ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Believe
The Warmest Sun In Winter
(2013, album studyjny)

01. The End (1:48)
02. Beginners (8:05)
03. The Warmest Sun In Winter (5:35)
04. Words (5:44)
05. Unborn/Turn Around (8:06)
06. Please Go Home (4:51)
07. Heartless Land (10:53)
08. The Bright Day (hidden track) (2:29)

Czas całkowity: 50:00


- Karol Wróblewski (vocal)
- Mirek Gil (guitars)
- Konrad Wantrych (keyboards, backing vocals)
- Przemas Zawadzki (bass)
- Vlodi Tafel (drums)
oraz:
- Satomi (violin (6,8)

2 recenzje

  • Link do recenzji Paweł Caniboł niedziela, 19 styczeń 2014 19:26 napisane przez Paweł Caniboł

    Believe to, nie ukrywam, jeden z moich ulubionych zespołów grających muzykę z gatunku rocka progresywnego. Skład, tworzony między innymi przez byłych członków legendarnej grupy Collage, zbudował zespół, który aktualnie znajduje się w czołówce przedstawicieli ww. nurtu. Tym bardziej miło mi, jednocześnie jest to dla mnie nie lada wyzwanie, że przypadło mi w udziale ocenić piąty już album w karierze zespołu Believe. Sam zespół stanowi absolutny fenomen i, jak mi się wydaje, nie byłbym w stanie złego słowa o nim powiedzieć. Spróbuję jednak w miarę obiektywnie spojrzeć na "The Warmest Sun in Winter" i szczerze powiedzieć o jego mocnych oraz słabych stronach.

    Album został w całości skomponowany, nagrany oraz zmiksowany przez samych muzyków w ich prywatnym (konkretnie Mirosława Gila - gitarzysty) studio. To zawsze daje prawdziwy komfort pracy, która przebiega bez pośpiechu i w dowolnym, wybranym przez muzyków czasie. Czy to wpłynęło na ostateczne brzmienie płyty i na kompozycje tam się znajdujące? Moim zdaniem na pewno.

    Płytę otwiera instrumentalne intro o zaskakującej nazwie "The End" (koniec). Od razu dobre wrażenie robi na mnie doskonałe połączenie gitary i pianina. Tempo utworu jest wolne, a jego zadaniem jest wprowadzić słuchacza w odpowiedni nastrój, który powinien towarzyszyć przez całą drogę którą wykonamy słuchając tegoż albumu. Zatem, zanurzając się w odpowiednim klimacie i wyciszając się, przechodzimy do dalszej części - siedmiu kolejnych kompozycji.

    A spośród nich wszystkich na szczególną uwagę zasługuje drugi utwór - "Beginners" - mój ulubiony na płycie. Zawarte jest w nim praktycznie wszystko, czego można oczekiwać od dobrego utworu progrockowego. Gitara świetnie nakreśla melodię, a wokal Karola Wróblewskiego, to wspaniale spajająca w całość część zespołu. Wszystkie teksty są autorstwa tegoż właśnie pana (to jego trzecia płyta spod szyldu Believe, w zeszłym roku objął również stanowisko wokalisty w Collage). Trzeba przyznać, że poetą dobrym jest i bezsprzecznie zespół na tym zyskuje.

    Oprócz wspomnianego "Beginners", album zawiera wiele naprawdę doskonałych utworów, a wybranie paru kolejnych, zupełnie dobrych, stwarza nie lada problem. Interesującą ciekawostkę tworzy "Please Go Home" (pamięci zmarłego przyjaciela zespołu), gdzie słyszymy wstawki jakoby z audycji radiowej, oraz doskonałe partie skrzypaczki japońskiego pochodzenia Satomi - moim zdaniem doskonałe urozmaicenie (szkoda jednak, że pojawia się jedynie sporadycznie). Jest to również jedna z mocniejszych i bardziej agresywnych kompozycji.

    Płyta zawiera głównie melodyjne, raczej balladowe utwory, nie znajdziemy tutaj specjalnie mocnych akcentów, choć muzycy czasami pazur pokażą. Raczej jesteśmy prowadzeni poprzez płynącą wraz z muzyką historią (co zwykle miał w zwyczaju robić Marillion). Na uwagę zasługuje szczególnie gitara grająca solówki wolne, melodyjne, nie wchodzące w przesadną wirtuozerię (wszak nie o to tu chodzi).

    Sam album jest albumem koncepcyjnym - wszystkie utwory składają się w jedną całość i tworzą historię. A teksty wyszły spod pióra wokalisty, który tak komentuje ich ostateczną formę: "Album opowiada o spotkaniu dwojga przyjaciół po latach, których łączyło wspólne dzieciństwo. Ci ludzie spotykają się na ulicy, jeden z nich jest osobą bezdomną. To jest prawdziwa historia" (w: magazyngitarzysta.pl). A piękny i liryczny tytuł płyty to nawiązanie właśnie do owego spotkania - słońce w zimowy dzień. I tutaj muszę przyznać, że całość faktycznie brzmi jak jedna, idealnie skomponowana całość. Nie ma wyraźnej różnicy w poszczególnych utworach, a te dodatkowo zyskują po kilkukrotnym odsłuchaniu i lepszym zapoznaniu się z ich treścią. Dla przeciętnego odbiorcy mogą wydawać się przydługie, monotonne.

    A czy można coś złego powiedzieć o tym albumie? Moim zdaniem płyta nie dorównuje debiutowi Believe - "Hope to See Another Day". Nie jest to jednak wina zmiany wokalisty (wcześniej śpiewał Tomasz Różycki), magiczny klimat muzyki pozostał. Melodie są bardzo ładne, niebanalne, jednak już nie tak rozbudowane, a kompozycje nie posiadają tylu zaskakujących zwrotów i zmian. Dodam jeszcze, że mnie osobiście czasami irytuje linia basu, niepotrzebnie wychodząca tak bardzo do przodu (jednak dzieje się to tylko w paru szczególnych momentach).

    Ostatecznie "The Warmest Sun in Winter" bardzo mi się podoba i polecam każdemu. Może i nie usłyszymy tutaj rewelacyjnych nowości, może też ów album nie znajdzie się na naszej liście ulubionych, ale z całą pewnością odbiorcy uznają, że jest to pozycja warta i uwagi, i paru złotych wydatku. Co można jeszcze powiedzieć? Cóż, niezmiernie cieszy mnie fakt, iż Believe, mimo krótkiego stażu, już potrafi pochwalić się pokaźnym dorobkiem. Niestety w dalszym ciągu lepiej znani i bardziej popularni są za granicą Polski. Czy to wina anglojęzycznych tekstów, czy może zapotrzebowania rodaków na taką muzykę - trudno mi powiedzieć. Jednak żałować powinni wszyscy, którzy nie skosztują muzyki Believe, którą ja osobiście się żywię!

  • Link do recenzji Łukasz 'Geralt' Jakubiak piątek, 12 kwiecień 2013 12:05 napisane przez Łukasz 'Geralt' Jakubiak

    Fanom progresywnych brzmień nie trzeba przedstawiać zespołu Believe. Ta warszawska formacja, założona przez Mirka Gila już od kilku dobrych lat serwuje nam wspaniałą, harmonijną muzykę z najwyższej półki, która nacechowana jest ogromną ilością emocji. Uwielbiam ich album „Yesterday Is A Friend”, który jest moim faworytem w ich dyskografii, ale z zapartym tchem oglądałem także zeszłoroczne DVD „Seeing Is Believing”. W tym roku fani doczekali się ich kolejnego wydawnictwa o tajemniczo brzmiącym tytule „The Warmest Sun In Winter”… Czyżby to zapowiedź nieco spóźnionej wiosny? Nie do końca, ale ciekawostką jest to, że zaraz po premierze płyty zrobiło się u nas znacznie cieplej, a pisząc tą recenzję, ostatnie śniegi właśnie odchodzą w zapomnienie. Najwidoczniej muzycy dobrze wyczuli moment…

    Płyta w złożeniach miała być znacznie bardziej „gitarowa”, co podkreślał Mirek Gil m.in. w wywiadzie zarejestrowanym na - wcześniej wspomnianym - „Seeing Is Believing”. Tak też się stało… Kompozycje są znacznie bardziej rozbudowane, w większości utworów zrezygnowano z partii skrzypiec (Satomi na płycie pojawia się jako gość specjalny), a sama muzyka - mimo tego, że czuć w niej typowe brzmienie Believe – krąży wokół klasycznych melodii znanych z twórczości Marillion, czy Pink Floyd. „The Warmest Sun In Winter” jest także albumem koncepcyjnym i przedstawia on historię spotkania dwójki przyjaciół, których wiele lat temu łączyła osobliwa więź. Droga przez którą muszą przejść bohaterowie jest nieco zawiła i niesie za sobą wiele, skrajnych emocji i wielu z nas, być może, zdoła odnaleźć tam cząstkę siebie. Ta niezwykła opowieść, napisana przez Karola Wróblewskiego została uzupełniona równie osobliwą muzyką, która porywa już po pierwszych dźwiękach…

    The End

    Nieco na przekór tytułowi, pierwszy utwór jest spokojnym, melodyjnym wprowadzeniem zagranym przez Mirka Gila i Konrada Wantrycha, który idealnie wprowadza nas w nieco nostalgiczny klimat albumu.

    Beginners
    „(…) don’t care if we are crossing the line
    catch reflections of our lies”

    To klasyczny numer Believe. Hipnotyczny, klawiszowy wstęp uzupełniony zostaje gitarowymi akordami, a sam utwór okazuje się być szybką, nieco przebojową kompozycją. Kawałek ma w sobie masę ciepła i pozytywnych melodii co doskonale słychać w refrenie, fantastycznie zaśpiewanym przez Karola.

    The Warmest Sun In Winter
    „ (…) everything you carry on
    your weary arms
    shows me the right way
    to go”

    Utwór tytułowy to dosyć smutna, stonowana kompozycja, w której – dosłownie – czuć ogromny ból i bezradność. Jednak w utworze znalazł się mały płomyczek nadziei, który ujawnia się w ostatnich minutach utworu, a całość dopina niesamowita, gitarowa solówka w wykonaniu Mirka Gila. Świetny numer.

    Words
    „words can be losing
    when truth hurts you strong (…)

    Kolejny, niezwykle emocjonalny utwór o nieco przygnębiającej tematyce, który niesie za sobą sporo refleksji. To nie tylko ogromny popis wokalny Karola (rewelacyjne, wykrzykiwane partie w refrenie), ale też Konrada, który zaskakuje nas świetnym, hammondowym solo idealnie budującym dramaturgię utworu.

    Unborn/Turn Around
    „now the truth is found
    how did you sell your family for one pound?
    the sweetest tragedy…”

    Utwór singlowy to nic innego jak wspaniały hołd oddany w stronę klasycznej twórczości Marillion. Klimatyczne klawisze na wstępie świetnie kontrastują z wybitą partią basową Przemasa, by w późniejszych fragmentach po raz kolejny zaskoczył nas Karol, który chwilami brzmi jak Fish na legendarnym „Script For A Jester’s Tear”. Sam numer jest zagrany dosyć oszczędnie, ale muzycy umiejętnie gospodarując muzyczną przestrzenią doskonale podkreślili jego tajemniczość.

    Please Go Home
    „remember that
    love feels my cold
    fear hurts so much”

    To numer, który jest ważny nie tylko dla samego zespołu, ale też dla wielu osób, które osobiście znały cenionego redaktora muzycznego - Roberta Roszaka. Muzycy postarali się o to, by przywołać jego ducha umieszczając fragment audycji radiowej Art Rock Blok. Sam utwór pomimo swojego nostalgicznego i nieco smutnego charakteru jest niezwykle zaskakującą, muzyczną torpedą, co szczególnie słychać w drugiej zwrotce, gdzie wyróżnia się rewelacyjna sekcja perkusyjna (Vlodi w końcu pokazuje pazur!). Całość dopełniają partie skrzypiec zagrane, rzecz jasna, przez Satomi.

    Heartless Land
    „(…) leave the heartless land
    you deserve that”

    Gdy po raz pierwszy usłyszałem ten kawałek… zaniemówiłem. To najbardziej rozbudowana kompozycja na płycie, w której emocje budowane są nie tylko przez samą warstwę liryczną, ale też niezwykle piękne, ale też smutne melodie. Delikatne akordy kapitalnie zaaranżowane przez Mirka i Konrada wspaniale łączą się z wyraźnie zrysowaną sekcją rytmiczną, a całość dopełniają rewelacyjne, nieco szeptane partie zaśpiewane przez Karola… Potem jest jeszcze lepiej. Wewnętrzny ból przeradza się w krzyk, w który zaangażował się każdy z muzyków… Agresywne przejścia na perkusji, gitarowe ewolucje, potężny wokal w końcowych partiach – to co dzieje się w tym numerze jest po prostu nie do opisania. Już po pierwszym przesłuchaniu „Heartless Land” stał się moim ulubionym utworem Believe.

    Hidden Track

    Ukrytym numerem na „The Warmest Sun In Winter” jest piosenkowy „The Bright Day”, w którym po raz kolejny usłyszymy Satomi. Szybka, melodyjna zwrotka, wpadający w ucho refren – to numer idealnie nadający się do radia, który koniec końców jest niezwykle subtelnym zwieńczeniem przygody z najnowszym albumem Believe.

    Za pośrednictwem „The Warmest Sun In Winter” nie tylko nastała długo wyczekiwana wiosna, ale to ich tytułowe ciepło dotarło też do naszego wnętrza i zostawiło tam ogromny ślad… Ślad, który w jakimś stopniu zmusza nas do osobistej refleksji oraz siłą uzewnętrznia nasze emocje, które od bardzo dawna w sobie skrywaliśmy. To jest właśnie siła Believe. Oni swoją muzyką potrafią – dosłownie – wydusić z człowieka wszystko to co jest głęboko ukryte, ubierając to w osobliwe melodie i bardzo emocjonalne, wokalne interpretacje. Najnowsze dzieło Believe to zdecydowanie najdojrzalsza płyta w ich dorobku – spójna, zaskakująca, nostalgiczna i dla wielu z nas, być może, osobista. Muzyczny warsztat muzyków to rzecz jasna najwyższa półka, jednak najbardziej na albumie zaskoczył mnie Karol Wróblewski, który pokazał spore umiejętności interpretacyjne (znacznie bardziej słyszalne niż na wcześniejszych wydawnictwach) oraz ogromną wszechstronność.

    Na zakończenie chciałbym przytoczyć fragment piosenki Kabaretu Starszych Panów:
    „Piosenka jest dobra na wszystko
    Piosenka na drogę za śliską
    Piosenka na stopę za niską
    Piosenka podniesie Ci ją (…)”

    Tak w skrócie można podsumować album „The Warmest Sun In Winter”, na którym każdy z nas odnajdzie coś dla siebie. Czy będzie to chwila wewnętrznej zadumy, czy pozytywnego nastroju, pamiętajcie… Believe jest dobre na wszystko!

    5/5

Zaloguj się, by dodać recenzję

© Copyright 2007- 2019 - ProgRock.org.pl
12 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version