ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Morse, Neal
Momentum
(2012, album studyjny)

1. Momentum (6:25)
2. Thoughts Part 5 (7:51)
3. Smoke and Mirrors (4:38)
4. Weathering Sky (4:15)
5. Freak (4:29)
6. World Without End (33:39)

Czas Całkowity: 61:17

Neal Morse / keyboards, guitars, vocals
Randy George / bass
Mike Portnoy / drums

Wyświetlony 3244 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Ola Dudziak czwartek, 20 wrzesień 2012 08:08 napisane przez Ola Dudziak

    Artysta znany towarzystwu, zapewne z wielu występów w grupach takich jak Spock’s Berd oraz Transatlantic, tworzący od lat kompozytor, mający za sobą współpracę z rzeszą fantastycznych muzyków, choćby ze Stevem Hackettem , Mickem Portnoy, Randy Georgem jak zwykle zniewala świeżością pomysłów. Wraz z zespołem przygotował małą ucztę dla duszy - bo tu treści naprawdę potrafią ją dobrze niekiedy nakarmić.
    Perkusyjna stopa, atakiem popartym serią pasaży klawiszy (w które wprzęga się trzepot kotłów) otwiera drzwi odważnym decyzjom i skłania do podjęcia nowych życiowych wyzwań...
    Pogodnie, dynamicznie i jasną wibracją-odczuwalną choćby poprzez wybrzmiewającą w pałeczkach perkusisty swobodę i pewność- zabrzmiały pierwsze sekundy odpakowujące krążek...
    I juz odbija sie od duszy echo entuzjazmu, pobrzękują w niej słowa: Światła ulicy Cię oślepiają a twoje jutro wkrótce będzie dniem wczorajszym...
    Wokal, według mojego subiektywnego odczucia, dykcją i w ogólnym wrażeniu zbliżony jest w klimacie do collinsowskiego tonu, jednak posiada nieco bardziej sentymentalny i ciepły wyraz...
    Lekko filmowa atmosfera zaznacza się przez partie chóralne klawiszy i akcenty basowej gitary, ściśle zaplanowane w czasie - jak gdyby dyrygent unosił dłonie? Ciężkie podbicie gitar wdraża nas w postawę walki o dziś tu i teraz.. I tu nagle zaglądam na tytuł kawałka brzmi: Momentum... Zatem wszystko sie zgadza: Carpe Diem kochani...
    Perkusja to galopuje to znów ściąga wodze, by akcentrycznie podporządkować sie „warunkom atmosferycznym”.
    Ekspansywnie miarowe uderzenia kotłów i stopy unoszą nas by po chwili nagłej , świat złagodniał i stanął w miejscu?
    To tak, jakby ilustrowali właściwości czasu owej chwili, jej względność i zmienną odczuwalność...
    Jak na skrzypcach pomykają niczym smyczkiem uderzane dźwięki gitary, takież brzmienie wydobywając spod palców lub też zadziwiająco podobne...
    Flengerowe brzmienie klawiszy w przewrotach i pasażach równoległe do gitarowych harmonii, to Eldorado zdobywców – to ich swiat...
    Ci ludzie wiedzą, po co i dla kogo grają , pociągają za sobą nie tyko progresywną i rockową publikę...
    Już słychać: Thoughts part Orkiestra stroi smyki a tu ostre i agrsywne pociągnięcia strun - gitarowe grzmoty- rozdzierają kurtynę uchylając rąbek tajemnicy.
    Przez strefę ciszy przebija ściana męskich chórków, flengerowym efektem podpartych, które to pięknie komponują się z riffami gitar. Chwilami jedynie w całości gry ujawnia się lekko queenowy klimacik, lecz jest w tym więcej szaleństwa kompozycyjnego i swobody jak również łączenia motywów muzycznych, wypełnionego ogromem zabawy artykulacją.
    Teatralne zagrywki, gra aktorska i sceniczny wizerunek przebijają z przestrzeni tego, co chłopaki grają...
    Odczuwalne jest melodyjne zestawienie świetlistych nut z zacienionymi. Mnóstwo w przestrzeni dramaturgii i kontrastujących ze sobą płaszczyzn muzycznych, a i nic w tej grze świateł nie jest monochromatyczne...
    3. Zaczyna się: Smoke and Mirrors - Świszczące struny, drobne akustyczne szmery, zdradzają fakt, jak czule ludzka dłoń przekazać nam potrafi, szepcząc sobie cichutko, iż słuchać się warto, tego co serce nam dyktuje...
    Łagodny głos wydobywa nostalgiczną myśl...O światach i lądach o rękach ludzi, co zmieniają Świat, by i tak wkrótce umrzeć ...
    O iluzji duszy mówią te dźwięki, co krwawe łzy wydobywa by w lustrach dymu odbić się, by nas łudzić i zwodzić niekiedy ze ścieżek ducha co się jeszcze w nas nie narodził?- to moje domysły poniekąd...lecz tak chcę to rozumieć co słyszę, puszczając wodze wyobraźni…
    Niewolnicy grzechu zabawiają się prawdą wróżąc z dymów i pyłów resztek tego świata? Czy tak? W naszych duszach jest jednak nadzieja... Posłuchajcie słów, bo dla nich te wieńce dźwięków utkane, by zwrócić uwagi naszej tor ku brzegom myśli naszych, znanym jedynie podświadomości...
    4. Weathering Sky - Efekty syntezatora, ze strun głosowych śmiem twierdzić biegnące, żartobliwie wprowadzają w nastrój dość intrygujący... Wesołe frazy gitarowe oswobodzone z perkusyjnych orbit, wsiąkają w miękki dywan utkany chóralnym motywem odważnych męskich głosów. Tak brzmi czwarta już kompozycja z płyty...
    5. Freak - Ów utwór trudno opisać. Jakże pozytywnie i nowatorsko brzmieniowo się rozgrywa. Pięknie i prostolinijnie zbudowane... i przeplatające się wątki akompaniamentu pomagają skupić uwagę na przekazie tekstowym...
    Może anioły przechadzają się pomiędzy nami - słyszymy... Kompozycja ta jest moją ulubioną na płycie... Opisuje choćby to zjawisko, o którym mowa w Biblii: pouczeni tam jesteśmy o gościnności, jako że goszcząc, nie wiedzieć możemy nawet, iż aniołów gościliśmy… Utwór ogromnie pozytywnie brzmi i odbiór jego otwiera na jasne strony naszego własnego intymnego świata …nie wszystkie treści jednak są dla mnie jasne… Każdy wyciągnie zapewne wnioski dla siebie. Z pewnością to jest piękno muzyki i poezji w niej zawartej...czyż nie?
    6. World Without End - Pięknie i jasno dzwoneczkami i melodią bajkową nieco, zdaje się kilka kurtyn odsłaniać utwór 6-ty na płycie- nim padnie pierwsze muzyczne zdanie. Po chwili spada na nas lawina kotłów i delikatne akordy piana, w tle miarowego nieco tępego, celowo, beatu, wprzęgając zastępy gitarowych pasaży... Słychać pytanie i w wkrótce na nie, muzyczną odpowiedź... Rozpoczyna się dialog klawiszy z gitarowo perkusyjnym duetem... Znów kotary w ruch i kolejne akty sztuki odegrane są z iście aktorskim zamysłem…
    Utwór ten miękko, melodyjnie raz już kończąc się, to znów zaczynając, kołysze nasze zmysły, wprawiając w pogodny nastrój...
    Tak już kończy się muzyczna historia rodem z teatru muzycznych krajobrazów...
    Sami możecie przekonać się jak wiele światów otwiera muzyka, tym którzy nie szczędzą jej przestrzeni w swoim życiu, a zespół dał z SIEBIE co najlepsze, krążek jest godny polecenia zwłaszcza tym, którzy cenią lotny umysł i posłuszne serce artystów, chcących czegoś więcej od dźwięków, niż tylko progresywnej stylistyki... Polecam - kawał dobrej roboty!

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version