ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Hansson, Bo
Ur Trollkarlens Hatt
(1972, album studyjny)

1. Storstad (11:28)
2. Elidor (1:35)
3. Före regnet (1:30)
4. Fylke (1:52)
5. Sluttningar (Lek i nedförsbacke) (1:45)
6. Findhorns sång (1:37)
7. Uppvaknande (2:47)
8. Vandringslåt (3:16)
9. Solen (Parallellt eller 90 grader) (7:14)
10. Utflykt med förvecklingar (3:29)
11. Delad verklighet (6:20)

dodatkowo na wydaniu CD:
12. Vals i Gryningen (5:51)
- Bo Hansson ( Organ, Moog, Mellotron, Bass, Guitar )
- Bobo Stenson ( Electric Piano )
- Gunnar Bergsten ( Saxofon )
- Kenny Håkansson ( Guitar )
- Owe Gustavsson ( Upright Bass )
- Pelle Ekman ( Drums )
- Rune Carlsson ( Congas, Drums )
- Sten Bergman ( Flute )
Wyświetlony 4116 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Aleksander Król poniedziałek, 10 grudzień 2012 15:59 napisane przez Aleksander Król

    Dwa lata po debiucie, Bo Hansson „dołożył do pieca” coś na kształt drugiej części . „Kapelusz czarodzieja” miał nawiązywać klimatem i tematyką do Władcy Pierścieni. Ale nie nawiązał…. Owszem, powstała płyta również bardzo dobra, miejscami wręcz porywająca, ale zniknęła magia , klimat i duchowość. Zniknęła atmosfera baśni… Tym nie mniej jest to płyta bardzo dobra, jedna z niewielu, które stworzyły legendę skandynawskiego progresu lat 70-tych. W odróżnieniu do „jedynki” tu już są świetne solówki, zarówno gitarowe jak i klawiszowe, są doskonałe „pomysły” , zmiany rytmu, tempa i klimatu. Są też bardzo dobre linie melodyczne i odważne wycieczki w stronę improwizacji niemal jazzrockowych… To naprawdę bardzo dobra muzyka, i bardzo dobra płyta, tylko niefortunnie reklamowana jako „druga część” genialnego SAGAN om RINGEN. Muzycznie jest nawet ciekawsza, lepiej zaaranżowana i zdecydowanie lepiej nagrana. Doszedł drugi klawiszowiec, doszedł zawodowy gitarzysta i całkiem sprawny perkusista… Efekty musiały przyjść. Mamy tu 11 utworów, 46 minut muzyki. Znów pięknej, delikatnej , klimatycznej, czysto instrumentalnej, niemal ilustracyjnej… Obie płyty Bo Hanssen’a często były porównywane do wczesnych osiągnięć Oldfield’a. O ile jednak w muzyce Mike’a było wiele ciepła liryki irlandzkiej, która była „motorem handlowym” tych płyt , to u Bo była surowość i chłód Północy, niezrozumiane przez ówczesną Europę…. Dopiero dziś, mając możliwość poznania, doceniamy te płyty tak jak na to zasługują…. Oczywiście moim, jak zwykle, cholernie subiektywnym zdaniem…

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version