ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

RPWL
Beyond Man And Time
(2012, album studyjny)

Beyond Man And Time
Oceń ten artykuł
(28 głosów)

 


01. Transformed - 2:20
02. We Are What We Are (The Keeper) - 9:33
03. Beyond Man And Time (The Blind) - 6:42
04. Unchain The Earth (The Scientist) - 7:19
05. The Ugliest Man In The World (The Ugly) - 8:09
06. The Road Of Creation (The Creator) - 6:40
07. Somewhere In Between (The Dream Of Saying Yes) - 2:06
08. The Shadow - 6:10
09. The Wise In The Desert - 5:51
- The Wide In The Desert
- The Silenced Song
10. The Fisherman - 16:50
- High As A Mountain (Part 1)
- The Abyss
- High As A Mountain (Part 2)
11. The Noon (The Eternal Moment Of Return) - 4:07

Czas całkowity - 1:15:47

- Yogi Lang – wokal, instrumenty klawiszowe
- Kalle Wallner - gitara
- Markus Jehle – instrumenty klawiszowe
- Werner Taus - gitara basowa
- Marc Turiaux - perkusja

 

 

Wyświetlony 4105 razy

Media

1 komentarz

  • Link do komentarza Michał Jurek wtorek, 10 kwiecień 2012 18:33 napisane przez Michał Jurek

    Prace nad szóstym studyjnym albumem RPWL wyjątkowo się przeciągnęły. Pierwsze słuchy o nowej płycie tego niemieckiego zespołu zaczęły przecież krążyć już w 2010 r., po wydaniu kompilacyjnego 'The Gentle Art of Music'. I ukazał się, owszem, ale solowy album Yogiego Langa. A potem pan Yogi promował 'No Decoder', a w RWPL doszło do przetasowań - odszedł basista Chris Postl. Na jego miejsce przybył jednak Werner Taus, i ostatecznie udało się sfinalizować nagrania do płyty 'Beyond Man and Time'.

    Nowy album w dyskografii jest szczególną płytą w dorobku RPWL, i to co najmniej z kilku względów. Po pierwsze, to concept album, osnuty na wątkach 'Tako rzecze Zaratustra' Friedricha Nietzschego - sam tytuł albumu jest cytatem z tego dzieła. Muzyka zawarta na 'Beyond Man and Time' powstawała tak, by dało się ją dopasować do tekstów wysnutych ze wzmiankowanej filozoficznej opowieści. Po drugie, album, choć utrzymany w charakterystycznym rpwlowskim stylu, znacznie różni się od poprzedniej studyjnej płyty, czyli 'The RPWL Experience'. Tam było ostro, zadziornie, rockowo i zwięźle, tu jest melancholijnie, nostalgicznie i bardzo nastrojowo. No i na płycie mamy same długasy, nagrania rzadko trwają krócej niż 5 minut. A po trzecie - moim subiektywnym zdaniem - 'Beyond Man and Time' to najlepsza płyta, która ukazała się jak dotąd pod szyldem RPWL.

    Zaczyna się bardzo niepozornie, krótkim syntezatorowym wstępem ('Transformed'). Jednak już drugie nagranie na płycie, 'We Are What We Are', nie pozostawia wątpliwości, że obcujemy ze świetną płytą. Czujna gra sekcji rytmicznej, rozmarzone syntezatorowe pasaże, delikatna, acz rozpędzająca się gitara nie pozostawiają obojętnym. Trudno się też oprzeć kojącemu śpiewowi Yogiego Langa na zakończenie: 'Go and tell your heart: my hardest path's about to come - walking on with pride'... Nie pozostaje nic innego, jak udać się w tę wędrówkę, zwłaszcza że trzecie na liście, tytułowe nagranie, jest chyba jeszcze śliczniejsze. Solo na otwarcie po prostu zwala z nóg, podobnie jak nieśmiałe syntezatorowe wtręty. Wyborne nagranie, samo się śpiewa, choć tekst niewesoły:
    'See me beyond the man and time,
    Loneliness is my bride-to-be,
    Where honesty ends I want to be blind
    There's nothing else I want to see'.
    Ciekawe, jak to się sprawdzi na koncertach...

    'Unchain the Earth' jest bardziej dynamiczne, żwawe, okraszone nowocześniej brzmiącymi instrumentami klawiszowymi, a i gitara gra inaczej, niż do tej pory. Refren natomiast jest wręcz stadionowy. Ma to nagranie znaczny przebojowy potencjał (wykrojony zeń singiel już się wspiął wysoko na LP3), ale mimo że dryfuje w stronę pop-rocka, słucha się go bardzo miło. A może właśnie dlatego? 'The Ugliest Man in the World' podoba mi się trochę mniej, ale to pewnie dlatego, że jego początek jest najbardziej zbliżony muzycznie do tego, co zespół prezentował na płycie 'The RPWL Experience', którą uważam za najsłabszą w dorobku grupy. Trochę to zbyt oczywiste, te ostre wejścia przeplatane akustycznymi wstawkami. Na szczęście w połowie utwór się rozkręca i nabiera już mniej jednostajnego charakteru, a to głównie dzięki syntezatorowym odjazdom. Jeszcze żwawsze jest kolejne 'The Road of Creation', w którym uwagę przykuwa zniekształcony śpiew Yogiego Langa i gęstsza, niż dotąd, gra perkusisty.

    Ponad połowa albumu za nami, ale najlepsze dopiero ma nadejść. Wprawdzie 'Somewhere in Between' jest tylko onirycznym przerywnikiem, ale za to kolejne 4 nagrania stanowią najlepszy fragment omawianej płyty. 'The Shadow' został zagrany z pazurem, ale i bardzo przebojowo. Natomiast 'The Wise in a Desert' i 'The Fisherman' to już niemal regularna progrockowa suita (razem nagrania mają ponad 20 minut). 'The Wise In The Desert' przykuwa uwagę zwolna stopniowanym napięciem, które sięga zenitu wtedy, gdy Yogi Lang niemalże skanduje do wtóru riffującej gitary:
    'But who is left to drink the truth
    And who is left to eat the words
    When they forgot how once they thirsted
    And this song remains unheard'.

    'The Fisherman' rozpoczyna się orientalizującym wstępem (tu z kolei tropy prowadzą do albumu 'World Through My Eyes', na którym takich dźwięków było sporo) z uduchowionym śpiewem pana Yogiego. W części środkowej prym wiedzie Kalle Walner i jego genialne gitarowe solówki oraz zagrywki. Nie można też przeoczyć natchnionych syntezatorowo-organowych pasaży. A część trzecia to już powrót do początkowych, spokojnych motywów. Miodzio! Płytę zamyka natomiast króciutkie (jak na standardy RPWL), nastrojowe 'The Noon', będące czymś na kształt kołysanki, pozwalającej się przenieść w krainę snu po wysłuchaniu całego albumu.

    Oczywiście, jak to zwykle przy okazji wydania nowej płyty przez RPWL bywa, podniosły się głosy, że to zespół wtórny i przewidywalny. Po prostu ręce opadają, gdy czyta się takie opinie. To, że na początku swojej kariery muzycy RPWL garściami czerpali z dorobku Pink Floyd, to żadna tajemnica, ale naprawdę przy odrobinie dobrej woli można by zauważyć, że zespół od jakiegoś już czasu nie gra kowerów wielkich poprzedników i że wykształcił swój dobrze rozpoznawalny styl. Naprawdę nie warto się uprzedzać i powielać malkontenckich opinii, zwłaszcza że, jako się rzekło, 'Beyond Man and Time' to bardzo dobry album. Gorąco polecam!

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version