrót wokalu w formie a capelli, który potem zostaje wsparty niezwykle harmonicznym instrumentarium oraz odrobiną rytmicznych wariacji. „Falling Back To Earth” wymaga od słuchacza niesamowitej czujności i cierpliwości… Jest niczym trzymający w napięciu, pierwszorzędny thriller, który doskonale wie kiedy może nas przerazić (fantastyczne, psychodeliczne tło, szczególnie uzewnętrznione w partiach solowych), a kiedy uspokoić (stonowany, wpadający w ucho refren) – to kompozycyjne arcydzieło. Dalej będziemy mieli czas na krótką chwilę wytchnienia w postaci pięknie zaaranżowanej, ale też przygnębiającej ballady – „As Death Embraces”. Orientalna otoczka w „Pareidolia” nadaje niesamowitego uroku całości, a wsparta świetnymi melodiami (pomysłowe, gitarowe akordy) robi spore wrażenie. Wszystko doskonale wnika w klasyczne, prog metalowe popisy słyszalne w solowych sekcjach. Na zakończenie mistrzowie z Haken przygotowali dla nas smutną, ale też niezwykłą kompozycję w postaci „Somebody”, która jest popisem Thomasa MacLeana… Jego partie basowe idealnie podkreślają tajemniczą i posępną atmosferę utworu…

    Album „The Mountain” ciężko jest dokładnie skategoryzować i koniec końców popełniłbym ogromny błąd, jeśli spróbowałbym go podpiąć pod jakąkolwiek płaszczyznę. To materiał bardzo rozbudowany, w którym można odczuć nie tylko niesamowite zaangażowanie oraz techniczne zacięcie, ale też osobliwie podejście do wielu, muzycznych form. Przełamywanie tych barier i odrzucanie doskonale nam znanych schematów spowodowało, że album jest nieprzewidywalny i mistrzowsko skomponowany. Na artystyczną prezencję wpłynęło także niezwykle szczere uzewnętrznianie uczuć, nie tylko za pomocą samej muzyki, ale też bardzo dojrzałej warstwy lirycznej, która prezentuje nam problemy ludzkiej egzystencji ubrane w bogate, metafizyczne szaty. Nowy krążek Haken przebija wszystko to, co do tej pory udało im się stworzyć i jestem pewien, że płyta na stałe zapisze się w artystyczne kanony. Bez „wyuzdanych” melodii, bez powszechnego zaszufladkowania i całego, masowego „bumu”… Taka właśnie jest ich muzyka – szczera, autentyczna i wykraczająca poza wszelkie, gatunkowe formy.

    5/5

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version