ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Marbin
Breaking the Cycle
(2011, album studyjny)

1. Loopy (5:57)
2. A Serious Man (3:47)
3. Moms Song (2:03)
4. Bar Stomp (3:05)
5. Outdoor Revolution (3:07)
6. Western Sky (2:10)
7. Burning Match (5:10)
8. Claires Indigo (2:12)
9. Snufkin (2:47)
10. The Old Silhouette (4:11)
11. Winds Of Grace (8:39)

Czas całkowity: 43:08
- Dani Rabin (guitar)
- Danny Markovitch (saxophones)
- Steve Rodby (bass)
- Paul Wertico (drums)
oraz:
- Jamey Haddad - percussion (2, 4, 6, 8-10)
- Mat Davidson - vocals (3, 6)
- Leslie Beukelman - vocals (3, 6)
- Makaya McCraven - drums (4)
- Daniel White - vocals (11)
Wyświetlony 3519 razy
Inne albumy wykonawcy: Last Chapter of Dreaming »

1 komentarz

  • Link do komentarza jacek chudzik sobota, 23 lipiec 2011 13:21 napisane przez jacek chudzik

    Kolejna przyjemna niespodzianka w tym rocku. Oto drugi album pochodzącego z Izraela, a obecnie nagrywającego w Stanach, zespołu Marbin. Nazwa grupy w oczywisty sposób rozkłada się na nazwiska dwóch liderów, saksofonisty Danny'ego Markovitcha oraz gitarzysty Dani'ego Rabina, stanowiących trzon formacji. To oni są odpowiedzialni za wszystkie kompozycje, to nimi zachwycił się na jednym koncercie szef MoonJune Records (wydawcy płyty) i to wokół nich zbudowany jest cały zespół. A jego skład jest interesujący, bowiem dwóch wymienionych panów wspiera sekcja rytmiczna ukradziona Patowi Metheny'emu: Steve Rodby (bas) oraz - dobrze znany polskiej publiczności ze współpracy z SBB - Paul Wertico (perkusja i instrumenty perkusyjne). Jaka więc płyta mogła powstać w niekomercyjnej wytwórni, gdy współpracy podjęli się wybitni soliści z więcej niż porządną sekcją?

    Breaking the Cycle, bo tak nazwany został drugi już krążek w dorobku formacji, zdobią całkiem ciekawe i nawiązujące do tytułu płyty grafiki. Front okładki przedstawia jakiś stalowy most, mając zapewne być czymś w rodzaju szarego industrialnego krajobrazu. Z tyłu znajdziemy lekki kiczyk - kolorowego słonika i ptaszki. W środku umieszczono zaś lekko psychodelizujące zdjęcia zespołu w akcji.

    Mając w pamięci tytuł oraz wspomnianą okładkę, nie pozostaje nic innego, jak stwierdzić, że sam album zaczyna się w sposób przewidywalny. Pierwszy utwór (o znamiennym tytule - Loopy) otwiera prosty, wręcz banalny motyw przywodzący na myśl irlandzki folk. Ogrywany jest on w kółko przez blisko półtorej minuty, po czym następuje symboliczne zerwanie z jego monotonią, lub jak kto woli, tytułowe przerwanie cyklu. Nowe otwarcie płyty dokonuje się za sprawą kolejnych (i bodaj najbardziej porywających na całej płycie) partii solowych - najpierw saksofonu, następnie (po niespełna minucie) gitary, a na koniec (po kolejnych dwóch minutach) perkusji. Panowie Markovitch i Rabin w pełni świadomie wytaczają mocne działa, chcąc od początku przykuć uwagę słuchaczy. I niewątpliwie im się to udaje. Efekt jest tym silniejszy, że kompozycję zamyka klamra w postaci motywu z początku utworu.

    Wszystkie kompozycje zamieszczone na płycie są krótkie. Jest ich jedenaście; muzyki raptem 43 minuty. Przez większą część Breaking the Cycle Marbin udowadnia nam, że do perfekcji opanował tworzenie nastrojowych pejzaży muzycznych, delikatnych i zwiewnych miniatur. I naprawdę trudno się zdecydować na to, którą uroczą kompozycję wyróżnić: Mom's Song, Outdoor Revolution, czy może Western Sky? Na szczęście nie jest cały czas tak potulnie i słodko. Odrobinę więcej dramaturgii wkradło się do Burning Match, bodaj najciekawszego utworu na płycie, ale słuchając albumu trafimy też na ostry bluesowy kawałek - Bar Stomp. Lekki zgrzyt pojawia się natomiast na sam koniec, kiedy to będziemy niedowierzać własnym uszom wysłuchując... łzawej piosnki.

    Ocena końcowa? Breaking the Cycle to nie tylko przyjemny, ale i dobry album. Jest to wydawnictwo w sam raz dla miłośników wyrafinowanych i delikatnych brzmień (nie mylić ze smooth jazzem). Fanów grupy Metheny'ego, Jana Garbarka, czy Johna Abercrombiego też powinien on zadowolić. A zwykli progożercy? Nie tylko mogą, ale powinni po niego sięgnąć. W celach edukacyjnych, to po pierwsze, a po drugie - i co ważniejsze - dla prawdziwej przyjemności.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version