No Decoder

Oceń ten artykuł
(4 głosów)
(2010, album studyjny)

01. Can't Reach You - 2:20
02. Sacrifice - 9:30
03. Our World Has Changed - 5:26
04. Sail Away - 5:16
05. Our Modern World - 2:58
06. No Decoder - 5:30
07. Alison - 3:48
08. A Million Miles Away - 8:08
09. Say Goodbye - 4:40
10. Sensvalue - 4:57
11. A Better Place For Me - 3:40

Czas całkowity - 56:13

- Yogi Lang - wokal, gitara, instrumenty klawiszowe
oraz:
- Torsten Weber - gitara
- Guy Pratt - gitara basowa
- Manni Müller - perkusja
- Carmen Maier - instrumenty perkusyjne, dodatkowy wokal
- Dominique Leonetti - wokal (7)
- Ian Salmon - narracja (8)
- Kalle Wallner - gitara akustyczna (4)
- Hubert Trenkwalder - akordeon (7)
- Ferdinand Settele - saksofon (4)
- Anne de Wolff - skrzypce (9)

Więcej w tej kategorii: A Way Out Of Here »

1 komentarz

  • Michał Jurek

    Jakoś umknęła mi ta płyta. To znaczy, wiedziałem, że się ukazuje, ale album 'No Decoder' nie wydał mi się pozycją na tyle atrakcyjną, żeby przeznaczyć na niego kilkadziesiąt złociszy, zwłaszcza, że nieco wcześniej nabyłem składak RPWL 'The Gentle Art of Music' i nieco nadwyrężyłem swoje finanse. Minęło trochę czasu i kompletnie zapomniałem o 'No Decoder'. Wertując rozmaite czasopisma branżowe i przeglądając portale zacząłem się jednak coraz częściej natykać na recenzje tej płyty, co przypomniało mi o jej istnieniu.

    Jak można się było spodziewać, recenzenci dość cierpko potraktowali solową płytę pana Langa. Że wtórna, że przewidywalna, że znowu kopia Pink Floyd z okresu 'A Momentary Lapse of Reason' (albo alternatywnie: z okresu 'Animals' i 'Wish You Were Here'), że nudna... A już najbardziej ubawiło mnie, gdy przeczytałem, że Yogi Lang po prostu skopiował na 'No Decoder' brzmienie grup Pink Floyd i Porcupine Tree. No litości... Tak się zastanawiam, co też pan Yogi musiałby zagrać na swojej solowej płycie, żeby w pełni usatysfakcjonować tych wszystkich zoilów? Może fuzję rap-disco-electro? Wtedy pewnie posypałyby się głosy o odważnym przełamywaniu schematów i nieortodoksyjnej wolcie stylistycznej... I smutna refleksja mnie naszła, że otwarte przyznawanie się do fascynacji Pink Floyd jest już w niektórych kręgach nie tyle gafą, co sprawą wręcz wstydliwą, tabu niemalże. Trudno mi to zaakceptować, więc po przeczytaniu kolejnej recenzji spod znaku 'było, nudne, wtórne' wkurzyłem się i na przekór tym opiniom 'No Decoder' kupiłem. I nie żałuję.

    A teraz dokonam coming outu: Pink Floyd to jeden z moich ulubionych zespołów. Bardzo lubię też RPWL, właśnie za to, że tak udanie czerpią z tego, co we floydowskim dorobku najlepsze. I z tego samego powodu lubię solowy album Yogiego Langa. Powiem więcej: podoba mi się on bardziej, niż ostatnia płyta RPWL, która, moim zdaniem, niezbyt się udała. W odróżnieniu od większości recenzentów, nie oczekiwałem od pana Langa odcinania się od swoich korzeni. Liczyłem natomiast na kilka fajnych, rozmarzonych melodii, otulonych brzmieniem syntezatorów, jakie znamy z lat siedemdziesiątych. I to właśnie dostałem, więc jestem zadowolony.

    Płytę otwiera instrumentalny 'Can't Reach You'. Rozmarzone klawisze, przypominające już nie tyle Floydów, co Ricka Wrighta z jego udanej solowej płyty 'Broken China'. Potem odzywa się gitara, bardzo gilmourowska w klimacie. Ale tak zagrać, to też trzeba umieć. W następnym 'Sacrifice' nie ma już aż tak wyraźnych nawiązań do dokonań wielkich poprzedników. Ostra gitara, orientalizujące ozdobniki, ciepłe partie instrumentów klawiszowych, melodyjny refren, a całość trwa ponad 9 minut. I bardzo dobrze, bo to świetne nagranie, jedno z lepszych na płycie. 'Our World Has Changed' z początku jest nieco słabsze. Ot, taka błaha ballada, wypełniająca atmosferę przyjaznymi nutami. Ale gdy pod koniec trzeciej minuty odzywają się syntezatory, przez chwilę robi się magicznie. A na zakończenie dostajemy zacne solo gitarowe. 'Sail Away' to z kolei bujacz balladowy, aż się prosi, by jakąś zapalniczką pomachać.

    Spokojnie jest też w następnym 'Our Modern World' i tu już niebezpiecznie żegluje pan Yogi w pobliże pop-rockowej mielizny. Na szczęście w tytułowym, instrumentalnym 'No Decoder' jest już lepiej, bo i gitara, i te niespieszne syntezatorowe pasaże... A po nim następuje dość nietypowe, francuskojęzyczne, 'Alison'. Śpiewa w nim, fakt, dość wysoko, Dominique Leonetti, znany z zespołu Lazuli, ale żeby zaraz uznać go za kobietę... A w dwóch recenzjach 'No Decoder' taki właśnie kwiatek znalazłem. Nie zmienia to faktu, że 'Alison' jest bardzo ładną, ozdobioną akordeonową partią, piosenką. Długas 'A Million Miles Away' to już powrót do bardziej floydowych klimatów, z charakterystyczną gitarą i powolnie przewijającymi się partiami syntezatorów. 'Say Goodbye' znowu dryfuje w stronę pop-rocka, acz przyznać trzeba, że jest to kołyszący dryf pełen uroku. Piosenka wpada w ucho i w ogóle. Ostrzej robi się w przedostatnim, instrumentalnym 'Sensvalue', gdzie gitarzysta wraz z panem Yogim urządzają sobie wyścigi. Bardzo fajne nagranie, udanie wprowadzające do zamykającego album 'A Better Place for Me': stylowej ballady spod znaku RPWL. Spokojnie mogłaby się znaleźć na 'Stock' czy 'World Through My Eyes'.

    Nie ma co ukrywać: na 'No Decoder' Yogi Lang Ameryki nie odkrywa, ale też nikt, oprócz recenzentów-malkontentów, tego nie oczekiwał. Miła, nieco melancholijna, ciepła płyta, do której, mimo jej przewidywalności, chce się wracać. Może jedynie mogłaby być nieco krótsza, bo trwa prawie godzinę, ale z drugiej strony jak ktoś lubi takie klimaty, to czemu nie. No i te wycieczki w stronę popu można by ograniczyć, bo co tu kryć: na zawojowanie list przebojów pan Yogi szans najmniejszych nie ma. Ale ogólnie 'No Decoder' wypada więcej niż przyzwoicie. Podsumowując: udana propozycja, i to nie tylko dla zwolenników Pink Floyd, ale dla każdego, kto chciałby się nieco zrelaksować przy niespiesznie płynącej muzyce. Że strawestuję klasykę: widać, że pan Yogi postarał się na czwórkę z minusem. Płyta letnio-zimowa, to już coś... :-)

    Michał Jurek niedziela, 13, luty 2011 14:09 Link do komentarza
Zaloguj się, by skomentować

Recenzje Rock Neoprogresywny

Komentarze

© Copyright 2007- 2023 - ProgRock.org.pl
16 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.