ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Dewa Budjana
Dawai In Paradise
(2013, album studyjny)

1. Lalu Lintas (7:44)
2. Gangga (5:53)
3. Masa Kecil (4:38)
4. Kromatik Lagi (5:52)
5. Back Home (5:47)
6. Malacca Bay (10:37)
7. Kunang Kunang (6:36)
8. Caka 1922 (5:52)
9. Rerad Rerod (5:09)
10. On The Way Home (5:55)
11. Dancing Tears (5:59)
12. Devananda (2:47)


- DEWA BUDJANA: electric, acoustic & synth guitar
- SHADU RASJIDI: bass (Tracks 1, 2, 4 & 6)
- SANDY WINARTA: drums (Tracks 1, 2, 4 & 6)
- SAAT SYAH: suling bamboo flute (Tracks 3, 5, 9, 10 & 11)
- INDRA LESMANA: keyboards (Tracks 5, 10 & 11)
- IRSA DESTIWI: piano (Track 2)
- ADE IRAWAN: piano (Track 6)
- KRISHNA BALAGITA: keyboards (Track 7)
- BINTANG INDRIANTO: drums (Tracks 7 & 8)
- RISHANDA SINGGIH: bass (Track 3)
- RONALD FRISTIANTO: drums (Track 3)
- ARIE AYUNIR: drums (Track 7)
- DEVA & DAWAI: vocals (Tracks 3 & 9)
- VINOD GANGANI: vocals (Track 2)
- SOPHIA LATJUBA: vocals (Track 2)
- UBIET: vocals (Track 6)
- ONI & HELMI: violin (Track 8)
- SURTI: viola (Track 8)
- WAVAN: violoncello (Track 8)
- AMINOTO KOSIN: strings arrangement (Track 8)
oraz:
- DAVE CARPENTER: bass (Tracks 5 & 9)
- PETER ERSKINE: drums (Tracks 5, 9, 10 & 11)
- REGGIE HAMILTON: bass (Tracks 10 & 11)
- HOWARD LEVY: harmonica (Track 9)

Wyświetlony 4265 razy
Inne albumy wykonawcy: Joged Kahyangan »

1 komentarz

  • Link do komentarza Konrad Niemiec poniedziałek, 15 kwiecień 2013 15:07 napisane przez Konrad Niemiec

    Kocham dobrego jazz-rocka. No lubię jak ludziska z głową wymiatają na instrumentach. Tak już mam.
    Na tą płytę ostrzyłem sobie zęby, bo po pierwsze już raz recenzowałem płytę z Indonezji i byłem mile zaskoczony, a po drugie kiedy zobaczyłem że wśród muzyków jest Peter Erskine, stwierdziłem, że tak znakomity pałker nie może grać z byle kim...
    Uzbrojony w takie oczekiwania siadłem za sprzętem i odpaliłem wzmacniacz. Zaczęło się sennie, ale tylko przez kilkadziesiąt sekund. potem zmienili tempo, ciężar i zaczęło się. Kapitalny utwór otwierający płytę zwiastujący ciężkiego jazz-rocka nastroił mnie na ekstremalne doznania...
    A tu - zaskoczenie. Kolejne kawałki to kolejne elementy układanki, lecz w jakże różnych kolorach. Na przykład utwór szósty to jakby miejscami kołysanka w formie walczyka z akustyczną gitarą, przechodząca w skomplikowane unisona i biegniki... Musiałem przesterować odbiór na szersze spektrum. I tak już zostało.
    Płyta jest kapitalna. Muzycznie zaś może być odbierana jako niespójna i dlatego jeśli ktoś oczekuje ciągłego walenia w bębny to się rozczaruje. Nie ma tutaj także ciągłej ostrej sfuzowanej gitary...
    A co jest?
    Jest bogactwo dźwięków i klimatów. Bardzo sprawny gitarzysta Dewa Budjana zaaplikował nam tu podróż przez 11 lat swoich poszukiwań. To tłumaczy różnorodność, którą niektórzy mogą właśnie zakasyfikować jako niespójność. Płyta powstawała bowiem w okresie 11 lat (lata 2000-2011), z czego 7 kompozycji to utwory nagrane w latach 2000-2005, a pięć pozostałych to efekt pracy w 2011 roku. Całość została zmiksowana w roku 2011. Stąd różne składy i klimaty. Stąd Peter Erskine pojawiający się w kilku utworach i cała rzesza różnych muzyków, którzy pozostawili trwały ślad przy nagrywaniu tej płyty. Od razu należy dodać, że muzycy znakomici. Wszelkie improwizacje to światowy poziom. Aranż znakomity, piękne wokalizy, plany...
    Więc skąd się wziął ten talent Budjana?? Co to za człowiek??
    Okazało się, że to gitarzysta z długoletnim stażem, grający z wieloma wielkimi jazzmanami tego świata, a oprócz tego leader najbardziej znanego Indonezyjskiego zespołu pop-rockowego - Gigi, który w ciągu 19 lat działalności sprzedał w milionowych nakładach ponad 20 swoich wydanych płyt...
    Dla nas to odległe lądy, ale kiedy dociera do nas taka płyta, to okazuje się, że świat staje się mniejszy. Wszyscy mówimy podobnym językiem sztuki, która jest internacjonalna i zrozumiała dla wszystkich.
    Moje debeściaki to utwory 1, 6 i 11, które w sumie stanowią czasowo prawie połowę płyty...
    Ale to moja wielka trójka. Myślę, że każdy z Was dokona osobistego wyboru, bo to płyta do której warto wracać, a ostatnio odkryłem także, że może grać w aucie, choć kompletnie podkładowa to ona nie jest.
    Naprawdę kawał wspaniałego jazzu i rocka z końca świata...

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version