ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Enid, The
Journey's End
(2010, album studyjny)

1. Terra Firma (7:17)
2. Terra Nova (5:29)
3. Space Surfing (6:16)
4. Malacandra (12:38)
5. Shiva (7:56)
6. The Art of Melody - Journey's End (5:20)

Czas całkowity: 45:56
- Robert John Godfrey ( instrumenty klawiszowe )
- Dave Storey ( perkusja )
- Max Lesen ( śpiew, gitara, syntezator )
- Jason Ducker ( gitara )
- Nick Willes ( bas, instrumenty perkusyjne )
Wyświetlony 3878 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Wojtek Ludwig środa, 11 sierpień 2010 09:48 napisane przez Wojtek Ludwig

    Mają jesienią przyjechać na 18 dni do Polski. Wcześniej zapowiedzieli występ na niemieckim festiwalu Night Of The Prog w Loreley. Te fakty zachęciły mnie do przesłuchania najnowszego, studyjnego (po 13-u latach ciszy) dokonania Anglików. Przyznaję się bez bicia, że wcześniej The Enid stanowił dla mnie 'białą plamę'. O muzyce i historii grupy - zero informacji. Czas to wszystko nadrobić. A zaczęło się bardzo dawno, bo w 1974 roku. Klawiszowiec znanego Barclay James Harvest - Robert John Godfrey, po 3 latach spędzonych z tym bandem postanowił założyć własny zespół. Klasycznie wykształcony pianista zawsze marzył o wielkiej karierze koncertowej. Nic więc dziwnego, że na pierwszej płycie z 1976 roku 'In The Region Of The Summer Stars' znalazła się muzyka instrumentalna przesiąknięta orkiestrowym 'bombaścikiem'. Ówczesna prasa miała spore kłopoty ze stylistycznym zaszeregowaniem The Enid. Najłatwiej było ich nazwać zespołem progrockowym. Bliższe określenie: rock symfoniczny (Rick Wakeman, Renaissance). Kapitalny debiut znalazł od razu sporą grupę fanów, którzy w nowatorski sposób byli wprowadzeni w to, co robi ich zespół: od nagrania do masteringu, od okładki do dystrybucji (a wydawało się, że Marillion w tym był pierwszy). Muzycy nagrywali dla małej wytwórni BUK Records należącej do EMI. Stąd też niewielkie pieniądze na promocje. Punkrockowa rewolta też nie pomagała. Przeżyć z samych koncertów było ciężko, dlatego grupę nękały ciągłe zmiany personalne. W latach 80-ch pojawiają się pierwsze piosenki, utwory stały się krótsze i łatwiejsze w odbiorze. Nowa płyta to po części powrót do korzeni. Obok Godfreya mamy tu innego założyciela grupy, perkusistę Dave Storey'a. Jego bębny odegrały w nagraniach dużą rolę. Pozostali muzycy to: Max Reed (od 1997) wokalista grający na gitarze i syntezatorach, Jason Ducker (od 2007) gitarzysta, no i najmłodszy nabytek- Nick Willes- basista grający na instrumentach perkusyjnych. Mamy 6 utworów (w większości połączonych ze sobą) i 45 minut muzyki.

    01 - Terra Firma - zaczynają (jakżeby inaczej) bębny. Trochę 'pinkfloydowa' rytmika (The Wall). Tekst bardzo poważny, oskarżający ludzkość o wyniszczenie planety i wykorzystanie do cna jej zasobów naturalnych. Bezpośrednio, bez poetyckich metafor. Fajny numer.

    02 - Terra Nova - cichy, instrumentalny kawałek (Vangelis, Tomita). Sporo elektroniki, vocoderowe chórki. Ale jest małe solo gitary i fortepianu.

    03 - Space Surfing - i znowu nawiązanie do 'floydowego' Wall-a (rytm, gitara). Najbardziej rockowy utwór z całej płyty. Chwilami przypomina stary A.Parsons Project.

    04 - Malacandra - powrót do muzyki klasycznej. 14 minut w zupelnie innym, romantycznym świecie, w którym dominują orkiestrowe dźwięki. Są oczywiście miejsca 'śpiewane' z ostrą gitarą i rytmem. Taki symfoniczny poemat jakby z czasów dawnego Moody Blues.

    05 - Shiva - tu zwróćmy uwagę na wokalistę. Max Reed poświęcił wiele dni na zgrywanie poszczególnych głosów. Pomagał też sobie vocoderem. Wyszło operowo, ale trzeba to lubić.

    06 - The Art Of Melody - Journey's End - ten ostatni instrumental jest wyraźnie oddzielony chwilą ciszy, a to dlatego, że ma on symbolizować światło na końcu podróży poprzez ciemności nocy na Ziemi, jaką ludzie sami sobie sprawili swym postępowaniem. To ma być takie przebudzenie- nadzieja na lepsze dla Ziemian.

    Płyta z przesłaniem, wypełniona piękną muzyką (zyskuje po wielokrotnym przesłuchaniu). Może dla niektórych jest tu za mało progrocka a za dużo chórów i opery (nie każdy lubi Wagnera). Ciekawy jestem jak The Enid zaprezentuje się z nowym dziełem na żywo? Będzie ciężko...

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version