ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

RPWL
Tales From Outer Space
(2019, album studyjny)

01. A New World - 8:38
02. Welcome to the Freak Show - 6:15
03. Light of the World - 10:08
04. Not Our Place to Be - 6:06
05. What I Really Need - 5:20
06. Give Birth to the Sun - 8:58
07. Far Away from Home - 4:33

Czas całkowity - 49:58

- Yogi Lang - wokal, instrumenty klawiszowe
- Kalle Wallner - gitara, gitara basowa
- Markus Jehle - instrumenty klawiszowe
- Marc Turiaux - perkusja
oraz:
- Guy Pratt - gitara basowa (4)

 

Wyświetlony 1918 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Gabriel Koleński wtorek, 02 kwiecień 2019 22:12 napisane przez Gabriel Koleński

    Dawno nie recenzowałem zagranicznego albumu. Przewrotnie, zamiast sięgnąć po nowe płyty Dream Theater czy Soen, o których mądrzejsi ode mnie powiedzieli już chyba wszystko, skupię się na nowym krążku RPWL. Sympatyczni Niemcy powrócili po 5 latach z nową płytą studyjną. Znowu mają fajny pomysł, choć bardziej na otoczkę niż samą muzykę. Ale nie wyprzedzajmy faktów.
    Właściwie większość regularnych wydawnictw RPWL była związana z konkretnym konceptem, który był rozwijany na albumie, czy to tekstowo, czy wyłącznie muzycznie. Debiut Niemców, „God Has Failed”, opowiadał o osobistych doświadczeniach wokalisty Yogiego Langa i ich wpływie na jego światopogląd. „RPWL Experience” był bardziej konceptem muzycznym („pograjmy hard rocka, będzie fajnie”). „Beyond Man and Time”, najbardziej rozbudowany i przemyślany, był luźno oparty na „Tako rzecze Zaratustra” Friedricha Nietzschego. „Wanted” niby nie był typowym albumem konceptualnym, ale występy, które go promowały, dawały do myślenia na temat wolności słowa i człowieka w ogóle. Recenzowany przez mnie „Tales From Outer Space” sprawia podobne wrażenie. Kosmiczny koncept został zarysowany w tekstach bardzo ogólnie i rzadko dosłownie. Raczej jest punktem wyjścia do rozważań na temat świata i kondycji ludzkości. Nowy album stanowi zbiór utworów, które śmiało mogą funkcjonować osobno, ponieważ nie tworzą spójnej historii, choć słowa kojarzące się z kosmosem są odmieniane przez wszystkie przypadki.
    Muzycznie jest bardzo konsekwentnie. RPWL brzmi jak RPWL, choć akcenty zostały rozłożone inaczej niż ostatnio. Poprzednia płyta niemieckiej grupy, „Wanted”, była różnorodna, przebojowa i łatwa w odbiorze. Tym razem panowie postawili na nieco dłuższe i mniej melodyjne formy, choć w dalszym ciągu nowego materiału słucha się bardzo przyjemnie. Nie zabrakło singlowego hitu, dosłownie i w przenośni, ponieważ „What I Really Need” można usłyszeć chociażby w Antyradiu. Łatwy i nośny utwór ma jednak bardzo inteligentny i ważny tekst, krytykujący ślepy konsumpcjonizm, który prowadzi nas w przepaść. Na drugim biegunie, brzmieniowo, mamy najdłuższy na krążku „Light Of The World”, który trwa ponad 10 minut, ale osobiście wolę nieco krótszy „Give Birth To The Sun”, który mógłby znaleźć się na „World Through My Eyes”. Kompozycja rozwija się powoli, ale co chwilę dochodzą nowe patenty, smaczki klawiszowe, mini solówki na gitarach, w tym utworze ciągle coś się dzieje, przede wszystkim w warstwie instrumentalnej. Takie RPWL lubię najbardziej, w klimatycznej odsłonie i z dużą ilością ciekawych patentów. Tak jak w „Not Our Place To Be”, który prowadzą klawisze imitujące instrumenty smyczkowe. Mała rzecz, a cieszy.
    „Tales From Outer Space” ma mocno melancholijny nastrój. Nic dziwnego, Yogi Lang spogląda na Ziemię i zamieszkujących ją ludzi z różnych perspektyw, zwykle dochodząc do niezbyt optymistycznych wniosków. Określa nasz Świat, a właściwie to co z nim zrobiliśmy, jako „spektakl szaleńców” („Welcome to The Freak Show”), stwierdza, że przybysze z obcej planety wcale nie chcieliby nas nawiedzić („Not Our Place To Be”), zastanawia się czego tak naprawdę potrzebujemy do szczęścia („What I Really Need”), a ostatecznie dochodzi do wniosku, że najlepiej byłoby się stąd wynieść („Far Away From Home”).
    RPWL nagrało chyba najspokojniejszą płytę w swojej karierze. Głos Yogiego Langa brzmi jeszcze bardziej kojąco niż do tej pory, wręcz otula jak ciepły koc. Nie przeszkadzają nawet nieco gorzkie teksty, zresztą Niemcy nigdy nie grzeszyli optymizmem. Chyba nie muszę dodawać, że „Tales From Outer Space” to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów rocka neoprogresywnego, którym nie przeszkadza brak rewolucji (tudzież progresu…), za to doceniają kunszt kompozycji i ciepło, które bije od tej muzyki. A fani Dream Theater i Soen mogą sobie odpuścić.
    Gabriel „Gonzo” Koleński

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version