ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Marillion
Clutching At Straws
(1987, album studyjny)

Clutching At Straws
Oceń ten artykuł
(788 głosów)
1. Hotel hobbies (3:35)
2. Warm wet circles (4:25)
3. That time of the night (The short straw) (6:00)
4. Going under (2:47)
5. Just for the record (3:09)
6. White Russian (6:27)
7. Incommunicado (5:16)
8. Torch song (4:04)
9. Slàinte Mhath (4:45)
10. Sugar mice (5:46)
11. The last straw (5:58)

Czas całkowity: 52:18

Bonus Disc (dodany do reedycji z 1999)
1. Incommunicade (alternate) (5:37)
2. Tux on (single) (5:13)
3. Going under (Extended) (2:48)
4. Beaujolais day (unreleased) (4:51)
5. Story from a thin wall (unreleased) (6:47)
6. Shadows on the barley (unreleased) (2:07)
7. Sunset hill (unreleased) (4:21)
8. Tic-tac-toe(unreleased) 2:59
9. Voice in the crowd (unreleased) (3:29)
10. Exile on Princes Street (Unreleased) (5:29)
11. White Russian (6:15)
12. Sugar mice in the rain (5:56)
13. Warm wet circles - Rock n Roll (hidden track) (2:20)

Czas całkowity: 56:12
- Fish ( vocals )
- Mark Kelly ( keyboards )
- Ian Mosley ( drums, percussion )
- Steve Rothery ( guitars )
- Pete Trewavas ( basses )

oraz:
- John Cavanagh - Dr. Finley (8)
- Christopher Robbin Kimsey - backing vocals (7)
- Tessa Niles - backing vocals (2-11)


Podyskutuj o płycie Marillion Clutching At Straws
Wyświetlony 12428 razy

2 komentarzy

  • Link do komentarza Krzysztof Baran czwartek, 22 maj 2008 16:41 napisane przez Krzysztof Baran

    Tonący brzytwy się chwyta. Tonący w morzu alkoholu, szuka swojej latarni – pochodni, która zaprowadzi go do miejsca, tam gdzie wyczuje pewny grunt pod nogami...
    Swej ostatniej deski ratunku szuka Fish - wcielając się w postać młodego, mało znanego pisarza o imieniu Torch (Pochodnia).
    Torch jest obieżyświatem barów i pubów, bijącym nowe rekordy w piciu alkoholu. Poznajemy go w hotelowym pokoju, pełnego kacowego napięcia i strachu, osamotnionego w środku nocy. ('Hotel Hobbies').
    Leżąc i cierpiąc w samotności, Torch wspomina historię swej ostatniej znajomości. Niespełnionej miłości, która miała być dla niego szansą wyjścia z nałogu, a uleciała wraz z kolejną szklanką alkoholu ('Warm Wet Circles'). Bohater nagle wybudza się ze wspomnień, uświadamiając sobie stan swojego wyalienowania w tę ciemną, samotną noc ('That Time Of The Night').
    Od tej, składającej się z 3 utworów suity, rozpoczyna się płyta 'Clutching At Starws' zespołu Marillion. Słyszymy na niej muzykę bardzo dojrzałego, doskonale zgranego zespołu, w którym wszystkie ogniwa pracują jak w najlepiej naoliwionej maszynie. Od strony muzycznej i technicznej rzeczywiście tak jest. Niestety, od strony partnerskiej coś zgrzyta. Ale o tym później. Kolejne utwory na płycie to już tylko pojedyncze numery, ale tworzące ciąg dalszy historii zmagań pisarza z alkoholem. Do Torcha pomału trafia, że tonie coraz bardziej w pijackim nałogu ('Going Under'), ale za chwilę bagatelizuje sprawę wmawiając sobie, że to nic takiego. Próbuje sobie wytłumaczyć, że właściwie w każdej chwili może wyrwać się z uzależnienia ('Just For The Record'). Ach to klawiszowe solo Marka! Tony Banks zapewne bije brawo swemu uczniowi.
    Torch jest również bacznym obserwatorem otaczającej go rzeczywistości. Wychylając szklaneczkę czystej z lodem ('White Russian'), zastanawia się, do czego może nas doprowadzić niesprawiedliwość i rasistowskie akty na świecie. Fish był zawsze zagorzałym przeciwnikiem faszystów, a utwór ten to jego osobisty protest-song.
    Rozładowując stan ducha nasz główny bohater skacze, pijany jak bela ('Incommunicado') w kolejnym barze, pod neonem z napisem Marillion, bijąc następny alkoholowy rekord. Zwróćcie uwagę na okładkę płyty i logo zespołu, jakby zamienione w klubowy neon.
    Nie jest dobrze. Torch coraz bardziej podupada na zdrowiu a znajomy lekarz, Dr Finlay ostrzega go o tym w 'Torch Song':

    'Doktor mówi, że moja wątroba
    domaga się rozstania z ukochaną
    i że teraz muszę znowu odejść na jakiś czas
    niczym każdy bohater tracący popularność'
    Ale on sam, mając szkocki temperament, nic sobie z tego nie robi, radośnie wykrzykując do nas 'Slainte Mhath' - co znaczy po prostu 'Na zdrowie! Na moment robi się bardzo bluesowo.
    Torch znów popada w zadumę. Wspomina szczenięce lata, uzmysławiając sobie, że topi się niczym cukrowa wata na deszczu ('Sugar Mice'). W utworze tym Steve Rothery wygrywa jedną ze swych najpiękniejszych solówek gitarowych. Podkreśla tym samym podniosłość chwili.
    Budząc się z zadumy, Torch wie już, że jedyną deską-brzytwą ratunku ('The Last Straw') jest dla niego kolejna szklanka jego ukochanej Whisky. Szyderczy śmiech zamiast szczęśliwego zakończenia ('Happy Ending') jest dowodem na to, że nie ma dla niego już ratunku.
    'Gdy tracisz świadomość i grunt pod nogami
    Powinieneś był zmierzyć głębię pod sobą
    Chwytamy się brzytwy,
    Ostatniej deski ratunku
    A jeśli kiedykolwiek spotkasz nas.
    Nie okazuj nam współczucia
    Możesz nam postawić drinka i uścisnąć rękę
    i wówczas zrozumiesz widząc odbicie w naszych oczach
    Że głęboko w środku wszyscy jesteśmy tacy sami
    Chwytamy się brzytwy wciąż tonąc...'
    Ileż w tych słowach prawdy! Zespół, nagrywając wspaniały album, również tonął w kłopotach. Coraz większe różnice pomiędzy Fishem a resztą muzyków, krok po kroku prowadziły do rozłamu. Dla Marillion nie było ostatniej brzytwy do chwycenia…Od strony technicznej jeszcze raz nadmienię, że według mnie to najlepiej brzmiący materiał w dorobku grupy.
    Ocena 5/5

  • Link do komentarza Gacek czwartek, 22 maj 2008 16:41 napisane przez Gacek

    Marillion jest jednym z ostatnich wielkich progresywnych zespołów... A może raczej był w 1987 roku kiedy powstał album Clutching at Straws. Krążek to bardzo ciekawy a zdania na jego temat są bardzo podzielone. Fenomenem tego zespołu jest naprawdę genialny materiał od klasycznego Script for a Jester's Tear przez nieco nowoczesne Fugazi, genialne Misplaced Childhood po właśnie ten krążek. Do odejścia Fisha kapela nie nagrała ani jednej słabej płyty.
    Clutching at Straws zawiera muzykę bardzo marillionową i mocno zatopioną w klasyce ale zarazem nieco inną niż wcześniej. Jest to jakby klasyczny progresywny rock lekko odświeżony poprzez nowoczesne brzmienie. Muzycznie jest podobna najbardziej do Misplaced Childhood, brak tu zwartych i zamkniętych kompozycji. Jest to raczej jedna całość, koncept podzielony na wiele mniejszych części. Teksty opowiadają o problemach alkoholowych pewnego gościa, klienta siedzącego w barze. Warstwa muzyczna jest tutaj naprawdę idealne zgrana z tekstami. Hotel Hobbies wita nas onirycznymi dźwiękami i wprowadza w specyficzny nastrój tego krążka. Warm Wet Circles to kolejny-tym razem bardziej piosenkowy kawał dobrej muzyki ze świetną solówką Steva. Kompozycja ta jest dziwnie podzielona a raczej połączona z kolejną - That time of the night (The short straw) i w pewnym momencie przechodzi właśnie w ten utwór. Genialne, mroczne solo mamy tutaj tym razem na początku. Dalej klimat powraca do tego z utworu wcześniej. Going under to już osobna jakby miniaturka, mroczne zwierzenie alkoholika, który zdaje sobie sprawę że tonie w swoim nałogu. Niebawem jednak znikają problemy i zaczyna się Just For The Record. Naprawdę fajny kawałek z doskonałymi popisami Marka na klawiszach. Następna kompozycja czyli White Russian często zwana jest opus magnum tego krążka. Popieram. Jest tu specyficzna aura, niesamowite popisy muzyków i nagłe zmiany nastrojów - wizytówka tej płyty. Jednak dalej zespół nie puszcza z tonu, Incommunicado to kolejne 5 minut z życia naszego bohatera, tym razem wesołe i skoczne. Dla odmiany bardziej stonowany i 'niewyraźny' jest Torch Song. Kolejna świetna kompozycja, tym razem opowiadająca o problemach zdrowotnych bohatera.
    'Skoro pytasz o radę, jeśli nadal
    Będziesz się tak prowadził,
    Nie dożyjesz do trzydziestki'
    Jednak następny utwór - Slainte Mhath zaczyna trochę odstawać. Udana kompozycja ale czegoś w niej trochę brak. Sugar Mice początkowo również nuży, jednak później coś powoli zaczyna się rozkręcać ale słychać że coraz bardziej oddalamy się od poziomu wcześniejszych kompozycji. Zespół żegna nas utworem The Last Straw. Kto by pomyślał że już nigdy ich nie usłyszymy w tym składzie i w takiej formie. Ciekawe zakończenie tego krążka.
    Recenzenci często kręcą nosami i piszą że Clutching At Straws to płyta średnio udana i mocno przekombinowana. Sam Fish twierdzi że strona B jest 'do dupy'. Nie wiem skąd te opinie. Fakt że na tym krążku nie ma wielu hitów ale dźwięki bronią się jako całość. Doskonałe umiejętności muzyków mają tu swoje apogeum. Inna sprawa to warstwa tekstowa. Uważam że należy chwalić zespół za to że wyszedł poza skostniałe ramy progresu i nagrał koncept album o historii alkoholika a nie po raz 23 o walce dobra ze złem czy po raz 58 o historii kochanków.
    W przeciwieństwie do wielkich progresywnych dzieł choćby Vdgg, EL&P czy niektórych płyt pink floyd album Clutching At Straws w ogóle się nie zestarzał. Brzmienie tej płyty jest doskonałe, jakby była nagrana pięc czy sześć lat temu a do tego zachowuje tradycyjnie progresywny charakter. Jedynym powodem, dla którego nie można nazwać tej płyty idelałem to jednak 2 słabsze utwory pod koniec.
    Tak skończył żywot ostatni wielki progresywny band. To co robili później to już raczej neo prog nie mający aż tak wiele wspólnego z tradycją (no może jeszcze z wyjątkiem postfishowego seasons end). Można powiedzieć że mistrzowie tradycyjnego progresu awansowali na neoprogresywnych uczniów.
    Ocena: 4,99

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version