ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Glass Hammer
Cor Cordium
(2011, album studyjny)

1. Nothing Box (10:53)
2. One Heart (6:20)
3. Salvation Station (5:08)
4. Dear Daddy (10:30)
5. To Someone (18:15)
6. She, A Lonely Tower (10:57)

Total Time 62:03
- Fred Schendel / keyboards, steel guitar, backing vocals
- Steve Babb / bass guitar, keyboards, backing vocals
- Jon Davison / lead vocals, acoustic guitars
- Alan Shikoh / guitars (electric and acoustic), sitar

With:
- Randall Williams / drums
- Jeffrey Sick / violin on Dear Daddy
- Ed Davis / viola on Dear Daddy
Wyświetlony 4230 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Aleksander Król sobota, 03 marzec 2012 11:12 napisane przez Aleksander Król

    Yes! Yes! Yes! Jak mawiał nasz były premier... Pewnie nawet nie wie, że jest taki zespół, który na muzyce rockowej odcisnął ogromne piętno. Kocham tę grupę 'od zawsze' a 'Yes Album' to była pierwsza zagraniczna płyta jaką sobie kupiłem jako dzieciak... Ech, łza się w oku kręci... Czemu o tym piszę? Bo w 2011 roku ukazała się płyta dzięki której wszystkie te wspomnienia odżyły, czyli piętnasta pozycja w dyskografii Glass Hammer.

    Grupa ze Stanów, a to lubię, bo amerykanie grać naprawdę umieją. A żeby grać jak Yes, trzeba naprawdę dużo umieć. Glass Hammer od pierwszej płyty wzbudzał u mnie ciepłe uczucia. Nagrywali płyty raz lepsze, raz gorsze, coraz bardziej zbliżając się do brzmienia swoich idoli. Apogeum osiągnęli gdy na płycie Culture Of Ascent zaśpiewał u nich sam Jon Anderson... A potem, mam nadzieję już na stałe, miejsce za mikrofonem zajął Jon Davison dysponujący głosem niemal identycznym jak Anderson. Cor Cordium to już druga płyta z jego udziałem. I nie wiem czy nie najlepsza w dyskografii. A na pewno ZNAKOMITA. Sześć utworów. 62 minuty muzyki. Muzyki, która każdemu yessowcowi podniesie ciśnienie. To nie tylko doskonała , bardzo yessowska płyta, to przede wszystkim znakomity przykład, że wielki rock symfoniczny lat siedemdziesiątych nie umarł. Mam nadzieję, że w Glass Hammer na dobre rozpoczęła się 'era Davisona', gdyż wniósł on w ich muzykę powiew świeżości i yessowski rozmach. Ta muzyka to nie odgrzewany kotlet. To wszystko żyje, oddycha, pulsuje i cieszy.

    Świetna płyta! Polecam każdemu kochającemu symfonik z lat 70., a dla amatorów Yes - jazda obowiązkowa. Oczywiście moim, cholernie subiektywnym, zdaniem...

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version