ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Abraxas
Live In Memoriam
(2000, album koncertowy)

1. Zapowiedź (Piotr Stelmach) (2:31)
2. Dorian Gray (5:21)
3. 14 Czerwca 1999 (2:47)
4. Anathema (7:36)
5. Thomasz Fray Torquemada (10:31)
6. Pokuszenie (12:32)
7. E'Lamachiwae (3:39)
8. Czakramy (9:26)
9. Medalion (6:13)
10. Tarot (6:38)
11. Spowiedź (4:50)
12. Moje Mantry (6:05)

Czas całkowity: 78:09
- Marcin Błaszczyk ( keyboards )
- Szymon Brzeziński ( guitars )
- Adam Łassa ( vocals )
- Mikołaj Matyska ( drums, percussion )
- Rafał Ratajczak ( bass )
- Łukasz Święch ( acoustic guitar )

oraz:
- Anja Orthodox ( vocals )
- Kinga Bogdańska ( vocals )
Wyświetlony 5356 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Michał Jurek niedziela, 19 czerwiec 2011 14:48 napisane przez Michał Jurek

    Trudno zrecenzować płytę z takim koncertem. Koncertem poświęconym wielkiemu nieobecnemu muzycznemu przewodnikowi, jakim był Tomasz Beksiński. W zasadzie już sama zapowiedź tego występu, który miał miejsce w radiowej Trójce w styczniu 2000 roku, odpowiednio 'ustawia' słuchacza. 'To jest koncert wyjątkowy, inny od wszystkich, które tutaj mają miejsce. Koncert poświęcony osobie, której nigdy już nie będzie poza kadrem...'. Po takim zagajeniu wiadomo już, że rozbieranie na cząstki elementarne tego uwiecznionego na CD występu nie ma najmniejszego sensu. Jest to bowiem swoisty hołd, złożony przez Abraxas osobie, która wypromowała i w odkryła medialnie muzykę zespołu dla rzesz progresywnych fanów.

    Ale nie tylko z tych względów album 'Live In Memoriam' budzi u mnie silne emocje. Tak się bowiem składa, że mój pierwszy kontakt z muzyką Abraxas miał miejsce właśnie owego styczniowego popołudnia, kiedy to z uchem przyklejonym do radia chłonąłem złowieszczą opowieść o 'Tomaszu Fray Torquemadzie'... Przez jakiś czas opierałem się jeszcze czarowi abraxasowych dźwięków, ale w końcu puściły tamy. Stopniowo zgromadziłem wszystkie albumy zespołu, a także projektów, w które zaangażowali się jego członkowie.

    Mimo najszczerszych chęci, słuchając 'Live In Memoriam' nie da się nie wspomnieć smutnych okoliczności, w których zorganizowano i nagrano ten koncert. Atmosfera przypomina raczej muzyczną mszę, a nie progrockowy koncert. Publiczność jest bardzo skupiona, wyciszona, brak owacji, gwizdów czy śpiewów. Brawa pojawiają się sporadycznie. Sam Adam Łassa również nie sili się na rozbudowaną konferansjerkę, może poza zapowiedzią 'Tomasza Fray Torquemady', wiedząc, że w tym konkretnym miejscu i czasie jest ona po prostu zbyteczna.

    A jednak 'Live In Memoriam' jest nabrzmiały emocjami. Gdy Adam Łassa wypluwa płuca śpiewając w rzeczonym 'Tomaszu Fray Torquemadzie' 'będzie tak, będzie tak, jak życzysz sobie Ojcze nasz!' albo 'zapamiętaj, zapamiętaj mój ból' w 'Pokuszeniu', normalnie ciarki po plecach maszerują stadami. Atomowy wstęp 'Anathemy' powala na łopatki. 'Pokuszenie' zniewala zmianami klimatu, który rozciąga się od ekspresyjnych progrockowych gitarowych solówek aż do ostrego riffowania. 'Czakramy' - jedno z moich ulubionych nagrań Abraxas - po prostu unicestwiają umiejętnie budowanym nastrojem, narastającym aż do finałowej kulminacji i ukojenia. Ledwo się słuchacz zdąży otrząsnąć z tej burzy uczuć, a tu już nadciąga piosenkowy 'Medalion' z cudną solówką gitary, a za nim kanoniczny już 'Tarot' i 'Spowiedź' z udziałem Anji Orthodox. I tak w zasadzie każdym nagraniem można się rozkoszować, odnajdując w nim pewne smaczki, których próżno szukać na płytach studyjnych.

    Zespół zadbał też o kilka niespodzianek, raz bardziej, raz mniej udanych. Na płycie znajdziemy bardzo dobre, niepublikowane na studyjnych płytach nagrania: znakomitego, wspominanego już przeze mnie 'Tomasza'..., melodyjne '14 czerwca 1999' i improwizowane 'E'Lamachiwae'. Fajnie wypada też genesisowa akustyczna wstawka w 'Pokuszeniu'. Ale już akordeonowe rytmy ska w 'Tarocie' nie do końca przekonują. Rozumiem, że panowie chcieli upuścić trochę powietrza z balonu wzniosłego misterium, ale efekt jest dość wątpliwy.

    Można oczywiście narzekać, że pan Adam ma problem ze śpiewem, szczególnie w górnych rejestrach, a czasem troszkę mu się załamuje głos (jak np. w 'Dorianie Greyu'). Można dyskutować, czy jego metafory są jeszcze natchnioną poezją, czy już popadają w grafomanię. Można, ale po co? Frontman Abraxas na 'Live In Memoriam' wyśpiewuje swoje teksty z taką żarliwością i pasją, jakby od tego zależało jego życie. Ja to kupuję.

    Bez wątpienia, po 'Live In Memoriam' warto sięgnąć. Kto muzykę Abraxas zna, ten będzie się mógł przenieść w odmienne stany świadomości, tam, gdzie zabierają słuchaczy tylko płyty niezwykłe. Kto nie zna  dostanie do ręki bardzo dobry, obszerny (78 minut) przewodnik po abraxasaowym świecie.

    Rozpocząłem od wspomnienia T. Beksińskiego, więc nie od rzeczy byłoby zakończyć cytatem z Jego recenzji debiutu Abraxas z 'Tylko Rocka': 'Wiem, teksty są bardzo pretensjonalne i efekciarskie. Wiem, w muzyce przeważa hammillowski patos. Wiem, Adam trochę przesadza z wokalną emfazą. Wiem!! Ale ja to, k****, lubię!'

    Nic dodać, nic ująć. K****, ja też to lubię.

    5/5

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version