ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Blue Floyd
Begins
(2008, album studyjny)

 
CD 1:  
1. HAL 9000 Intro-Shine On You Crazy Diamond 11:34  
2. Have A Cigar 7:57  
3. Fearless 7:39  
4. Interstellar Overdrive-Wish You Were Here 11:20  
5. Drums 9:53  
6. Set The Controls For The Heart Of The Sun 7:10  
7. Hey You-Another Brick In The Wall Pt 2 20:21  
.  
CD 2:  
1. In The Flesh - Sheep 12:59  
2. Money 12:06  
3. Us & Them - Jam 18:10  
4. Young Lust 8:43  
5. BeatJam - Come Together 7:22  
6. BeatJam - Taxman 8:18
Wyświetlony 3149 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Aleksander Król czwartek, 06 październik 2011 22:28 napisane przez Aleksander Król

    Wszelkiego rodzaju płyty 'A tribute to...' traktuję jedynie jako ciekawostki, bo tak się je traktować powinno. Nie bez lekkiej złośliwości przysłuchuję się efektom czyichś zmagań z oryginałem, wychwytuję natychmiast błędy aranżacyjne, niedoróbki brzmieniowe i braki warsztatowe. Jednak w wypadku PINK FLOYD, choć wydawałoby się że branie na warsztat TEGO zespołu jest świętokradztwem, powstało kilka płyt naprawdę doskonałych. Nudzą mnie kapele, które decydując się na cover robią z niego wierną kopię. Po co to komu skoro jest oryginał? Natomiast kilka grup już wypłynęło robiąc utwór 'na motywach', a nie kalkę. (choćby RPWL którego wersja 'Cymbaline' jest moim, (oczywiście cholernie subiektywnym...) zdaniem po prostu powalająca... Kolejną grupą która 'myśli podobnie' jest amerykański Blue Floyd. To formacja której członkowie na codzień grają w innych kapelach, a od czasu do czasu bawią się ponadczasowymi dzwiękami Floydów. A że to śmietanka amerykańskich muzyków świadczą grupy macierzyste - The Black Crowes, The Allman Brothers Band oraz Gov't Mule. Z tej zabawy powstało coś co nawet ciężko jednoznacznie sklasyfikować. Totalnie rozimprowizowane, bluesowe granie utworów Pink Floyd. Przyznaję się! - jestem floydowcem. Ale kocham też stary dobry hard rock, pełen bluesowych przesileń i improwizacji. Siłą rzeczy amerykanie trafili mnie w czuły punkt. Podchodziłem do tej płyty jak pies do jeża, obwąchując ją przez kilka dni i niemal bojąc się jej posłuchać, bo sieczki na motywach floydów nie cierpię, a akurat wcześniej miałem możliwość słuchania koszmarnych interpretacji stworzonych przez takie gwiazdy jak Sylvan, Cromwell, Angel Dust, Solar Project, Tiamat i Pendragon... Jednak już po pierwszej minucie byłem uspokojony - to nie słodkie odgrywanie melodyjek floydowskich lecz kawał rocka, traktujący genialną muzykę Pink Floyd jako punkt wyjścia. Uwielbiam gitarę Gilmoura, uważam go za geniusza tego instrumentu, i ciekaw byłem jak sobie z tymi dźwiękami poradzą Amerykanie. Niemal każde solo Davida jest bliskie absolutu - nie ma co poprawiać, a każda zmiana choćby jednego dźwięku aż boli... Tymczasem tu utwory są rozciągnięte, początek każdej solówki jest bardzo bliski oryginałowi, a potem następuje bluesowo progresywny odjazd! Do tego dochodzą klawisze... Potęga! A na dodatek we wszystkim jest odrobina szaleństwa, którego floydzi tak poszukiwali po odejściu Barretta... Czuć też jakiś nieuchwytny posmak psychodelii. Krótko mówiąc - świetna płyta, a raczej dwie płyty. Już wtedy podejrzewałem, że mocną stroną tego projektu będą koncerty i jamowe granie tych kawałków. Historia pokazała że miałem rację... a płytę Begins polecam wszystkim floydowcom i nie tylko...

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version