ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Procol Harum
Live In Concert With The Edmonton Symphony Orchestra
(1972, album koncertowy)

1. Conquistador (5:02)
2. Whaling Stories (7:41)
3. A Salty Dog (5:34)
4. All This And More (4:22)
5. In Held 'Twas In I (19:00)
 (i) Glimpses Of Nirvana
 (ii) 'Twas Teatime At The Circus
 (iii) In The Autumn Of My Madness
 (iv) I Know If I'd Been Wiser
 (v) Grand Finale

dodatkowo:
6. Luskus Delph (3:38)

Czas całkowity: 45:17
- Gary Brooker ( lead vocals, piano, orchestration )
- Dave Ball ( guitars )
- Alan Cartwright ( bass )
- Chris Copping ( organ )
- Keith Reid ( words )
- Barrie James Wilson ( drums )

oraz:
- The Edmonton Symphony Orchestra
- The Da Camera Singers
Wyświetlony 6672 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Michał Jurek piątek, 29 październik 2010 13:03 napisane przez Michał Jurek

    Nie da się ukryć, że na początku lat 70. ubiegłego wieku Procol Harum znajdował się na rozdrożu. W 1971 roku zespół popełnił płytę 'Broken Barricades', na której pozwolono się wyszaleć gitarzyście Robionowi Trowerowi. W rezultacie powstał album bluesowo-rockowy, który wprowadził fanów Procol Harum w niejaką konsternację. No bo jak to? Instrumenty klawiszowe na drugim planie? Brak melancholijnych, symfonicznych ballad? Nic dziwnego, że album furory nie zrobił, a z zespołu odszedł pan Trower, by móc się ostatecznie uwolnić z progresywnych okowów. W tej sytuacji pozostali członkowie Procol Harum zdecydowali, by wrócić do źródeł. I zaprosili do współpracy symfoników oraz zespół wokalny Da Camera Singers. Efekty tej współpracy wybrzmiały 18 listopada 1971 roku w Edmonton.

    Według mnie, ten dzień należy zaliczyć do ważniejszych w historii rocka progresywnego. Powstał wtedy niedościgniony wzorzec rocka symfonicznego i przykład tego, jak można pogodzić ze sobą całkowicie sprzeczne, wydawałoby się, żywioły, czyli zespół rockowy i orkiestrę. Wiem, wiem, płyty z udziałem symfoników nagrywali wcześniej i Purple, i The Moodies, ale właśnie były to tylko albumy z gościnnym udziałem orkiestry. Natomiast na albumie 'Live in Concert with the London Symphony Orchestra' symfonicy i Procol Harum tworzą jeden organizm. Jedno nie może istnieć bez drugiego.

    Album ostatecznie ukazał się w 1972 roku. Otwiera go fenomenalny 'Conquistador', z powalającym orkiestrowym wstępem. Ależ to nagranie ma rozmach! Smyczki, trąbki, kotły i w otoczeniu tych wszystkich dźwięków świetne solo gitarowe nowego w zespole Dave'a Balla, który po nagraniu tej płyty odszedł, bo jak Trower, chciał grać blues-rocka :-(. 'Whaling Storeis' zaczyna się okrzykiem chórzystów, potem jest spokojniej, ale orkiestra i zespół powoli się rozpędzają, a gdy altówki i wiolonczele zaczynają dublować partię basu i fortepianu, to naprawdę trudno usiedzieć w miejscu. A finał z udziałem chórzystów po prostu wbija w fotel. Czysta magia.

    Jeśli ktoś jeszcze nie został całkowicie pochłonięty przez tę muzykę, to przy kolejnym nagraniu już się nie obroni. 'A Salty Dog'. Co mogę napisać: jedno z moich ulubionych nagrań Procol Harum. 'All hands on deck, we've run afloat! I heard the captain cry: explore the ship, replace the cook: let no one leave alive!' Piękne, choć ponure nagranie, a partie smyczków dodatkowo podkreślają smutek płynący z tej opowieści: 'we sailed for parts unknown to man, where ships come home to die, no lofty peak, nor fortress bold, could match our captain's eye...' Ostatnim nagraniem na pierwszej stronie płyty winylowej jest 'All This and More', w którym orkiestra symfoniczna gra nieco spokojniej, prym za to wiodą chórzyści.

    Jakby komuś jeszcze było mało, na płycie jest jeszcze suita 'In Held 'Twas In I', zajmująca w oryginale drugą stronę winyla. Utwór ten wypadł fantastycznie już w wersji oryginalnej na 'Shine On Brightly', ale ta wersja bije oryginał na głowę. Trudno opisać, co się tu dzieje, trudno też oddać emocje, jakie towarzyszą słuchaniu tego dzieła. Nie będę się więc porywał z motyką na słońce. Powiem tylko, że gdzieś tak w połowie utworu trudno się oprzeć, by nie zacząć dyrygować niewidzialną orkiestrą, a to co się dzieje w ostatniej części suity, 'Grand Finale', to już absolutne muzyczne katharsis. Poprzestanę na tym, by nie popaść w grafomanię :-). 'Well my son, life is like a beanstalk, isn't it?'.

    Opórcz utworów podstawowych, na remasterze z 2009 roku można też znaleźć singlowy 'Luskus Delph', oraz dwa nagrania zarejestrowane w trakcie prób, czyli 'Simple Sister' i 'Shine on Brightly'. Ja najbardziej lubię 'Simple Sister' (pochodzące z płyty 'Broken Barricades'), dowodzące, że w rytmiczne, bluesowe nagranie też można bardzo udanie wpleść partie symfoniczne.

    A właśnie: remaster. Nie mogę pominąć doskonałej jakości cyfrowo oczyszczonych utworów. Wykonano naprawdę kawał dobrej roboty: nagrania brzmią bardzo przestrzennie, słuchacz czuje się, jakby faktycznie siedział na widowni wśród szczęśliwców, którzy mogli wysłuchać tego koncertu na żywo.

    'Live in Concert with the Edmonton Symphony Orchestra' to wielka płyta. Nie można nie znać!
    5/5

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version