ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Genesis
And Then There Were Three...
(1978, album studyjny)

And Then There Were Three...
Oceń ten artykuł
(390 głosów)

01. Down And Out - 5:24
02. Undertow - 4:45
03. Ballad Of Big - 4:48
04. Snowbound - 4:28
05. Burning Rope - 7:09
06. Deep In The Motherlode - 5:12
07. Many Too Many - 3:30
08. Scenes From A Nights Dream - 3:29
09. Say It's Alright Joe - 4:19
10. The Lady Lies - 6:04
11. Follow You, Follow Me - 3:59

Czas całkowity - 53:07

- Phil Collins - wokal, perkusja
- Tony Banks - instrumenty klawiszowe
- Mike Rutherford - gitara basowa, gitara

Wyświetlony 10332 razy

Media

1 komentarz

  • Link do komentarza Gacek poniedziałek, 12 maj 2008 19:06 napisane przez Gacek

    Po odejściu Gabriela z zespołu panowie Collions, Banks, Hackett i Rutherford zaskoczyli wszystkich bardzo ciekawym i klasycznym albumem A tick of a tail. Przy okazji zatykając gębę dziennikarzom siejącym durne pogłoski o schyłku zespołu. Później nadszedł genialny Wind & Wuthering i... nagle odszedł Hackett. Skończyła się progresywna - złota era genesis. Trzeba jasno powiedzieć to nie Peter Gabriel był kluczową postacią, która decydowała o tym w którą stronę idzie muzyka zespołu. Był nią bardziej Hackett. Pozbywając się jego muzycy mogli już spokojnie wspiąć się na szczyty list przebojów.
    And Then There Were Three... to pomomo braku Steva krążek (jeszcze) zaskakująco ciekawy. Już sama okładka robi wrażenie i pasuje idealnie do zawartości muzycznej dzieła. Panowie grają tutaj nieco uproszczoną wersję muzyki z wcześniejszych płyt, jednak równie ciekawą, klimatyczną i tajemniczą. Dominują trochę mniejsze formy - utworów jest bowiem 11.
    Down And Out wyłania się jakby z mgły i przechodzi w żywszy rockowy utwór. Brakuje tutaj trochę Hcketta... ale muzyka płynie nadal. Kolejny utwór to bardzo ładnie odśpiewany przez Collina spokojny i delikatny Undertow. Momentami robi się bardzo ciekawie, jak za dawnych złotych czasów, jednak najleprze kompozycje przed nami. Ballad Of Big znów zaczyna się delikatnie po czym przechodzi w dość nieskomplikowany acz nadal progresywny utwór opowiadający historię szeryfa Jima. Snowbound to świetny, lekko balladowy i chwilami oniryczny utwór. Rozpoczyna on najciekawszą - środkową część płyty. Burning Rope to najdłuższy i chyba najbardziej udany utwór na płycie. Rozwija się dość spokojnie dążąc do nagłego wybuchu w postaci genialnego sola Mike Rutherforda... Zastąpić Hacketta to rzecz trudna-o ile w ogóle możliwa ale to solo naprawdę robi wrażene. Nie jest to może jakieś odkrycie ani pokaz biegłości w poruszaniu się po gryfie ale pasuje idealnie do muzyki. Pan Rutherford jednak potrafi! Deep In The Motherlode to kolejny klasyczny genesisowy numer. Zaczynający się klawiszowym motywem by około połowy przejść do lekkiego wyciszenia, stary chwyt zespołu. Many Too Many zaczynają dzwięki fortepianu, do których po chwili dochodzą smutne odgłosy wydawane przez gitare Rutherforda. Naprawdę świetny utwór kończący się ponownie solówką Mike`a. Kolejny kawałek to Scenes From A Nights Dream, tym razem jest to wesoła opowieść o snach małego Nemo. Say It's Alright Joe zaczyna się tajemniczo, od wyciszenia po czym następuje nagłe ożywienie i znów spokój. Bardzo nastrojowa i wciągająca kompozyca. The Lady Lies to kolejny dłuższy utwór na płycie. Słychać chyba świadome nawiązanie do ery Gabriela. Już sam tekst przenosi nas w odległe czasy, do lasu gdzie rycerz ratuje tajemniczą księżniczkę... co dalej? Proponuje posłuchać. Kawał dobrej roboty. Ostatni utwór to Follow You Follow Me. Nic specjalnego ot zwykły melodyjny, popowy acz mogący się spodobać utwór nie bardzo pasujący do abitnej i jeszcze dość progresywen całości.
    And Then There Were Three... to chyba ostatnia wielka płyta genesis. Jest tutaj duuużo dobrej, troszeczke uproszczonej progresywnej muzyki jak i mały przebój. Od tego krążka panowie powoli zaczną zapominać do czego służą instrumenty. Z wolna zaczną znikać gitarowe solówki, a perkusyjne popisy Phila zamienią się w jednostajny, papkowaty rytm. Ale nie ma co narzekać w tym 'rozkroku' pomiędzy starym a nowym panowie nagrali bardzo udany, tajemniczy i niewątpliwie ambitny album. I nie ma tutaj problemów typu... to solo moigło by się skończyć 15 minut temu. Muzyka jest jedną wielką całością i nawet okładka pasuje do tego konceptu. Warto dać szansę tej muzyce.

    Ocena: *****

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version