ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Genesis
A Trick of the Tail
(1976, album studyjny)

A Trick of the Tail
Oceń ten artykuł
(1212 głosów)

01. Dance On A Volcano - 5:53
02. Entangled - 6:28
03. Squonk - 6:27
04. Mad Man Moon - 7:35
05. Robbery, Assault & Battery - 6:15
06. Ripples - 8:03
07. A Trick Of The Tail - 4:34
08. Los Endos - 5:46

Czas całkowity - 51:06

- Phil Collins - wokal, perkusja
- Tony Banks - instrumenty klawiszowe, gitara akustyczna, dodatkowy wokal
- Steve Hackett - gitara, dodatkowy wokal
- Mike Rutherford - gitara basowa, gitara akustyczna

Wyświetlony 12327 razy

2 komentarzy

  • Link do komentarza Bartek Kieszek czwartek, 21 sierpień 2008 02:59 napisane przez Bartek Kieszek

    Gdy w 1975 roku Peter Gabriel opuścił Genesis, wiele osób postawiło na zespole krzyżyk. Mało kto wierzył iż grupa podniesie się po tym ciosie i będzie jeszcze w stanie nagrać kolejny, znakomity album....Album który na nowo obudziłby pokładane w muzykach nadzieje. Prasa, szczególnie brytyjska prześcigała się w zapewnieniach o rychłym końcu Genesis. Wszystko wydawało się więc być już przesadzone.
    I właśnie wtedy managment grupy ogłosił iż zespół znalazł nowego wokalistę. Chociaż znalazł nie jest tutaj chyba odpowiednim słowem, bowiem za mikrofonem stanął stary znajomy czyli Phil Collins, który do tej pory pełnił funkcję perkusisty grupy. Nie można oczywiście zapomnieć, iż śpiewanie to dla Collinsa nie była pierwszyzna-jego głos pojawiał się już w kilku nagraniach Genesis jak choćby For Absent friends ( z Nursery Cryme) i More fool me ( z Selling England). Do tego Phil niemal zawsze udzielał się w chórkach tworząc z Gabrielem znakomite harmonie wokalne. Teraz jednak tylko od niego zależało czy zespół przetrwa czy też pogrąży się w otchłani zapomnienia. Trzeba przyznać iż zadanie przed nim postawione było nad wyraz trudne- jednak nie niewykonalne. I Phil poradził po mistrzowsku. Jego głos dodał muzyce Genesis niesamowitej siły i mocy, przenosząc ja na zupełnie inny poziom. Obdarzony o wiele większą skalą niż Peter Gabriel, sprawił iż dopiero teraz członkowie zespołu mogli w pełni rozwinąć skrzydła tworząc kompozycje o wiele bardziej skomplikowane rytmicznie niż to było do tej pory.( oczywiście z całym szacunkiem dla Gabrysia).
    Trick of a tail rozpoczyna się naprawdę mocnym uderzeniem- najpierw słyszymy ciche dźwięki gitary Stevea Hacketta, by zaraz potem zostać zaatakowani przez monumentalne wejście całego zespołu. Dance on a Volcano bo tak nazywa się pierwsza kompozycja to rzeczywiście prawdziwy wulkan energii- jest w tym numerze wszystko czego oczekiwalibyśmy od Genesis : czyli nagłe zmiany tempa, znakomita praca sekcji rytmicznej i świetny wokal Collinsa, nie wspominając o absolutnie odlotowych klawiszach Banksa...
    Tak trzeba przyznać iż Dance on a volcano to rewelacyjny opener....ale dalej na płycie jest jeszcze ciekawiej. ...ciekawiej i przede wszystkim piękniej...No bo weźmy następny na albumie Entangled- to chyba jeden z najcudowniejszych numerów jakie Genesis kiedykolwiek skomponowali. Prześliczna gitara akustyczna i ten niesamowity podkład melotronowy w drugiej części tego fragmentu...naprawdę można się rozmarzyć.....
    Ten oniryczny, nieco senny nastrój pęka jednak jak bańka mydlana, gdy rozpoczyna się kolejny rozdział Sztuczki z ogonkiem czyli Squonk- mocny, dynamiczny i rockowy numer sprowadza nas na chwile na ziemię ale tylko na niecałe 6 minut bo zaraz potem ciche dźwięki fortepianu znów przenoszą wszystkich wielbicieli muzycznych pejzaży, do zupełnie innego świata. Mad man moon bo tak nazywa się kolejna kompozycja wprost porywa swoim ukrytym pięknem i prawdziwie marzycielskim klimatem....a do tego jeszcze te klawisze w środku numeru i zaraz potem głos Collinsa....arcydzieło.
    Druga część płyty zaczyna się od następnego dynamicznego fragmentu zatytułowanego
    Robbery, Assault & Battery. To już prawdziwa jazda bez żadnych ograniczeń: porywający refren w znakomity sposób wkomponowany w niezwykle trudny do utrzymania rytm. A do tego jeszcze ta instrumentalna improwizacja w środku przywodząca na myśl jazzowe korzenie Collinsa.
    Po tej kompozycji przychodzi czas na prawdziwe wytchnienie od tych szaleńczych kanonad dźwięków, bo oto przed nami trzecia ballada na płycie czyli Ripples. To z pewnością najbardziej poruszający fragment albumu- głos Collinsa jest tu przepełniony takim smutkiem i nostalgią iż łzy same napływają do oczu. Saaail aaaawaaaay, aaawaaay- śpiewa Phil a my już biegniemy do sąsiedniego pokoju po komplet chusteczek......nie można oczywiście zapomnieć o niesamowitym dialogu gitary i fortepianu w drugiej części kompozycji- Hackett z Banksem tworzą tu tak piękna atmosferę że chciało by się roztopić w tej muzyce by na zawsze już być połączonym z tym dźwiękowym absolutem....
    Po tak cudownej uczcie jaką jest Ripples dochodzimy do nagrania tytułowego- najbardziej przebojowego fragmentu płyty ze znakomitym tekstem Banksa o pewnym rogatym Stworzeniu ze Złotego Miasta.
    No a na samym końcu czeka na nas monumentalne Los Endos- prawdziwie jazz-rockowa kompozycja ze znakomitą grą na perkusji w wykonaniu Collinsa. Warto tu wspomnieć iż do dzisiaj ta właśnie kompozycja zamyka koncerty grupy. A do tego jeszcze ukryte przesłanie do Petera Gabriela czyli słowa kończące ten numer: theres an angel standing in the sun, free to get back home...( uważni słuchacze znajdą tu odniesienie do słynnego Suppers ready).
    Podsumowując A trick of a tail to z pewnością jeden z dwóch najlepszych albumów ( Obok Selling England...) w historii Genesis. Muzycy nie tylko w znakomity sposób przetrwali odejście tak charyzmatycznego wokalisty jakim był Gabriel ale do tego jeszcze nagrali naprawdę ponadczasowy materiał.
    5 gwiazdek

  • Link do komentarza grzegorz wiśniewski czwartek, 21 sierpień 2008 02:59 napisane przez grzegorz wiśniewski

    Dla mnie nie byloby A trick of the tail bez tej perły wśród perełek bez Ripples utworu przy którym przyjemny dreszcz melancholii wdziera się w moją świadomość i zostaje tam na bardzo długo.
    Bardzo dobrze że zespół poradził sobie bez Gabriela,że Collins staną na wysokości zadania,że krytycy znowu nie mieli racji,że zespół stając wręcz w obliczu tragedii /odejście Petera/ nie załamał sie i nagrał plytę - plytę jedną z najlepszych w swej karierze.
    Więc ładnie grali Panie Doktorze!

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version