ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Green, Jeff
Jessica
(2011, album studyjny)

01. For the Future - 6:29
02. Vision - 0:55
03. On This Night - 9:07
04. Willing the Clouds Away - 7:50
05. Pride - 2:38
06. Essence - 1:26
07. Woman With Child - 5:38
08. Being - 1:01
09. Jessie's Theme - 7:13
10. Tomorrow Never Came - 8:06
11. Prittlwell Chase - 6:05
12. Live Forever - 5:51

Czas całkowity - 56:09

- Jeff Green - wokal, gitara
- Mike Stobbie - instrumenty klawiszowe 
- Phil Hilborne - gitara basowa
- Pete Riley - perkusja

 

Wyświetlony 3160 razy
Inne albumy wykonawcy: Elder Creek »

1 komentarz

  • Link do komentarza Paweł Tryba piątek, 13 maj 2011 22:57 napisane przez Paweł Tryba

    Jeszcze parę dni temu nie miałem pojęcia kto zacz Jeff Green. A okazuje się, że to urodzony w Kalifornii, a od ćwierć wieku mieszkający w Wielkiej Brytanii zdolny gitarzysta kochający zarówno blues i country rockową tradycję swej ojczyzny jak i brytyjskiego prog rocka z Pink Floyd na czele. Jeff był nauczycielem gry, udzielał się w rozmaitych projektach, obecnie zaś skrzyknął grupę przyjaciół, z którymi nagrał omawiany album. Pichci też solowy projekt studyjny. Jeff jest też człowiekiem potwornie doświadczonym przez los.

    Pamiętacie płytę Little Man Pineapple Thief? Bruce Soord dał tam wyraz swojej rozpaczy po stracie nienarodzonego dziecka. Jessica służy upamiętnieniu podobnego wydarzenia. Jessica Green urodziła się martwa wskutek niedotlenienia okołoporodowego 31 maja 1996 roku. Nigdy nie wydała choćby jednego okrzyku. Jej ojciec, kiedy już w miarę odbudował swoje życie po tej tragedii postanowił nagrać płytę na cześć córeczki. Cyzelował muzykę przez jedenaście lat. Dochody ze sprzedaży albumu artysta przeznaczył na dobudowanie do bryły jednego z angielskich szpitali sali, gdzie rodzice martwo narodzonych dzieci mogliby& no właśnie co? Dojść do siebie? Uporządkować myśli? A może po prostu pobyć sami i wypłakać się, żeby nikt nie musiał patrzeć jak cierpią wstrząsani spazmami płaczu na szpitalnym korytarzu.

    Jessica, jak na dzieło Amerykanina brzmi bardzo brytyjsko. Może to kwestia mieszkania od wielu lat w Anglii, a może zaproszonych kompanów, a są nimi muzycy, którzy na angielskim neoprogresie znają się niezgorzej, np. klawiszowiec Mike Stobbie udzielał się w Pallas. Nieważne. Liczy się efekt finalny - słuszna porcja rocka neoprogresywnego bez żadnych nowomodnych domieszek: nie ma elektronicznych zgrzytów, metalowych riffów, rapowania (patrzę na pana, panie Barrett!). Jest do bólu klasycznie, rzekłbym wręcz że wtórnie. Tylko tak Bogiem a prawdą - wolicie płyty przekombinowane, ale za to nowatorskie czy zanurzone w przeszłości, ale za to dobre? Osobiście wybieram drugą opcję. A taka właśnie jest Jessica - nie znajdziecie tam nic czego by już wcześniej nie wykombinowało IQ, Pendragon czy inne Jadis, Green jako gitarzysta nawet nie próbuje ukrywać atencji dla Davida Gilmoura - ale wszystkie te sprawdzone patenty dały wyjątkowo świeżą całość! Może tak osobisty temat dodał Jeffowi kompozytorskich skrzydeł. A może jest on po prostu piekielnie zdolnym muzykiem i warto czekać na kolejne jego produkcje?

    W uszy rzuca się ograniczenie partii wokalnych. Jessica to płyta w ogromnej większości instrumentalna. Dominuje lekkie, przestrzenne granie pod duchowym patronatem Pink Floyd, z powłóczystymi solówkami gitary i równie bujającymi klawiszami. Potrafią się te popisy ciągnąć przez dobre kilka minut i jakimś dziwnym sposobem nie są w stanie mnie znużyć - dzięki dawce melodii i słyszalnemu luzowi. Jakby Jeff i jego partnerzy wszystkie te piękne dźwięki grali od niechcenia. Udziela mi się ta atmosfera, choć muszę przyznać, że największe wrażenie robi na mnie nieco poważniej brzmiące Prittlewell Chase, w którym partia fletu wyraża cały smutek po śmierci dziecka. Wspaniałe jest też Willing The Clouds Away oparte na prostym motywie klawiszy, a mimo to rozwijające się niespiesznie przez ponad 7 minut. Kiedy już wchodzi śpiew czar bynajmniej nie pryska, ale głównie dzięki urzekającym (ale nie nazbyt wydelikaconym) liniom wokalnym, bo jakimś szczególnie wybitnym głosem Gren jednak nie dysponuje. Ma wysoki wokal, który nieźle pasuje do neoprogresywnego grania, a do AORu pasowałby jeszcze lepiej. Tyle - solidnie, ale bez przesadnych zachwytów. Zresztą piosenkowe fragmenty w On This Night, Tomorrow Never Came czy Live Forever stanowią jedynie pretekst do dalszych instrumentalnych odlotów. Po co zresztą wymieniać poszczególne kawałki? Wszystkie utrzymują jednakowy poziom. To znaczy - rewelacyjny! Natomiast zadziwiające jest, że Jessica nie jest albumem dołującym. Przeciwnie, ta muzyka emanuje ciepłem. Tym większy jest mój szacunek dla Greena. Skoro już wybrał taki temat miał prawo epatować słuchacza swoją traumą. Wybrał jednak ukojenie i pocieszenie.

    Ciekawostka - przeleciał jakiś pan Green przez Atlantyk i pokazuje Anglikom jak się gra w stylu, który trzydzieści lat temu sami wymyślili. Ano pokazał, i to jak! Muzyka sama w sobie zasługuje na piątkę, ale dam dwa razy tyle - za szlachetną inicjatywę. Jeff upamiętnił swoją córeczkę w dwójnasób. Jestem pewien drodzy progmaniacy że zawarta na tym albumie muzyka uwieczni ją w Waszej pamięci. Zapamiętają ją też ludzie opłakujący swoje dzieci. Oby ich było jak najmniej.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version