ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Aragon
Don't Bring The Rain
(1987, album studyjny)

1. For Your Eyes (4:44)
2. Company Of Wolves (9:22)
3. The Cradle (5:32)
4. Solstice (3:40)
5. Cry Out (5:33)
6. Gabrielle (3:30)
7. The Crucifixion (15:39)
8. For Your Eyes (Reprise) (1:14)

Czas całkowity: 49:14
- Tom Behrsing ( keyboards, bass-programming )
- Les Dougan ( vocals )
- Tony Italia ( drums )
- John Poloyannis ( GTR, mandolyn, drum-programming )
Wyświetlony 8599 razy
Inne albumy wykonawcy: « The Meeting

1 komentarz

  • Link do komentarza Krzysztof Baran poniedziałek, 10 listopad 2008 18:45 napisane przez Krzysztof Baran

    Za oknem deszcz... Wieje, pada... Niepokój i strach, przed tą szarością wkrada się do twej duszy? Masz dość?! Mam dla Ciebie antidotum! Muzyczną miksturę, która swą niesamowitą mocą szamańską rozgoni chmury i nakaże matce naturze nie przynosić deszczu. Ta sztuczka przypłynie do ciebie z dalekich antypodów, krainy wysławionej przez tajemniczych aborygenów, wesołe kangury, niedźwiadki koala a w muzyce przez prężny rynek pop. Ale jest i tam jedna prawdziwa perełka! I to jaka?!!! To zespół Aragon - starym, progresywnym wyjadaczom dobrze znany band, który na przełomie lat 80 i 90 chlubnie kontynuował dobrą robotę Marillion i Twelfth Night. Ale za sposób, w jaki to ten zespół robił ja nigdy nie śmiem go rozliczyć wytykając plagiat. Bo zespół był niezwykle oryginalny. Każdy z jego członków miał swą charyzmę, która wybuchała, moim skromnym zdaniem w kategoriach geniuszu.
    Wokalistę zespołu - Les'a Dougana osobiście zaliczam do wokalnej ekstraklasy. Wszystko to za niesamowitą charyzmę w głosie, w której słychać chyba całą wokalną historię muzyki rockowej. Od krzyku, wręcz wrzasku w 'Solstice' po tajemniczy spokój w 'Gabrielle'. Wiem, że za chwilę wokalni spece wykrzyczą mi, że facet chwilami fałszuje, jakieś tam partie źle wyciąga, ale właśnie o to chodzi. Bo diabeł w tym wypadku nie tkwi w szczegółach, a ja chcę tego czarta słuchać. Gitara, zaczarowana ręką John'a Poloyannisa wtóruje frontmana w jedyny adekwatny sposób, jaki sobie można wyobrazić. W finale utworu 'The Crucifixion' wprost wkręca w ziemię i zaręczam, że ciężko się po tym zajściu 'odkręcić'. Klawisze atakują wszystkim tym, co w nich najpiękniejsze i odpowiednie dla muzyki tego zespołu. Żadnych udziwnień, zero kombinowania. Tom Behrsing (notabene założyciel zespołu) robi to po prostu genialnie!
    'Dont Bring the Rain' wiele lat temu porwał mnie od pierwszego wysłuchania. Przeniósł w krainę wszystkiego tego, co... zwykle nas otacza. Bo to właśnie jest temat płyty. Słuchając jej będziemy bronić się przed zgrają złych wilków atakujących nasz spokój (epickie 'The Company Of Wolves'). Za chwilę bujająca kołyska ('The Cradle') spróbuje nas przenieść w błogi sen, ale w refrenie szalony wokal Dougana rozwieje nadzieję i przypomni o niepokoju, jaki nas otacza. Wszystko to doprowadzi nas do przesilenia ('Solstice'), które w dość przebojowy sposób mimo wszystko rozładuje atmosferę. Z nerwów pozostaną tylko łzy ('Cry Out'), a tajemnicza Gabrielle doda troszkę nostalgicznego smaczku temu bardzo niespokojnemu tematowi płyty. Kwintesencją wszystkich myśli stanie się suita 'The Crucifixion', w której Les przypomni, że każdy z nas dźwiga swój krzyż na plecach i dąży do ukrzyżowania...
    Kolejny koncept-album? Oczywiście, że tak. Jego tematem przewodnim jest definicja słowa 'niepokój' albo nawet 'strach'. Na szczęście zawsze można spojrzeć w oczy bliskiej osoby ('For Her Eyes') i dojść do wniosku, że strach w życiu to sprawa drugorzędna. I oto nasze antidotum...
    Muzyka na płycie krąży w okolicach pierwszych dokonań Marillion. Chwilami skręca w stronę starego Genesis i Yes. Punkt kulminacyjny płyty, czyli genialne 'The Crucifixion', poprzez swe świetne rozwinięcie i znakomity finał, przywołuje pamięć tak zacnych utworów jak 'Chelsea Monady' czy 'Forgotten Sons'. Druga suita na płycie, czyli 'The Company Of Wolves' to temat epicki  skojarzenie może być tylko jedno  'Grendel'. Utwory 'Solstice', 'The Cradle' czy 'Cry Out' przypomną nam potęgę melodii i mocy, zawartą w krótszych utworach zespołu z Anglii (mieszanka muzyki z płyt 'Fugazi' i 'Clutching...'). Nie chciałem pisać tych skojarzeń. Panowie z Australii, choć sięgają po narzędzia wymyślone przez swych mistrzów z Aylesbury, to potrafią z nich skorzystać w sposób genialny. I tylko szkoda, że od strony brzmieniowej nie popisali się inżynierowie, pracujący przy nagrywaniu 'Dont Bring The Rain'. Ładunek ekspresji i emocji zawarty w samej muzyce, na szczęście w pełni rekompensuje ich błędy.
    Posłuchajcie tej płyty. To kawał znakomitej roboty. Absolutny majstersztyk! Daję pełną gwarancję wystawiając ocenę 5/5.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version