ProgRock.org.pl

Switch to desktop

Revenant

Oceń ten artykuł
(10 głosów)
(2014, Album Studyjny)

01. The Transcendence - 2:21
02. Music In My Head - 5:07
03. Are You Game? - 4:36
04. Silly Naive - 3:41
05. Lavender Bed - 4:08
06. Myself - 7:02
07. Through The Touch - 7:08
08. Snowy - 5:24
09. His Eyes - 6:36

Czas całkowity - 46:03

 

- Agnieszka Kot - wokal
- Grzegorz Kot - gitara
- Piotr Burda - instrumenty klawiszowe
- Paweł Burda - gitara basowa
- Krzysztof Cudny - perkusja

2 komentarzy

  • Paweł Caniboł

    Jako, że mój redakcyjny kolega praktycznie wyczerpał temat jeśli chodzi o zespół Corral i ich debiutancki album, postanowiłem nie zwracać szczególnej uwagi na to, co napisał w powyższej recenzji. Zatem niektóre moje myśli mogą się pokrywać z tymi Łukasza, a ja sam zwyczajnie przekażę to, co mi samemu nasuwa się po kilkunastokrotnym przesłuchaniu „Revenant”.

    Na początku zajmijmy się tajemniczą nazwą płyty, bo w przekładzie na nasz język otrzymujemy „osobę, która powróciła po długiej absencji”. Słowo to również ma zastosowanie w przypadku powracających zza grobu dusz czy duchów. Tutaj robi się już ciekawiej. Mnie ów tytuł zaintrygował, nawet jeśli sama okładka nieszczególnie... (żółta kulka na niebieskim tle – słońce? A może widok z wnętrza studni?). Przemknęło mi nawet przez myśl, że gdyby z albumu „Aura” zespołu Tides From Nebula usunąć to drzewko, otrzymalibyśmy okładkę „Revenant”. Jednak nie chcę jej krytykować, bo ostatecznie najprostsze nawet projekty okładek nie przeszkodziły największym albumom stać się albumami wszechczasów (np. takie „Close to the Edge” grupy Yes – kultowa zieleń), a minimalizm graficzny w tego typu muzyce jest wręcz wskazany. Martwi mnie tylko fakt, że może nie zwracać ona jakoś szczególnie naszej uwagi na półkach sklepowych. Notabene ciężko ją tam nawet znaleźć, ale za tym faktem stoi pewnie szereg czynników, na które nawet sam zespół raczej wpływu nie ma. Z całą pewnością mogę jednak powiedzieć, iż należy żałować, drodzy Czytelnicy, jeśli nie będziecie mieli przyjemności zapoznania się z „Revenant”.

    Już sam tytuł wprowadza słuchacza w całkiem niezły nastrój tajemniczości czy nawet grozy. Muzyka tylko go podkreśla, a przesłuchując kolejne utwory otrzymujemy dawkę ciekawych, czasem wręcz niespotykanych rozwiązań. Niespotykanych raczej w sytuacji, gdy chodzi o tę bardziej 'dostępną' i popularną muzykę rockową, ale za to dobrze znanych temu małemu, progrockowenu, światkowi.. I o to właśnie chodzi, bo przecież szukamy oryginalnej, niespotykanej i, przede wszystkim, ciekawej muzyki. Corral (choć dla niektórych przedstawiany gatunek to passe), swoim albumem pokazuje, że dobry start jest możliwy. Nawet, jeśli ich debiut (nie licząc wcześniej wydanego demo „Needs”) nie zyskał rozgłosu. Mi osobiście spodobał się tak, że postanowiłem umieścić „Revenant” na liście swoich ulubionych albumów roku 2014.

    Czasem zadaję sobie pytanie czy aby nie za wiele mi się zwykle podoba… Może już tak mam, ale tutaj, nawet jeśli bardzo postarałbym się do czegoś przyczepić, to byłoby mi niezmiernie ciężko. Na siłę mogę próbować, ale szczerze, to nie widzę w tym większego sensu. O! Jedna rzecz mnie troszkę zdziwiła, a mianowicie koszulka jednego z członków zespołu, którą widać na zdjęciu wewnątrz książeczki płyty. Chodzi o tę z nadrukiem z popularnej gry „Angry Birds”. Trochę wydaje mi się to niepoważne, ale rany… Jeśli ktoś to lubi to czemu nie! W końcu muzyka raczej powinna przynosić pozytywne emocje, więc proszę bardzo! A to, że ja nie lubię, nie znaczy, że komuś innemu się nie spodoba.

    Dobrze, porozmawiajmy nieco o samej muzyce. A o niej można powiedzieć wiele. Zacznę więc od początku, czyli od otwierającego płytę intro o nazwie „The Transcendente”. Jest to utrzymane w elektronicznym klimacie wprowadzenie do płyty, a szczególnie do drugiego numeru – „Music in My Head”. To elektroniczne brzmienie przypomina nieco klimatem Jean–Michel Jarra czy też niemiecki projekt o nazwie Enigma (oj dużo czasu zajęły mi poszukiwania konkretnego utworu, który miałem w głowie, a który wręcz niesamowicie kojarzył mi się z tym intro – po prostu miałem wrażenie, że skądś to znam).

    Jeśli kogoś te dwa utwory (które, choć rozdzielone na płycie, stanowią jedną całość) nie przekonały (w co szczerze wątpię), to myślę, że dalej nie ma już czego szukać, choć ja sam z kolejnymi utworami utwierdzałem się w przekonaniu, które wyrobiłem sobie na podstawie właśnie tego wielkiego wstępu – płyta jest świetna! A im dalej, tym mamy więcej atrakcji. Bywa różnie jeśli chodzi o stylistykę samego grania, ale biorąc pod uwagę poziom - nie ma on tendencji do obniżania się. Utwory stylistycznie prezentują szeroki rozstrzał nastrojów, tempa, dynamiki i ekspresji. Chciałoby się rzecz „dla każdego coś dobrego”, ale z doświadczenia wiem, że niewiele osób pochwala skumulowanie tak wielu różności w jednym miejscu.

    Idąc dalej mamy spokojny jeszcze „Are You Game?”, który zakrawa wręcz o postrockowe klimaty. Po nim „Silly Naive”, gdzie przesterowana gitara pokazuje, nie tylko w refrenach, kto tu rządzi i jaka to muzyka – oczywiście rock! „Lavender Bed” rozwiewa swoim surowo brzmiącym riffem wszelkie wątpliwości i jednoznacznie udowadnia, że to przecież mocne granie (nawet jeśli w trakcie utworu klimat raz po raz uspokaja się). Kolejne utwory prezentują ogromną różnorodność (tę, o której wspomniałem wcześniej), jak również stanowią swoistą ciekawostkę i popis muzyków. Polecam zwrócić uwagę na przedostatni numer na krążku – „Snowy”. Utwór zaczyna się niezwykle tajemniczo i, moim zdaniem, jest esencją grozy i tajemniczości, czyli tego, co zapowiadał nam tytuł płyty. Motyw przewodni grany na klawiszach przypomina nieco utwór „Tubular Bells” Mike’a Oldfielda, który został wykorzystany w ścieżce dźwiękowej do filmu „The Exorcist” z 1973 roku. Moim zdaniem przez owo skojarzenie potęgują się emocjonalne doznania, a słuchacz w wyobraźni buduje sobie historię, którą czuje nie tylko dzięki tekstowi, ale także muzyki samej w sobie.

    Kończący album utwór „His Eyes” zwrócił moją uwagę przede wszystkim w momencie, w którym nastąpił czas solówki instrumentalnej granej jednocześnie przez klawisze i gitarę – dokładnie ten sam, pokrywający się motyw. Takimi zagrywkami można mnie kupić zawsze, gdyż nie przypominam sobie, by kiedykolwiek w muzyce wyszło to w mojej ocenie kiepsko. Z resztą właśnie ten utwór to najlepszy powód do tego, by oddać panu od klawiszy należny szacunek. Brawo dla Piotra Burdy!

    Muszę jeszcze na jedną rzecz zwrócić uwagę, gdyż ostatnio coraz bardziej zadziwia mnie wysoki poziom wokalu w wykonaniu płci piękniejszej. Wcześniej zdarzało się bowiem, że zwyczajnie, po prostu, irytował mnie on. Tym razem zapewniam wszystkich, że i z obcym językiem Agnieszka Kot (wokalistka) radzi sobie całkiem dobrze, i sama barwa jej głosu jest niezwykle przyjemna. O dziwo, nawet w tych bardziej ostrych utworach, gdzie wokalistka wręcz chce wykrzyczeć nam w twarz to, co czuje (choć klasycznie rozumianego wydarcia się próżno tutaj szukać) - wszystko jest w zupełnie przyzwoitym tonie.

    Podsumowując, „Revenant” to album wysokiej klasy zarówno jeśli chodzi o nagranie, jak i o kompozycje. Jestem pod wrażeniem umiejętności muzyków (nie wspomniałem jeszcze np. o gitarzyście Grzegorzu Kocie, a 'zrobił świetną robotę'!). Utwory nie są długie, przez co wydają się zupełnie 'zjadliwe' i jakby skondensowane, co jest prawdziwym plusem przy bardziej wartkiej muzyce. Z ogromnym zaciekawieniem patrzę na przyszłą karierę zespołu Corral, czekając na ich dalsze dokonania.

    Gratuluję albumu!

    Ocena 7/10

    Paweł Caniboł poniedziałek, 12, styczeń 2015 23:08 Link do komentarza
  • Łukasz 'Geralt' Jakubiak

    Czasami trzeba się sporo natrudzić, by pokazać szerszej publiczności swoje osiągnięcia. Doskonałym tego przykładem jest katowicka formacja Corral, która dopiero po ośmiu latach działalności wydała debiutancki krążek pod szyldem wytwórni Lynx Music. Album „Revenant” składa się z materiału znanego z demo „Needs”, który został wzbogacony o kilka nowych utworów. Obyło się także bez zmian personalnych w składzie, który dalej tworzą: Agnieszka Kot (wokal), Grzegorz Kot (gitara), Krzysztof Cudny (perkusja), Piotr Burda (klawisze) oraz Paweł Burda (bas). Poza tym, formacja ma na swoim koncie występy z Division By Zero, Comą oraz RPWL.

    Okładka przedstawia małe ptaki, które znajdują się na końcu tunelu. Całość okazuje się być portalem, który przenosi nas w czasy dzieciństwa. Wizja ta wiąże się bezpośrednio z liryczną stroną krążka, która podejmuje problematykę metafizycznego powrotu do przeszłości. W ramach ciekawostki warto wspomnieć, że zdjęcie zostało wykonane przez 9-cio letniego wówczas syna Agnieszki i Grzegorza. Pomysł jest świetny, a zespół już przy pierwszym kontakcie stara się stworzyć ze słuchaczem bardzo osobliwą więź.

    Na pierwszy rzut oka okładka „Revenant” przypomina księżyc w pełni. Choć taka obserwacja jest błędna (i sam się na to naciąłem), to w muzyce granej przez zespół możemy doszukać się – jak na ironię – kilku odniesień do innych grup z „Księżycem” w nazwie. Pierwszym moim skojarzeniem jest zespół z naszego podwórka – Moonlight. Pomijając kobiecy wokal, w muzyce Corral również dominuje artrockowe zacięcie. Doskonale to słychać w bardziej dynamicznych numerach, chociażby w „Silly Naive”, czy finałowym „His Eyes”. Moje drugie skojarzenie może okazać się bardziej zaskakujące. Niespieszne tempo i nieco ponury nastrój utworów przywodzi na myśl dokonania portugalskiego Moonspell. Nie mówimy tu rzecz jasna o ekstremalnym graniu, ale o tych bardziej stonowanych fragmentach, które mogliśmy usłyszeć m.in. na albumie „Irreligous”. Pod tym względem szczególnie wyróżnia się utwór „Snowy” (szepczące partie Agnieszki w połowie numeru) oraz „Through The Touch” (agresywne riffy Grzegorza). Zespół ma jednak o wiele więcej do zaoferowania i muzyka Corral na „księżycach” się nie kończy. Nie brakuje jazzujących i hardrockowych fragmentów („Lavender Bed”, „Myself”), a gdzieniegdzie przewijają się też post-rockowe wariacje („Are You Game”). Grupa nie boi się też wyręczać elektroniką, co wyraźnie słychać w intrze – „The Transcendence”, zgrabnie łączącym się z utworem „Music In My Head”.

    Na „Revenant” nie znajdziemy klasycznego prog metalu. W tej ponuro-sentymentalnej otoczce dzieje się naprawdę dużo, a muzycy na każdym kroku starają się nas czymś zaskoczyć. Z nieco ospałych melodii, zespół płynnie przechodzi w techniczne rewiry, nie popadając przy tym w gatunkową rutynę. Na płaszczyźnie instrumentalnej szczególnie wyróżniają się gitarowe popisy (świetne solówki Grzegorza Kota) oraz bogate tło klawiszowe. Sekcja rytmiczna jest bardzo sterylna i brakuje jej nieco artystycznej swobody (głównie tyczy się to perkusji), ale o wiele lepiej sprawdza się w stonowanych fragmentach. Na tle panów naprawdę dobrze prezentuje się wokal Agnieszki Kot. Chwilami można odczuć brak pewności w głosie (zdarzają się drobne załamania), ale w ogólnym rozrachunku jej partie z powodzeniem uwznioślają melodie w utworach. W przyszłości warto pójść krokiem Lisy Fury z Karnataki i odważniej (a przy tym bardziej wszechstronnie) podejść do wokalnych interpretacji.

    Corral na swoim debiucie zaprezentował bardzo nietuzinkowe podejście do polskiego progresu. Zaskakujące jest to, że przy tylu wykorzystanych inspiracjach, nie znajdziemy tu stylistycznego bałaganu. W ich muzyce słychać wiele muzycznych zainteresowań, które tworzą spójną i przemyślaną całość. To rzadko spotykane na debiutach. „Revenant” to dopracowane wydawnictwo, które pomimo elegijnego charakteru okazało się jasnym punktem w tegorocznym progresywnym światku. Miejmy nadzieję, że w takiej formie szybko dotrą do kolejnego albumu.

    4/5

    Łukasz 'Geralt' Jakubiak wtorek, 19, sierpień 2014 19:30 Link do komentarza
Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2023 - ProgRock.org.pl
16 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version