ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Dewa Budjana
Surya Namaskar
(2014, album studyjny)

1. Fifty  (7:28)
2. Duaji & Guruji  (6:55)
3. Capistrano Road  (5:32)
4. Lamboya  (6:16)
5. Kalingga  (9:07)
6. Campuhan Hill  (5:30)
7. Surya Namaskar  (7:45)
8. Dalem Waturenggong  (7:20)


DEWA BUDJANA: electric and acoustic guitars
JIMMY JOHNSON: bass guitar
VINNIE COLAIUTA: drums
oraz:
GARY HUSBAND: synthesizers (1)
MICHAEL LANDAU: electric guitar solos (7)

Wyświetlony 3075 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Konrad Niemiec wtorek, 08 kwiecień 2014 19:42 napisane przez Konrad Niemiec

    Już dawno nic tak nie wbiło mnie w fotel.
    Na tą płytę czekałem od jesieni 2013, kiedy to pojawiła się w zapowiedziach MoonJune.
    Jak niedawno pisałem - wdzięczny jestem wytwórni MoonJune za propagowanie muzyki nieoczywistej, nieprostej, wymagającej i dającej radość obcowania. A jeszcze jak się dowiedziałem o ich kontaktach z Gentle Giant to już w ogóle odfrunąłem...
    Ale do rzeczy - czyli do płyty, która spowodowała, że znów zacząłem słuchać. Co prawda robiłem to od zawsze, ale niektóre rzeczy zacząłem już traktować jak muzykę podkładu, przy której mogę robić wiele rzeczy.
    I tak też za pierwszym razem potraktowałem kolejną płytę znakomitego gitarzysty Dewa Budjana.
    Po pierwszym przesłuchaniu - własnie tak "w podkładzie" to co cisnęło się na usta to proste stwierdzenie - dlaczego ta płyta cała nie jest jak pierwszy utwór? Pytanie jest proste - czy tylko tyle we mnie zostało po pierwszym przesłuchaniu?
    Złapałem się na lep marketingu - jak w sklepie przesłuchujesz nową płytę to zaczynasz od pierwszego utworu i ten musi być powalający - szybki, energetyczny (jeśli oczywiście tego oczekujemy po artyście). No i ten pierwszy siedział we mnie, bo co by tu nie mówić to kompozycja znakomita i znakomicie zagrana. Odjazdy tak wspaniałe, że po prostu gęsia skórka się pojawia...
    Ale potem pozwoliłem sobie posłuchać tej płyty "ze zrozumieniem" czyli nie "w podkładzie". Zasiadłem, włączyłem sprzęt i oddałem się słuchaniu. I teraz wiem jedno - dzięki Ci MoonJune za odkrycie u nas TAKICH ARTYSTÓW jak Dewa!!!
    To po prostu rewelacyjny gość. Z wielką muzyczną wyobraźnią, wspaniały technik, świetny kompozytor i wielki muzyk! Poprzednia Jego płyta - "Joged Kahyangan", jakoś mnie nie powaliła, tak jak jeszcze wcześniejsza - "Dawai In Paradise", która była znakomita. Ale to co artysta zafundował nam na "Surya Namaskar" to już klasyka jazz-rocka światowej klasy najwyższej.
    Po prostu - genialna płyta, genialni wykonawcy, znakomite kompozycje i wielkie, wielke przeżycia duchowe!!
    Moje supertypy to oczywiście utwór Fifty, o którym było już wyżej, ale dodać należy, że tam wszystko gra!!! Znakomite improwizacje i brzmienia, solówki, warstwy dźwiękowe. Hard-rock, mięcho, odlot, syntezator, pływająca perkusja Colaiuty, puls, ciarki. Geniusz.
    Ale zaraz po tym jest równie wspaniały "Duaji & Guruji " z niezapomnianym tematem gitarowym, który będzie chodził za Wami tak jak za mną - cały czas. Melodyka połączona z wirtuozerią wykonania. No, tego mi było trzeba.
    Zresztą - muszę napisać jasno - na tej płycie nie ma słabego utworu!!! Nie ma zapychanek!!! Są rasowe kompozycje jazz-rockowe z dużą dozą improwizacji, kapitalnego ciężkiego gitarowego brzmienia, synkopowanej perkusji i niespokojnych basowych pochodów.
    Mój the best - Kalingga. Kompozycja rozpoczyna się jak dawne, sprzed ponad 30 lat klimaty grupy Shakti, w której grał John McLaughlin. Orientalny klimat, brzmienie nieeuropejskie, zapach kadzidełek... Ale potem wchodzimy w fazę odjazdów. Totalna psychodelia. Gitara Budjany wydaje dźwięki jak z najlepszych czasów psychotropowych klimatów końca lat sześćdziesiątych. 9 minut w niebie, unosząc się w oparach zioła....
    Genialne.
    A potem dalej rasowe granie, które dostarcza tyle radości, że po prostu chce się żyć...
    Muzycy..
    Genialni, wszechstronni, słuchający siebie nawzajem, stanowiący jeden organizm - jakby grali ze sobą od lat. Ale to jest miara wspaniałości instrumentalisty.
    A tutaj poza leaderem jest świetny Jimmy Jonhson na basie i mój the best - Vinnie Colaiuta, jeden z najlepszych pałkerów pracujących kiedyś z Frankiem Zappą!! To Vinnie był autorem większości podkładów do wspaniałych solówek Franka na płycie "Shut Up 'N Play Yer Guitar", "Joe's Garage", "Tinsel Town Rebellion"... Sława sama w sobie, a tutaj dająca pokaz swojego muzycznego kunsztu i niepowtarzalnego sposobu prowadzenia linii rytmu i melodyki w jednym!
    Kiedy mój stary przyjaciel wpada do mnie raz na kwartał aby poodlatywać przy dźwiękach głośnej muzyki, zawsze mamy tysiące tematów muzycznych do obgadania. Pamiętam, że "Dawai In Paradise" zelektryzowała go bardzo, więc mam dla niego teraz dawkę powalającą!!!!
    Reasumując - jedna z najgenialniejszych płyt tej wiosny, która zostanie ze mną na dłuuugie lata - czego i Wam wszystkim życzę.
    10/10

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version