A+ A A-

"Psychedelic". Music Of Jimi Hendrix

Oceń ten artykuł
(20 głosów)
(2009, album studyjny)
1. Fire (4:57)
2. Voodoo Child (5:28)
3. Rainy Day, Dream Away (7:02)
4. Manic Depression (6:52)
5. Third Stone From The Sun (6:59)
6. Purple Haze (5:02)
7. Little Wing (5:15)
8. Up From The Skies (5:27)
9. Crosstown Traffic (5:51)
10. The Wind Cries Mary (5:09)
11. Red House (5:40)

Czas całkowity: 63:45
- Jarek Śmietana (guitars, vocals, Dobro Guitar, Steal Guitar, arrangements)
- Wojciech Karolak (Hammond B-3 organ, keyboards, voice)
- Paweł Mąciwoda (bass)
- Krzysztof Dziedzic (drums)
Special Guests:
- Nigel Kennedy – violin (1, 7, 9)
- Maciej Sikala – tenor sax (3, 4, 8)
Suporting Musician:
- Hanka Wojciak – background vocal (1, 8, 9)
- Marta Ignatowicz – flute, alto flute (5)
- Łukasz Wiśniewski – harmonica (2, 11)
- Antoni Krupa - harmonica (11)
- D.J. Przeplach – scretch (5, 6)
Więcej w tej kategorii: The Good Life »

1 komentarz

  • jacek chudzik

    [i]That's alright I still got my guitar...[/i]

    W światku muzycznym krąży - zupełnie niezrozumiałe dla piszącego te słowa - przekonanie, mówiące iż "nobody plays Dylan better than Dylan". Jest to teza, której nie sposób obronić, ani dowieść. Co innego, gdy zamienimy w nim nazwisko "Dylan", na "Hendrix". Zdanie "nobody plays Hendrix better than Hendix" nie należy do tych, które się podważa. To już nie jest zwykłe twierdzenie, ale prawo natury. Bo jakiż jest synonim dla "bóg gitary"? Oczywiście - Hendrix!

    Porwanie się na nagranie własnej wersji któregoś z evergreenów Hendriksa wymaga zatem nie lada odwagi. Bywa też nierzadko przejawem muzycznej głupoty i arogancji. Ta muzyka szybko weryfikuje kunszt i wyobraźnię biorącego ją na warsztat artysty i bezlitośnie obnaża każdą jego słabość, uwypukla braki i niekompetencje, by na koniec przypomnieć wszystkim raz jeszcze, że nikt nie gra Hendriksa lepiej od samego Hendriksa... Jak zatem nazwać pomysł wydania płyty składającej się w całości z coverów Jimi'ego? Szaleństwem?

    Jeśli tak, szalonym nazwać trzeba Jarka Śmietanę i jego kompanów: Wojtka Karolaka, Pawła Mąciwodę i Krzysztofa Dziedzica. Wszyscy z nich to zasłużeni weterani polskiej - i nie tylko - sceny muzycznej. Dwaj z nich, Śmietana i Karolak, pamiętają niezwykłe lata sześćdziesiąte, pamiętają Jimi'ego. I w zasadzie omawiana tu płyta mogłaby się nazywać [i]We'll remember Hendrix[/i]. Tytuł jest jednak inny: [i]Psychedelic. Music of Jimi Hendrix[/i].

    Pięknie wydany [i]Psychedelic...[/i] jest, co warto odnotować, drugim z rzędu albumem Śmietany, na którym nasz czołowy jazzowy gitarzysta bierze na warsztat twórczość innego artysty (poprzedni album to [i]The Good Life (music of Ornette Coleman)[/i]). Jest też projektem, który siłą rzeczy można porównywać do serii koncertów [i]Jimi Lives[/i] - gdzie pierwsze skrzypce (dosłownie i w przenośni) gra Nigel Kennedy, wspierany m.in. przez Jarka Śmietanę i Wojtka Karolaka. Zostawmy jednak te uwagi na marginesie i wsłuchajmy się w muzykę Hendriksa spod znaku Jarek Śmietana Band...

    Kluczowe pytanie, które musi tu paść, brzmi: czy Śmietana ma pomysł na Hendriksa? Czy mamy tu do czynienia z graniem dla grania, czy też za [i]Psychedelic...[/i] stoi jakaś idea, cel, czy zespół znalazł sposób na twórcze podejście do utworów Jimi'ego? Już pierwsze, nawet dość pobieżne, przesłuchanie płyty rozwiewa te i inne wątpliwości. Band Śmietany postanowił wydobyć z muzyki Hendriksa całą paletę barw, nastrojów i - przede wszystkim - stylów, które w niej tkwią. Tytuł płyty - [i]Psychedelic...[/i] - jest może trochę na wyrost, bo samej psychodelii za dużo tu nie usłyszymy, ale za to bez problemu znajdziemy klasyczny rock ([i]Fire[/i]), southern rock ([i]Voodoo Child[/i]), jazz ([i]Up from the Skies[/i]), blues [i]Red House[/i]), a nawet pop ([i]Purple Haze[/i]). Wszystkie te style będą się zresztą w fenomenalny sposób przeplatać na długości jedenastu zamieszczonych na płycie utworów.

    Do najmocniejszych stron albumu należy to, że z jednej strony nie mamy tu do czynienia z drastycznymi, obrazoburczymi coverami, z drugiej zaś - Jarek Śmietana chwilami zadziwia świeżością podejścia do Hendriksowych klasyków. Delikatnie bujający dźwiękami klawiszy Karolaka i wzbogacony o scratche [i]Purple Haze[/i] mógłby ponownie zdobywać radiowe listy przebojów. Porywa nas, wzruszające i niezmącone zbędnym dramatyzmem, [i]Little Wing[/i], ze wspaniałym gitarowym intrem i liryczną partią solową Kennedy'ego. [i]Crosstown Traffic[/i] - ta, jak wierzą niektórzy, niecenzuralna piosenka - okazuje się skrywać w sobie oszałamiające solo, w którym Nigel Kennedy wydobywa ze swego instrumentu iście hendriksowe dźwięki. Zresztą... każdy utwór na tej płycie godny jest uwagi, w każdym jest coś do odkrycia, każdym się można zachwycić.

    Moim faworytem jest ostatni, jedenasty cover. Oto na koniec całego albumu, po znoju pracy, walce o dotarcie do odbiorcy, pojawia się chwila wytchnienia, życiodajny blues - [i]Red House[/i]. Cudowne pięć minut czystej przyjemności płynącej z grania. I nieważne co ludzie powiedzą - [i]That's alright I still got my guitar...[/i]

    Choć nie ma większego sensu opisywanie poszczególnych wyczynów muzyków, bo zarówno podstawowy skład, jak i goście (w tym wschodząca gwiazda harmonijki ustnej - Łukasz 'Wiśnia' Wiśniewski) dają na przestrzeni całego albumu popis swych umiejętności, to warto wspomnieć na koniec o jednej osobie - głównym bohaterze, Jarku Śmietanie. Śmietana bowiem zdecydował się pełnić na płycie rolę nie tylko lidera i gitarzysty (a nieczęsto grywał tak ostro), ale także... wokalisty. I powiem krótko: B.B. King, czy też Eric Clapton mogą czuć się zagrożeni...

    Jeśli nagranie płyty, będącej hołdem dla Hendriksa było marzeniem Śmietany, to udało mu się je spełnić. [i]Psychedelic. Music of Jimi Hendrix[/i] jest bardzo dobrą płytą, a co może ważniejsze, jest płytą, która daje radość słuchania, do której z przyjemnością się wraca, której - przynajmniej ja - nie odstawię tak szybko na półeczkę. A minusy? Szukajcie, a znajdziecie... Tyle, że w stylu: pstrokata okładka, wkładka w formie plakatu, za dużo nut i w ogóle głośne to takie...

    jacek chudzik wtorek, 23, czerwiec 2009 01:30 Link do komentarza
Zaloguj się, by skomentować

Recenzje Jazz-Rock / Fusion

Komentarze

© Copyright 2007- 2023 - ProgRock.org.pl
16 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.