ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

IQ
Tales From The Lush Attic
(1983, album studyjny)

01. The Last Human Gateway - 19:57
02. Through The Corridors - 2:35
03. Awake And Nervous - 7:45
04. My Baby Treats Me Right 'Cos I'm A Hard Lovin' Man All Night Long - 1:45
05. The Enemy Smacks - 13:49

Czas całkowity - 45:51

- Peter Nicholls - wokal
- Mike Holmes - gitara, gitara akustyczna
- Martin Orford - instrumenty klawiszowe
- Tim Esau - gitara basowa
- Paul Cook - perkusja

Wyświetlony 9006 razy
Inne albumy wykonawcy: The Wake »

1 komentarz

  • Link do komentarza Krzysztof Baran sobota, 24 październik 2009 13:32 napisane przez Krzysztof Baran

    Pamiętam, jak w dzieciństwie z ogromną radością, a zarazem lekkim strachem biegałem na strych swojej kamienicy. Wycieczki takie zdarzały się rzadko, ponieważ strych był miejscem dla mnie niedostępnym (chadzałem tam wyłącznie pod opieką osób dorosłych). Strych był dla mnie zawsze miejscem bardzo tajemniczym. Panował tam charakterystyczny zaduch i półmrok. Obnażone krokwie i belki stropowe, goły mur z cegieł, maleńkie okienka i spadzisty sufit, i oczywiście drabinka prowadząca do włazu na dach, obiekt moich westchnień i pragnień. Dla mnie strych był urokliwy w dobrym tego słowa znaczeniu. Niestety zdarzały się sytuacje, w których strych stawał się kryjówką, dla moich rówieśników, którzy niejednokrotnie ukrywali się przed rodzinną przemocą, uciekając od panującego w domu alkoholu, wyzwisk, krzyków i cielesnych upokorzeń. Na strychu odnajdywały spokój, ciszę i wytchnienie. To właśnie na poddaszu nie jeden ukrywał swoje dziecięce skarby i tajemnice. Strych bywał też świątynią szczęścia, które nierzadko stawało się kolejnym miejscem tragedii. Słowem, miejsce bardzo tajemnicze, wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju.
    Zespół IQ w 1982 roku również niejako 'był na strychu'. Młodzi muzycy, mający za sobą różnorakie, burzliwe doświadczenia muzyczne kipieli jednak ogromną charyzmą i chęcią zaistnienia na scenie. Mike Holmes, Martin Orford i Peter Nicholls znali się wszak od dawna, mając za sobą doświadczenia ze swoim nieistniejącym już zespołem, The Lens. Paul Cook, jako były jazzman posiadał ugruntowane umiejętności perkusisty oraz bagaż doświadczeń jazzmana i muzyka sesyjnego, a Tim Esau trochę sprzętu muzycznego (podobno właśnie to przeważyło o jego przyjęciu do zespołu). Kto wie czy nie grywając 'na strychu' wpadali na kolejne pomysły, które chcieli wydać na płycie.
    Jakże adekwatną nazwę wynaleźli dla swojego zespołu. IQ - Iloraz Inteligencji. Trzeba być prawdziwym geniuszem, żeby taki album nagrać i zmiksować w przeciągu niespełna pięciu dni! Absolutna rewelacja! Owszem, płyta brzmi nieco surowo, sporo w niej brzmieniowych niedociągnięć, ale, ale... Te wszystkie błędy nie dość, że dodają muzyce takiego 'strychowego' uroku, to jeszcze poparte są niesamowitą wolą grania, nagrania i wydania materiału.
    Powszechnie mówi się, że nagrany błyskawicznie album 'Tales From The Lush Attic' niesie za sobą nostalgię do czasów, gdy Genesis (jeszcze z Gabrielem i Hackettem) nagrywali swoje flagowe wydawnictwa. I nie ma w tym krzty przesady. Wszak odradzający się właśnie rock symfoniczny, nazwany nową falą neo-progresywną, niósł za sobą fascynację i tęskonotę do tamtych pięknych czasów. Można powiedzieć, że IQ nagrywając w dość skromnych warunkach tę płytę, bardzo wiernie oddali charakter z minionej dekady, przez co sami po latach stali się łącznikiem rockowej symfonii i nowoczesnego brzmienia neo-progresu. Martin Orford udanie korzystał z melotronu, o którym nowocześni syntezatorowcy trochę zapomnieli. Mike Holmes grał spontanicznie, nie mając czasu na poprawę swych gitarowych zagrywek. I całe szczęście! Kto wie, czy gdyby za to wzięli się technicy, to czar końcówki 'The Enemy Smacks' straciłby swój blask i polot. A tak mamy kilka najpiękniejszych gitarowych fragmentów, w ogóle w historii rocka progresywnego (przynajmniej moim zdaniem). Peter Nicholls nie krył i nie wstydził się swych fascynacji osobą swego słynnego imiennika Gabriela. Przed mikrofonem był po prostu sobą, był autentyczny. To bije od tego faceta na tej płycie chyba najbardziej spośród wszystkich, na których zaśpiewał w zespole IQ. Sekcja rytmiczna: Paul Cook / Tim Esau była bardzo rozbieżnym duetem. Paul posiadał nienaganne umiejętności, gdy tymczasem Tim był troszkę showmenem, którego jedno oko zwykle rozglądało się za dziewczynami, a tylko drugie pilnowało sceny. Ale to właśnie ta dysproporcja i chłód, które powstały z tej mieszanki, na tym albumie procentują!
    Muzycy nie bali się długich, rozbudowanych kompozycji. Zgrali na tej płycie bardziej symfonicznie, niż neo-progresywnie. Czysto neo-progresywnie brzmią tutaj najkrótsze: 'Through The Corridors' oraz bonusowe 'Just Changing Hands', nagrane dla potrzeb stacji radiowych.
    Płytę otwiera dość denerwujący zabieg, który miał wprowadzić słuchacza w temat płyty. Słyszymy próbę dźwiękowego, syntezatorowego naśladowania hulającego wiatru. Jeśli przez nią przebrniemy, dalej jest już tylko cudownie. Dwudziestominutowa suita 'The Last Human Gateway' to utwór pełen zakrętów i zwrotów, zmian melodii i rytmu, instrumentalnych, rozbudowanych fragmentów, słowem wszystkiego, co definiuje rock progresywny w czystej postaci. 'Awake And Nervous' znakomicie oddaje sens tytułu. Utwór rzeczywiście kipi nerwową atmosferą, oraz gwałtownie wyrywającym z sennego spokoju, przebudzeniem. Krótka, fortepianowa miniaturka z wymownym tytułem 'My Baby Treats Me Right 'Cos I'm A Hard Lovin' Man All Night Long' dodaje nostalgii i klimatu z poprzedniej dekady i znakomicie wprowadza w kolejny długi utwór, wzywając do ataku prawdziwe organy, zapoczątkowujące 'The Enemy Smacks'. O ile pierwsza cześć tej rozbudowanej kompozycji brzmi dość ciekawie, o tyle druga to prawdziwy majstersztyk, relikt, progresywny klejnot. Zespół przez następne 10 lat nie zagra z takim zębem, sercem i polotem, choć następne albumy będzie nagrywać, na co raz doskonalszym sprzęcie i w znacznie lepszych studiach. To kolejny fragment znakomicie definiujący pojęcie rocka progresywnego. Mike Holmes wygrywa w nim jedną z moich ukochanych solówek gitarowych...
    Nie potrafię sobie wyobrazić historii rocka progresywnego, bez tej płyty. Jest to tak charakterystyczny, i ciekawy album, że pozostaje mi tylko podziękować pierwszemu składowi IQ za nagranie tego materiału właśnie w taki, a nie inny sposób. W głównej mierze przyczyniły się do tego skromne możliwości zespołu, którego nie było stać na to, by nagrać płytę w wypasionym studio, przy pomocy techników, w pozwalającym na dopieszczenie szczegółów czasie. Płyta pierwotnie byłą wydana w ilości 1000 egzemplarzy, na koszt zespołu. Mi wszystkie te niedociągnięcia zupełnie nie przeszkadzają. Akceptuję je, a nawet uważam, że bez nich paradoksalnie ta płyta nie brzmiałaby tak dobrze, tak wiernie oddając pokłon tym, od których zespół pobierał wszelkie wzorce.

    Album wybitny, absolutny klejnot w historii, pomimo rozmaitych brzmieniowych niedociągnięć. Najważniejszy jest odbiór i sama muzyka...

    Ocena 6/5 - ponad skalę, ponad czas!

    Krzysztof Baran

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version