ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Procol Harum
Something Magic
(1977, album studyjny)

1. Something magic (3:34)

2. Skating on thin ice (4:46)

3. Wizard man (2:30)

4. The mark of the claw (4:37)

5. Strangers in space (6:02)

6. The worm and the tree (18:35)

Part one: Introduction / Menace / Occupation

Part two: Enervation / Expectency / Battle 

Part three: Regeneration / Epilogue


Czas całkowity - 40:04
- Gary Brooker / lead vocals, piano
- Chris Copping / bass 
- Mick Grabham / guitars
- Keith Reid / words
- Peter Solley / Farfisa organ, synthesizers
- Barrie James Wilson / drums
Wyświetlony 4834 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Michał Jurek czwartek, 07 kwiecień 2011 19:21 napisane przez Michał Jurek

    Po nagraniu nieudanego albumu Procol's Ninth zespół raz jeszcze podjął próbę, by utrzymać swoje miejsce na progrockowej scenie. Doszło do kolejnego przetasowania składu: Chris Copping powrócił na etat basisty, natomiast za organami i syntezatorami zasiadł Pete Solley, ceniony muzyk sesyjny. Panowie z Procol Harum nie bardzo wiedzieli jednak, jak się zabrać do nowego albumu, więc pojechali go nagrywać do studia w Miami na Florydzie, które wsławiło się produkcją płyt m.in. The Eagles czy Bee Gees. Procole nagrali tam 16 piosenek licząc na to, że amerykańscy producenci nadadzą im nieco przebojowego sznytu. Nic z tego jednak nie wyszło. Amerykanie nie wiedzieli, co zrobić z kompozycjami, które Procol Harum im zaprezentowali, podejrzewam zresztą, że w ogóle nie wiedzieli, z jakim zespołem mają do czynienia. I stwierdzili, że z przygotowanego przez zespół materiału nic się nie da zrobić (czytaj: nici z czołówki list przebojów).

    Mimo oporu producentów, zespołowi udało się ukończyć album. W efekcie powstała płyta nawiązująca do symfonicznych, art rockowych korzeni zespołu, tyle że zawierająca muzykę poddaną jednak pewnemu liftingowi. Something Magic? No, aż tak dobrze to nie jest, jednak trochę magii ze starszych płyt Procol Harum udało się przywołać.

    Album zaczyna się całkiem zgrabnym utworem tytułowym, okraszonym energetycznymi zagrywkami orkiestry symfonicznej. Gary Brooker całkiem ładnie gra na fortepianie, a nagranie rzeczywiście wdzięcznie odwołuje się do procolowego dorobku. Pięknie zaczyna się robić w następnym Skating on Thin Ice, lirycznie i melancholijnie wyśpiewanym przez Gary'ego Brookera:
    'You were the player
    and you played it cool
    I was the stranger
    and I played the fool'
    Nagranie broni się fajnymi zmianami tempa i wdzięcznymi chórkami. Niestety, następny Wizard Man jest całkowicie bezbarwny. Ot, pop-rockowe nagranko, z oszczędną gitarą, obficie okraszone syntezatorową watą. Nic szczególnego. Jakoś mnie nie dziwi, że właśnie je wypchnięto na singiel, a jeszcze bardziej mnie nie dziwi, że żadnego sukcesu nie odniosło. Na szczęście The Mark of the Crawl to już inna para kaloszy. Ostrzejsza partia gitary przeplatana wejściami fortepianu i rytmiczny, niemal skandowany tekst przez Brookera. Trzyma poziom. A jeszcze lepiej jest w następnym Strangers in Space. Śliczne, melancholijne, nieco psychodeliczne nagranie, z urokliwymi organowymi wstawkami i kosmicznymi pogłosami może zapaść w pamięć.

    I wreszcie The Worm & the Tree: wspaniała, trzyczęściowa, blisko dwudziestominutowa suita. Początkowe kilka minut pierwszej części suity z przepiękną fortepianową partią i delikatnie budzącą się do gry orkiestrą to mój ulubiony fragment z tej płyty. A potem już pojawia się Gary Brooker, który... nie, nie śpiewa, ale recytuje tę filozoficzną przypowiastkę o życiu, śmierci i odrodzeniu. Pobrzmiewają tu echa In Held Twas In I, ale to, niestety, se już ne wrati. Zespół gra tak, jakby miał tego świadomość, z pasją snując muzyczną opowieść. W drugiej części suity orkiestra początkowo ustępuje pola zespołowi, dzięki czemu pan Solley może sobie poszaleć na syntezatorach, ale orkiestra szybko powraca, ładnie uzupełniając rozbudowane gitarowe solo. A w trzeciej części gary Brooker kończy opowieść o losach drzewa i rosnącego w nim robaka. I jeszcze tylko smyczkowe partie, i fortepian, i brzdęki harfy, i organy. I morał:
    'Now years may have passed since the tale I have told
    Yet the truth of this story does still seem to hold
    Although from a great tree a small worm may grow
    That eats it with poison and tortures its soul
    The worm can be killed yet the tree be not dead
    For from the roots of the elder a new life will spread'

    Procol Harum nagrali całkiem niezłą płytę, tylko nie trafili we właściwy moment. To był w końcu już 1977 rok, rock symfoniczny wychodził z mody i na taką muzykę po prostu nie było zapotrzebowania. Płyta przepadła i została wręcz zmiażdżona przez krytyków. Zespół ruszył jeszcze w trasę koncertową, ale gdy w USA przyszło mu otwierać koncerty Supertramp, miarka się przebrała i Procol Harum rozpadli się na kilkanaście ładnych lat.
    A szkoda. Trzeba bowiem przyznać, że mimo upływu lat Something Magic wciąż słucha się bardzo przyjemnie. Warto po tę płytę sięgnąć, choćby dla tytułowej suity, która wciąż jest fascynującym dowodem na to, że Procol Harum jak nikt potrafili wypełnić muzyczną treścią termin 'rock symfoniczny'.
    4/4

    P.S. Na remasterze znajdziemy też klika nagrań dodatkowych. Na wersji, którą dysponuję, dodano klawinetowy Backgammon, oryginalnie wydany na stronie B singla Wizard Man oraz dwa nagrania zarejestrowane na żywo: You'd Better Wait i This Old Dog. Nieco dziwne to dodatki. Backgammon brzmi bardzo fajnie, tylko aż ocieka syntezatorami i w ogóle nie pasuje do stylu Procol Harum. A This Old Dog to wręcz country ze skrzypcami niczym z wiejskiej potańcówki. Najlepiej z tego grona wypada You'd Better Wait - stylowe i melancholijne, ze smutno-pięknym wokalem Brookera.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version