ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Aisles
4:45AM
(2013, album studyjny)

4:45AM
Oceń ten artykuł
(5 głosów)

01. 4:45am - 4:05
02. Gallarda Yarura - 4:32
03. Shallow and Daft - 4:52
04. Back my Strength - 4:54
05. The Sacrifice - 5:08
06. The Ship - 0:57
07. Intermission - 5:01
08. Sorrow - 6:57
09. Hero - 8:11
10. Melancholia - 10:39

Czas całkowity - 55:16


- Sebastian Vergara - wokal
- Germán Vergara - gitara, instrumenty klawiszowe, wokal
- Rodrigo Sepúlveda - gitara, wokal
- Alejandro Meléndez - instrumenty klawiszowe
- Daniel Baird-Kerr - gitara basowa
- Felipe Candia - perkusja

 

Wyświetlony 2993 razy

Media

Inne albumy wykonawcy: « The Yearning Hawaii »

1 komentarz

  • Link do komentarza Paweł Caniboł piątek, 31 styczeń 2014 20:25 napisane przez Paweł Caniboł

    Aisles to sekstet pochodzący z Chile. Recenzowana przeze mnie płyta to ich najnowsze wydawnictwo które wyszło spod ich ręki w zeszłym roku (2013) – po czterech latach przerwy przerwy od ostatniego albumu „In Sudden Walks”. „4:45am” zostało nagrane w Santiago, a fakt, że Ameryka Południowa może być silna muzycznie w gatunku rocka progresywnego, co wydaje się niewiarygodne, Aisles udowadnia właśnie tym wydaniem.
    Na uwagę na pewno zasługuje książeczka dołączona do albumu. A znaleźć możemy w niej nie tylko teksty utworów oraz zdjęcia członków zespołu, ale przede wszystkim mroczne, pełne tajemniczego nastroju grafiki ilustrujące z osobna każdy utwór, jaki został umieszczony na płycie. Jest to swego rodzaju innowacja, a grafiki same w sobie stanowią interesujący dodatek do płyty. Już sam ten fakt powinien zachęcić do sięgnięcia po oryginalne, płytowe wydanie.
    Ale zagłębmy się w sedno -w samą muzykę…
    Album otwiera nieco funkowo brzmiący utwór tytułowy płyty – „4:45am”. I choć na „pierwszy rzut ucha” wydaje się chaotyczny, ostatecznie tworzy zgraną, dobrze przemyślaną całość. A tutaj na uwagę, oprócz fenomenalnego wokalu, zasługuje solówka gitarowa, grana na przemian przez dwóch gitarzystów, co tworzy bardzo ciekawy efekt. Do tego utworu nakręcony został niezwykle ciekawy, dość oryginalny teledysk, który można zobaczyć na oficjalnej stronie zespołu oraz tutaj, nad recenzją.
    Poprzez album przewija się sporo różnego rodzaju zmian. Zdarzają się momenty, że ciężko tutaj jednoznacznie określić styl muzyczny danego utworu. Są zatem: funkowe rytmy, ale zdarzają się wariacje jazzowe, progresywne eksperymenty, elektroniczne sample oraz folkowe zacięcia, pojawiające się np. w utworze „Gallarda Yarura” – instrumentalnej kompozycji. Ogólnie jednak muzyka pozostaje w spokojnym, balladowym nastroju bez naprawdę mocnych uderzeń, choć zdarzają się takowe akcenty.
    Album zawiera więcej instrumentalnych utworów (np. „Intermission”, gdzie natykamy się na elektronikę - dość nietypowe rozwiązanie). A jeśli mowa o instrumentalach… Do gustu przypadł mi między innymi utwór „Hero”. Powolny, wręcz doomowy klimat przeradza się w weselsze, mocniejsze granie, po czym znowu słabnie pozostawiając słuchacza w przestrzeni ambientowych dźwięków kwintetu smyczkowego i chóru . Tutaj również pojawiają się typowe, standardowe solówki syntezatorowe oraz gitarowe - prawdziwa wirtuozeria instrumentów.
    Utwory, zawarte na „4:45am” nie są długie, jak zwykle dzieje się w muzyce tego gatunku. Cała płyta to mieszanka nastrojów i emocji, mnogiej ilości instrumentów, których brzmienie nie wypływa wyłącznie z syntezatora, za co wielki plus - w nagrywaniu gościnnie uczestniczył również, wspomniany wcześniej, kwintet smyczkowy.
    Ogólnie album prezentuje się na tyle dobrze, że ze spokojnym sumieniem mogę polecić go fanom rocka progresywnego. Koneserzy usłyszą tutaj z rzadka pojawiające się, jednak fajne załamania rytmu, zmiany tempa i nastroju. Właśnie nastrojowo album ten przeplatany jest mnogością różnego rodzaju uczuć i emocji.
    Kompozycje w większości są dość melancholijne, niewprawionego słuchacza może to nudzić. Ostatecznie jednak naprawdę daję jej ocenę pozytywną. Kunszt muzyczny i tzw. „feeling” jest wyraźnie odczuwalny, a melodie urzekająco piękne. Czasami można się tutaj doszukiwać wpływów Yes, albo Pink Floyd. Czasami również usłyszymy podobieństwo do U2. Za to wszystko wielki szacunek dla Aisles, gdyż sam nie mam pojęcia w którą stronę wykonają następny krok.
    Absolutnie nie jest to płyta mająca wyłącznie cechy pozytywne. Staram się jednak mankamentów nie wyolbrzymiać, gdyż uznano by mnie wręcz za szukającego dziury w całym. Jedyną naprawdę złą stroną ocenianego przeze mnie albumu może być fakt, że „4:45am” nie jest arcydziełem i z pewnością nie znajdzie się w gronie albumów wszechczasów, czy takich, których obecność na naszej półce będzie niezbędna. Zespół jednak wnosi coś nowego, a jest to delikatna, acz zauważalna mieszanka stylów, za co gorące brawa!

    Ocena ogólna? 4/5

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version