ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Nolan, Clive
Alchemy - Live
(2013, DVD)

Alchemy - Live
Oceń ten artykuł
(6 głosów)


01. Prologue
02. Deception
03. One for the Noose
04. The Warning
05. Amelia
06. King Explains
07. Desperate Days
08. Planning a Break In
09. Quaternary Plan
10. The Unwelcome Guest
11. Waiting for News
12. The Girl I Was
13. Highgate
14. The Labyrinth
15. Ambush
16. The Tide of Wealth
17. Jagman Arrives
18. The End Justifies the Means
19. Sanctuary
20. Street Fight
21. Amelia Dies
22. Burial at Sea
23. Share this Dream
24. Treachery
25. The Ritual
26. Anzeray Speaks
27. Aftermath

Bonus video:
The Making of Alchemy
Wywiady:
- Clive Nolan
- Agnieszka Świta and David Clifford
- Scott Higham and Mark Westwood

Wydawnictwo dostępne jest także w specjalnym, ekskluzywnym boksie, zawierającym dwie płyty CD z koncertem w wersji audio, bonusowe DVD z serią dodatkowych materiałów dających pełniejszy obraz tego wielkiego przedsięwzięcia oraz bonusowe CD zawierające utwory w wersjach demo, alternatywne wersje kompozycji i inne atrakcje!

- Agnieszka Świta - Amelia Darvas (vocals)
- Victoria Bolley - Eva Bonaduce (vocals)
- Tracy Hitchings - Jane Muncey (vocals)
- Soheila Clifford - Jessamine (vocals)
- Clive Nolan - Professor Samuel King (keyboards, vocals)
- David Clifford - William Gardelle (vocals)
- Andy Sears - Lord Henry Jagman (vocals)
- Damian Wilson - Captain Joseph Farrell (vocals)
- Chris Lewis - Thomas Anzeray (vocals)
- Paul Manzi - Milosh (vocals)
- Christopher Longman - Ben Greaves (vocals)
- Mark Westwood (guitar)
- Claudio Momberg (keyboards)
- Kylan Amos (bass)
- Scott Higham (drums)
- Ian Stott (horn)
- Penny Gee (violin)

 

Wyświetlony 5197 razy

Media

Inne albumy wykonawcy: « Alchemy

2 komentarzy

  • Link do komentarza Gabriel Koleński piątek, 13 grudzień 2013 17:50 napisane przez Gabriel Koleński

    Pierwszy raz w życiu (widocznie krótko żyję) zdarza mi się pisać suplement do własnej recenzji. Jestem jednak usprawiedliwiony, nie będę się powtarzał, opiszę nowe rzeczy, do których wcześniej nie miałem dostępu. Chodzi mi tu o ekskluzywną, rozszerzoną, limitowaną, kolekcjonerską, najbogatszą, wypasioną (ja mogę tak długo...) edycję "Alchemy live", która wpadła w moje ręce (dziękuję tym, którzy się do tego przyczynili).
    Czym jest "Alchemy" nie muszę chyba mówić, już o tym pisałem w poprzedniej recenzji. Jako że całemu przedstawieniu, mimo pewnych ograniczeń, towarzyszył duży rozmach, to i wydawnictwa płytowe zostały zrobione z rozmachem. Komuś, kto tylko chciałby zobaczyć "Alchemy", w zupełności wystarczy wersja DVD z nagranym koncertem z Katowic. Natomiast dla wszystkich fanów i fanatyków (chyba zwłaszcza tych drugich) Clive'a Nolana i jego musicalu "Alchemy" przygotowano ekskluzywną...itd. wersję 2DVD i 3CD, uff.
    Co otrzymujemy? Oj, całkiem sporo. W okazałym pudełku znajduje się oczywiście płyta DVD z zarejestrowanym przedstawieniem, które miało miejsce w Teatrze Śląskim, identyczna jak w przypadku podstawowej wersji "Alchemy live". Na dwóch płytach CD znajdziemy właściwie to samo, oczywiście w innym formacie. I tu muszę coś wyjaśnić. Osobiście nie podoba mi się sprzedawanie tego samego materiału w różnych wariantach. Czasem jednak, wbrew pozorom ma to sens. W przypadku "Show beyond man and time" RPWL miało, bo to trochę inna płyta, dłuższa, inaczej nagrana niż studyjny oryginał i w moim mniemaniu ciekawsza. Uważam, że w przypadku "Alchemy" również takie rozwiązanie się sprawdza. Ile razy można zobaczyć "Alchemy live"? Fanatycy opuście ręce. A ile można słuchać "Alchemy"? Myślę, że długo i namiętnie. Gdy odrze się najnowsze dzieło Clive'a Nolana z całego patosu i teatralnej otoczki, pozostaje fantastyczne dzieło muzyczne, zbiór znakomitych utworów do słuchania na co dzień. W tym wypadku wersja na 2 płytach cd jest po prostu wygodniejsza, może do samochodu średnio się nadaje (choć kto wie), ale i tak może dostarczyć wiele przyjemności, nawet w oderwaniu od obrazu.
    Co więcej? Dużo więcej. Na dodatkowej płycie DVD zamieszczono mnóstwo różnych dodatków, jedne bardziej, drugie niestety mniej ciekawe. Możemy zatem obejrzeć reklamę "Alchemy" (niczym "a long time ago in a far far galaxy"), krótkie filmiki przedstawiające poszczególnych bohaterów widowiska (szczerze mówiąc, mało wnoszą) czy wywiad z Clive'm Nolanem (inny niż w podstawowej wersji, ale niektóre pytania powtarzają się). Jeśli chodzi o rzeczy ciekawe i niepowtarzalne, na dodatkowym dysku możemy zobaczyć fragmenty tzw. "Fundraiser concerts". Są to krótkie, skromne, zwykle akustyczne koncerty organizowane przez Caamora Theatre Company (zatem Nolan i spółka) by zbierać pieniądze na realizację teatralnych wersji "Alchemy". Na tego typu występy można do tej pory trafić w różnych zakątkach świata, fragmenty, które są do obejrzenia na dodatkowym DVD nagrano w Zoetermeer w Holandii.
    Do obejrzenia są również dwie, moim zdaniem ciekawostki przyrodnicze, ku pewnej uciesze fanatyków. Na jednym krótkim filmie Mark Westwood (nadworny gitarzysta dzieł Nolana) prezentuje gitary, których użył do nagrania i w czasie koncertu promującego "Alchemy" oraz niektóre zagrywki, które dzięki nim wykonał, na drugim filmiku sam Mistrz omawia główne motywy melodyczne swojego najnowszego musicalu.
    Najlepsze i najciekawsze, moim skromnym zdaniem, zostawiłem sobie na koniec. Jest to dodatkowa płyta CD, na której znajdziemy 16 utworów różnego pochodzenia, wieku i przeznaczenia. Część z nich to wersje demo piosenek (jeśli tak je można nazwać), które ostatecznie trafiły (lub nie) na "Alchemy", często w różnych wariantach muzycznych i personalnych, część to instrumentalne motywy przewodnie spektaklu lub dźwiękowe zabawy Clive'a Nolana z muzyką symfoniczną, niektóre nie znalazły jeszcze swojego "domu". W książeczce dołączonej do całego wydawnictwa znajdują się opisy wszystkich utworów z dodatkowej płyty, dzięki czemu możemy poznać ich historię (niektóre pochodzą jeszcze z czasów "She"), zagłębić się w cały klimat "Alchemy" i dowiedzieć jak ona powstawała. W połączeniu z muzyką to wspaniała historia, unikatowe "making of" całości.
    Jeśli ktoś lubi odkrywać takie rzeczy i interesują go całe zakulisy powstawania muzyki, to "Alchemy live" w tej wersji jest dla niego stworzone. I ostatnia rzecz na koniec, wydawnictwo to jest elegancko i gustownie zapakowane oraz pięknie prezentuje się na półce.

    Gabriel "Gonzo" Koleński

  • Link do komentarza Gabriel Koleński poniedziałek, 04 listopad 2013 23:06 napisane przez Gabriel Koleński

    Wszystko wskazuje na to, że czeka mnie kolejne trudne zadanie. Tym razem jest to recenzja wersji dvd "Alchemy", projektu scenicznego Clive'a Nolana, fanom muzyki progresywnej znanego głównie z Pendragon i Areny (nie bedę wymieniał wszystkich jego projektów, zabrakłoby czasu i miejsca). Dlaczego recenzja tego wydawnictwa jest trudna? Chociażby z tego powodu, że łatwo jest w tej sytuacji pomylić relację z wydarzenia z recenzją zarejestrowanego materiału. Oczywiście o samym spektaklu też napiszę, ale postaram się skupić na sposobie ukazania całego wydarzenia i udźwiękowieniu. Postaram się, a zobaczymy co z tego wyjdzie.

    Ciężko jest w ogóle zaklasyfikować "Alchemy". Sam Clive Nolan (wyłączny twórca całego materiału, słów i muzyki) określa swoje najnowsze dzieło jako "typowy musical pod wględem muzycznym". Ciężko się z tym nie zgodzić. Artysta powołuje się na klasyczne dla tego gatunku dzieła takie jak "Upiór w operze" i "Nędznicy", określając je jako swoje ulubione. I rzeczywiście zarówno pod względem konstrukcji utworów, jak i aranżacji mamy do czynienia z konwencją musicalową. Czy należy tak wcześnie mówić o tym co mi się nie podobało? Należy czy nie, zrobię to. Osobiście zabrakło mi bardziej rozbudowanego instrumentarium. Zespół rockowy to nie orkiestra symfoniczna, której brak trochę mi doskwiera. Wprawdzie udział instrumentów klawiszowych (Claudio Momberg) w warstwie muzycznej jest znaczny i ich partie są kluczowe dla aranżacji, to wciąż brakuje tego symfonicznego rozmachu. Sytuację zdecydowanie ratuje chór (odtwarzany jedynie na telebimie, nieobecny w Katowicach), który bardzo sprzyja interpretacji podkreślając odpowiednie elementy i buduje podniosły nastrój.

    Zarówno w czasie występu, jak i słuchając zarejestrowanych nagarań nie wystarczy, że ktoś na czymś zagra lub coś zaśpiewa, ale to wszystko musi również zabrzmieć. Czy wszystko doskonale zabrzmiało na "Alchemy live" w wersji dvd? Nie wszystko i nie zawsze doskonale. Jeśli ktoś oczekuje jakości i "słyszalności" wersji na cd to może się trochę rozczarować. Trzeba jednak rozróżnić dwie rzeczy. "Alchemy" na cd to muzyka nagrana w studiu, z możliwością powtarzania, poddana odpowiedniej produkcji i obróbce. "Alchemy live", co oczywiste, zarejestrowano na żywo w Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach "na setkę", za pierwszym podejściem (bo niby jak inaczej to zrobić?!). I czasem to słychać. W brzmieniu dominuje perkusja (świetna praca Scotta Highama, staż w Pendragon robi swoje) i instrumenty klawiszowe (o których już wspomniałem), nie zawsze słychać gitarę, a szkoda. Zdarza się również, że ucieka głos wokalisty, na szczęście ma to miejsce rzadko. To dobrze, biorąc pod uwagę mnogość partii wokalnych, one muszą brzmieć przynajmniej bardzo dobrze. I w zdecydowanej większości tak też jest. Nie tylko w czasie partii solowych, ale też w czasie scen zbiorowych, gdy artyści śpiewają różne partie w tym samym czasie.

    Omówiłem już mniej więcej dźwięk, pozostaje jeszcze obraz. Czy dobrze widać "Alchemy"? Chyba dobrze, skoro zrobili dvd... A poważnie to należy powiedzieć jedną rzecz na wstępie omawiania aspektów wizualnych najnowszego dzieła scenicznego Clive'a Nolana. Jak na musical, wyjątkowo mało tu ruchu, nie ma tu żadnych tańców (może to i lepiej, ostatnio jest zdecydowanie za dużo tańca w przestrzeni publicznej), odtwórcy poszczególnych ról głównie stoją przed mikrofonami, czasem zwracają się do siebie, jeśli mamy do czynienia z dialogiem, rzadko poruszają się po scenie. Z pewnością łatwiej jest sfilmować taki statyczny występ niż typowy musical z dużą ilością ruchu scenicznego. Ale bez przesady z tą łatwością, w przedstawieniu uczestniczy 11 wokalistów, do tego na scenie przez cały czas znajduje się czteroosobowy zespół. Uważam, że ekipa filmowa bardzo dobrze wywiązała się ze swoich obowiązków, obraz jest dynamiczny, z różnych ujęć, wyraźny. Będąc przy aspektach wizualnych, znowu wspomnę o czymś co mi sie nie spodobało. Uważam, że scenografia była zbyt skromna, jeden fotel i ekran z wizualizacjami to trochę mało. Zaletą były za to stroje wokalistów (zespół i chór ubrano w niezobowiązującą czerń), piękne suknie pań i płaszcze panów, wszystko dopasowane do epoki wiktoriańskiej, w której osadzono akcję "Alchemy".

    Prawie na koniec wspomnę o dodatkowym materiale. W recenzowanej przeze mnie wersji znajdziemy film typu "making of" z ujęciami zakulisowymi sprzed występu, wywiady z Clive'm Nolanem, Agnieszką Świtą i Davidem Cliffordem oraz z Markiem Westwoodem i Scottem Highamem, zbiór zdjęć i tapet. Szczególnie ciekawe są zwłaszcza wywiady, można się z nich sporo dowiedzieć nie tylko o przedstawieniu. W specjalnej, limitowanej wersji wydawnictwa jest dużo więcej bonusów, niestety nie dane mi było je zobaczyć.

    Standardowo spróbuje odpowiedzieć na pytanie, "komu to potrzebne?", czyli kto mógłby być zainteresowany zakupem "Alchemy live". Fani Clive'a Nolana pewnie już weszli w posiadanie tego wydawnictwa (zwłaszcza jeśli komuś przypadło do gustu "She"). Jeśli ktoś przepada za konwencją musicalową, prawdopodobnie chętnie obejrzy i to dzieło. Trzeba powiedzieć sobie jedną rzecz szczerze. Jakiego rozmachu by to widowisko nie miało, jacy artyści by nie wystąpili, to w dalszym ciągu wersja dvd. Inaczej ogląda się film w zaciszu własnego domu, inaczej siedzi się w teatrze, ogląda wszystko na żywo, czuje podniosłą atmosferę wydarzenia, wszystko odbiera się inaczej. To jak zwiedzanie świata z National Geographic, niby wszystko zobaczysz, ale jeśli tam nie pojedziesz, to nic nie wiesz o danym miejscu. Mi osobiście sprawiło dużo przyjemności oglądanie i słuchanie "Alchemy live", warto posłuchać jak śpiewają Clive Nolan, Agnieszka Świta, Andy Sears, David Clifford, Victoria Bolley, Paul Manzi czy Damian Wilson (chyba największe zaskoczenie!). Trzeba wziąć poprawki na pewne rzeczy, tym bardziej, że była to premiera spektaklu i od razu rejestrowana co było sporym ryzykiem. Czasem jednak ryzyko się opłaca.

    Gabriel "Gonzo" Koleński

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version