ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Frost*
Falling Satellites
(2016, album studyjny)

Falling Satellites
Oceń ten artykuł
(3 głosów)

01. First Day - 1:37
02. Numbers - 4:21
03. Towerblock - 6:13
04. Signs - 6:36
05. Lights Out - 3:52
06. Heartstrings - 6:20
07. Closer To The Sun - 7:20
08. The Raging Against The Dying Of The Light Blues In 7/8 - 7:49
09. Nice Day For It… - 6:37
10. Hypoventilate - 2:00
11. Last Day - 3:01

Czas całkowity - 55:46



- Jem Godfrey – wokal, instrumenty klawiszowe, gitara
- John Mitchell – wokal, gitara
- Nathan King – gitara basowa
- Craig Blundell - perkusja


 

Wyświetlony 4821 razy

Media

Inne albumy wykonawcy: « Milliontown

1 komentarz

  • Link do komentarza Gabriel Koleński piątek, 03 czerwiec 2016 22:42 napisane przez Gabriel Koleński

    Czasem może się wydawać, że muzyk rockowy (niech nawet będzie, że progrockowy) to ma klawe życie. Ale zastanówmy się nad tym głębiej. Grasz próbę z zespołem, a tu żona dzwoni, że trzeba dzieciaki odebrać ze szkoły. Próbujesz w domowym zaciszu napisać jakiś utwór, bo kolejną płytę trzeba nagrać, wytwórnia ponagla, agent bez przerwy wydzwania, a tu jeszcze wspomniane dzieciaki wchodzą na głowę. Potem jedziesz w trasę, drugą, trzecią, a tu żona grozi rozwodem albo co gorsza puszcza kantem. A co jeśli jakiś muzyk jest zaangażowany w kilka projektów jednocześnie? Strach się bać.
    Oczywiście nie życzę Johnowi Mitchellowi takich problemów, ale nie ukrywam, że czasem zastanawiam się jak radzą sobie muzycy, którzy prowadzą kilka zespołów tudzież projektów jednocześnie i do tego mają poza tym jakieś normalne życie (a większość z nich ma). Ostatnio Mitchell jest muzykiem bardzo aktywnym – It Bites, Arena, niedawno solowy debiut jako Lonely Robot, a teraz wraca wraz z Jemem Godfreyem jako Frost* z trzecią płytą tego projektu „Falling satellites”. Powstawanie tej płyty było burzliwe niczym losy bohaterów „Mody na sukces”. Godfrey zapowiadał powstawanie nowej płyty, potem rozwiązywał lub zawieszał zespół, potem wszystko wznawiał i znowu odwoływał. Koniec końców, trzeci album Frost* narodził się, choć z trudem i w wielkich bólach. Ale już mogę powiedzieć, że było warto czekać.
    Po bardzo delikatnym wstępie wokalno-klawiszowym wchodzi pierwszy standardowy utwór czyli „Numbers” i od razu mamy pierwszy potencjalny hit. Jest tu zasadniczo wszystko co potrzebne: energia, żwawy rytm, dobra melodia, chwytliwy refren i ten zapadający w pamięć motyw zagrany na nietypowym instrumencie – The Chapman Railboard. „Towerblock” przynosi pierwsze zaskoczenie. Po spokojnym początku pojawia się dość nietypowa, agresywna, urywana elektronika, która trochę przypomina modny kilka lat temu (może wciąż, nie wiem, aż tak nie śledzę) dub step. Na szczęście już za chwilę całość zostaje złagodzona przez bardziej tradycyjne solówki klawiszowe i gitarowe oraz przyjemny refren. „Signs” to zimna elektronika (ach te lata 80-te, wiecznie żywe) w zwrotkach oraz bardziej klasycznie progresywna melodyjność i emocjonalność w refrenach. Druga część utworu to ostra prog metalowa jazda, ale raczej z trzymanką, bez większych szaleństw – po prostu ciężkie gitarowe riffy i mocne klawisze. „Lights out” to mój osobisty faworyt na tej płycie. Bardzo delikatny, spokojny utwór ozdobiony przede wszystkim zmysłowym damskim wokalem. Do tego spokojny rytm, lekkie klawisze, w tym jakieś pianinko i mamy bardzo kojący klimat. Do słuchania, do rozpłynięcia się. Bardzo sympatycznie. Następnie już nie jest tak lekko, a nasza kraina rozkoszy zostaje brutalnie zmiażdżona przez powracający na tym albumie co jakiś czas prog metal, tym razem pod postacią „Heartstrings”. To jest porządny cios w zęby i dobra solówka klawiszowa, wprowadzająca nieco kosmiczne klimaty. „Closer to the sun” mógłby pretendować do roli radiowego hitu, gdyby nie długie, transowe zakończenie (trochę kojarzy mi się z „Distant satellites” Anathemy) i solówka gitarowa w nim zawarta. Prosty, elektroniczny rytm, mocno chilloutowy klimat i przetworzony wokal są obecnie bardzo szeroko wykorzystywane w muzyce pop, więc przy odpowiedniej promocji, kto wie co by się stało, aczkolwiek wątpię żeby akurat tym muzykom zależało na większym rozgłosie. „The raging against the dying of the light blues in 7/8” ma ogromny plus już za sam tytuł, a i zawartość jest bardzo intrygująca. Utwór można zasadniczo podzielić na dwie części. Pierwsza to gęste gitarowo-klawiszowe sosy, pasaże, solówki, ale i fajne harmonie wokalne. Druga część jest wyciszona, bardziej mroczna z ciężkim basem na pierwszym planie i pojedynczymi dźwiękami gitary w tle, co bardzo dobrze buduje napięcie. Kolejny utwór i znowu można wyróżnić zasadniczo dwie części. „Nice day for it…” rozpoczyna długi instrumentalny motyw, w drugiej części z kolei całość bardzo ładnie narasta aż do nagłego urwania. W tym utworze powraca kosmiczny prog metal z dużą dawką syntezatorów, ale znajdą się również delikatne partie i sporo melodii. „Hypoventilate” to krótki przerywnik o pasującym tytule, naprawdę to brzmi jakby ktoś miał problemy z wentylacją. „Last day” to już tylko krótka coda na koniec, pianinko i wokal. I koniec.
    Bardzo ciekawa płyta, wbrew pozorom dosyć zróżnicowana brzmieniowo i bogata aranżacyjnie. W dojrzały sposób pokazuje, że nowoczesności nie należy się bać, bo wszystko zależy od tego jak zostanie ona zaprezentowana. Chrupiąca elektronika nie jest taka straszna, jeśli zostanie podana w rozsądnych ilościach. Syntezatory nie uczulają jeśli zostają zrównoważone gitarami. Wokale są najbardziej tradycyjne, ale chyba nikt nie spodziewa się po takim zespole niedźwiedziego ryku (to nie Nile), tudzież ultra wysokich tonacji (to również nie Mars Volta).
    „Falling satellites” raczej nie wywróci rynku do góry nogami, nikt przy tym prawdopodobnie nie dozna oświecenia czy też się nie nawróci, ale jest to muzyka jak najbardziej pozytywna i radosna, służąca celebracji życia. Może na koniec zacytuje lidera Frost*, Jema Godfreya: „Album mówi o uczczeniu tego jak niezwykły jest okres gdy żyjemy oraz że powinniśmy poświęcić więcej czasu na docenienie tego, póki tu jesteśmy.” Polecam ten album wszystkim, którzy też chcieliby dołączyć do tej celebracji.
    Gabriel „Gonzo” Koleński

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version